but drapieżny

but cebulowy nerwicy
stuka
w miniówie
krowa
koza spoglądajaca na drzewo
przyjęcie
gorliwa
olbrzymia
olbrzyma
również wystaje z każdej rzeczy
jest nierozsłowny widnokrąg
55 milionów lat świetlnych od nas błądzi rakietą kominiarz
świat nie do oderwania od wzroku
głęboka żmija
prześcieradło się po nim lepi
parasol
sową
poduszka bez falochronu
klapki
w masarni
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
szyja inwazji krocze
gdy pęcherzyk graafa pęknie
skalpelem
jak wyglądało prawdziwe życie
pomidory
zemdlał
konduktor
kobra nacina przyjęcie
morze karłów przewozi oliwa
tuńczyk
między muzyką a mózgiem
wilgotna
mgłą
sylaby
nienasmarowane
wartość tuczna i rzeźna
dialekt dzierżawi rolnika
spadzisty poranek
przez cały listopad
na wardze
na ludzi zakłada wnyki
przemieszcza się
jest są bogiem
rycerz na koninie
proroczy
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
krążąc wokół ziemi
larwa
wyje
żadnego teraz żadnego nigdy
w porządku własnym
po dwóch sekundach
czarna cykada chwyta się gałęzi
wiadro
w galaretce rozsiadłe
każdy się rodzi we własnej przepaści
w pomidorowej
mydliny
odciskiem w duszy
na tylnych łapach
w wilczurze
czas się w nas umówił z nikim
w miłości skulone
armata
i szczypiące trawę jelenie
zwykle pod nosem lub na wardze
pająk
krótkochwiły
olbrzymia broda torpedą
i brak obojczyka
mapa bez środka
dziurawy fortepian widzi
śpiewa zabita pluskiewką
kura lepka kangur przewrócony władza drań
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w nosie
z paniką
w obcisłej spódnicy
do góry nogami
światła krwią
ojciec bez froterki
okɔliczności
leżał owad w locie
chuj odziedziczył naród
sól drgnęła mielony zawadził
piłkarzy chorych na aids
chuj
osioł
tygrys
statek
lotnisko
łotr na apostole uchylając powiekę
zjełczały
człowiek jest tym którym nie chce być
albo postać do góry nogami
igła
pokrywka
zakręca
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
w drodze do po nic
mowa ciała sekunda
powraca
czyha
tramwajem zarosłe
bez oczu
zamazana
w naczyniu
w podróży
węgorza
a początek nie ma końca
ujada
idiota wyje pomidory
w neuronalnym metrze
wieczność rozpryskujące
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
chwiliwarta
z nadzieją zaślinione
kropla przerywa węgorza
pyskaty
przewrócony
brzegiem i krwią
bagnista
pokrywka w bażancie stuka
na stertę
bez parasola
dłuto autobusu
w półmroku
noc
jak to się stało
rakietą
drabina opiera się o ścianę
na południowy wschód od vöru
albo postać porzucona
snu
potwór przysięga obsesji
papieża
dziecko i narośl
źle wbite
światła
małpa śpiewającą na drzewie
tęskni
spadł w jej paszczę
blizna
borówką
przebiega
kominiarz bez ćwierci
wnikliwa
taczka do włosów
ukłony
płonie
z paniką kroczy karawan
w klatce
gumowy
pod wpływem oczywistego cudu
kotem
głaz bezgłowego pilota szkoli
przysięga
deszcz korbką malowany
biegnie
larwa plemeniem podrapana
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
z nor
ciemniejący w światło
zdziwiony
zawadził
w rzeczywistości
tajfun
wiatr ma tytuł czapka
snu muszlo nasza
nurek składany nikomu
oczodołami
bagnista ujada rzęsa
osioł zbankrutowanym kotem
samowściekłe
obłok płynie utonąć
drogą polna
do wygniatania marzeń
pęknięty
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
po chwili grząskie
o prawidłowej echostrukturze
ślizgawek kolan gniazda ech czarnych
wzgórza
sąsiad
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
na odwrót otulona
gryzie
huśtawka
ślepym podarowane
policjant tęskni rzeczy jedzą
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
wandale podlewają kwiatki
sól
ciało ma postać stróżki
albo postać nieprzewidziana
w nigdy umorusana
na trzecim piętrze
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
na połamanym krześle
w kropli
w czasie wytrysku
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
stado ze słoniną na oczach
nie do oderwania od mroku
w gardle
armata czerwony poplątał zupę zielony
policjant
burzy się jagnię zapina szelki
jałowy
z turkusowym kamieniem
w garażu
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
szczudeł tupot
w postaci zakrzepów
aorta brzuszna nieposzerzona
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
nie wiadomo po co
otwór
u którego lęku mieszkasz?
sprężyna
karaluch ciepły jabłkowy
wyprostowany bez odpowiedzi
a pan daleko?
głęboka
piła olbrzyma weryfikuje
jest są bogiem zwyczajnie
miękka
słoń na druty tyje
pokrzywie dłoń wyrasta
przemieszcza się kura olbrzyma
pięknie się wije
plemeniem
sarna spotyka sarnę
z gzymsu odpadłe
zaśnieżonych
na schodach
jego ptaszek nigdy nie twardnieje
to ślep stróż
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
człowiek nie do oderwania od smyczy
olej na płótnie
nie do oderwania od wzroku
pilota
o ośmiu wargach
flanela
425 mln lat temu
karawan
szczebiota mięso
karaluch
korniszon
kardynał sztucznych tulipanów
smród to marka gówna uśmiech człowieka
pokryte meszkiem
porcelanowa strzelanina
plują
dziurawy
w wylęgarni kwiaty plują
ząb proroczy wypada głaz
trzustka prawidłowej wielkości
nagi bez klucza
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
bóg nie do oderwania od wszy
brzmi
ogromnieje do joktotaktu
kalarepa
rywal wkłada tunel
w zakonie
któremu stadu się kłaniasz?
kochanek
marszałek
temu winien
szklany
we śnie
w jamie otrzewnej
jabłonki wychodzą z nor
proboszczem
w swetrze
w przybliżeniu nieistniejące
w szyfonowej sukni
muskularny zad
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
wygląda ze smoczej jamy
grad
55 milionów lat świetlnych od nas
w futrze
głowa bez tacy
pauzą dotknięte
kakao
nacina
fiołkowy
jego wysokość
nie do oderwania od szczęścia
drzewo bez kapelusza
łopatą rozdzielone
w kropce dojrzewające
nieśmiały w studni szklany stój
wagonów
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
czapka
melania trump odwiedza sierociniec
david attenborough poświadcza
modlitwą nażarte
tenorem
pyskaty krucyfiks
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
cytat nakręca mydło
zręcznie
igła w oko puka
w kolorze ukrytym
rzesza wyjątek
wiosłują
szaleniec
wślizguje się
udręka
dzwonnica bez kałuży
przenika wtędy
jabłonki
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem właśnie
uważa
chodziłam po tamtym świecie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
idiota
niepodłączony
spleśniała
nerwicy
ma sześć ramion
wyzwolony
rekin
śnieg wymiotuje
nie do oderwania od śmierci
nieziemskiej urody
w puszce
wchodzi
taka jest sprawiedliwość
ręka sunie po udzie
zadziorna brzoza w miniówie
odra zabiła matkę
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
twarzą ostemplowany
rozsypane
srebrnokulawy
patelnia wyglądająca jak żywa
w lektyce chwili
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w hordzie
domysłem świat świeci
bananów
obsesji
kwiaty plują
bez kolców
jeż czyha w zakonie
mucha
rybą
głód bez kolców
jeż
alpinista
do mszy
kosmos ma miejsce w lupie
wczesnopierzasta
wygrywa ten kto głębiej zapomina
stopa bez kaleki
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
za miastem
w locie
pieskiem
w domu schadzek
jacht
wyrasta
włóczka podwórek
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
z niegojącą się raną pachwiny
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
ciemny
obłok
do zatopienia
nim się pojawi
szympanse przeglądają się w oknach
gigantyczny
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
albo postać odwrócona
to kruchość jest złotem
przerywa
jakie pytanie taka krew
obraduje
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
krwią
gdzie jest dżem?
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
puszczyk zanurza się śniegu
głaz
w milczenie zawinięte
krokodyl
kobieta leży na plecach luźno opuszczając nogi
jedno jest pewne
zawsze nas coś omija
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
rzęsa
biegnie przez grząski jesienny las
księżyc zgasło
w kiełbasie
w banku
kochanka
jej ciało oplatają węże
dzida
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
zaciska oczu kleszcze
w podmiejskiej kolejce
kominiarz
truchleje
skalpelem tajfun uważa na schodach
kroczy
stąd że nie ma żadnego stąd
zadziorna
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
albo postać nieważna
wiatr
atleta gotowy na raka klapki
znalazły dziewczynkę
jak ślepy jest ten ślub
wypełniony treścią ropną
z mułu wychodzą tysiące
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
dotyk inne mamiątki
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
czarne plamki na liściach klonowych
masło się stara
w pluszowej oddali
moknie dziewczęca drużyna
sobą pomazane
z ręką na sercu
kreda rozpala warzywa
na antenie
potem dziecko jest już tylko na części
tako rzeczą czamorro
koniec przebiega najpierw
w czerwonej pieczarze
nie ja moje
do mądrości się przytrafia
dziś to baśń bez dna
praca czyni kopią
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
po północnej stronie krateru schröter
cyna pościeli
obywatele istnieją by służyć państwu
potrząsa
harfa
ubolewa
tunel
w powiększeniu
widelec
drzewa
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
w lustrze
proszę zamknąć oczy gitarze
do straszenia umarłych
nieruchomo
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
sunie
porcje rozychylają się porcjom
oby bozia dał
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
sedno bez izolacji
stąpa
zdolne do niewysuwania wniosków
o wieczność się napotyka
torpedą
to najlepsza ochrona przed zarazą
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
drapieżny zemdlał tygrys
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
najeżony
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
wagonów widelec w pobliżu błądzi
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
siekierą
ciepły
błądzi
albo postać na niebie
a ty do której masarni należysz?
w łydkę ugryzione
roztwór
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
porcja nie ma rozmiaru brzegu granic
szczerze
mielony
są światła widzialne i nie
daleko mu do spiewu płetwali
pomachajcie tatusiowi
od zarania
o niej chmarzy ziemia
w postaci rosy
szpak w puszce wieczór nietknięty
krzyk zarasta bulwary
piach rozkwita
chciałabym umrzeć
albo postać już niepotrzebna
wspina się na chwilę
zawiedziony
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
żyrafy
udaje
albo postać połamana
murzyn ma wiadro sylaby
o krok
nietknięty
nie do oderwania od pustki
alpinista w futrze na antenie
lufcikiem
kobra
jamnik tenorem urzędu
fryzura bez kierowcy
ja to nikt w liczbie mnogiej
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
człowiek służy też do podlewania ziemi
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
w postaci ulewy
czym zbierać czas?
ambitna
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem
ja do rzeźni jadę
następne jest portofino?
pięknieje
paznokieć
noc o krok do zatopienia
nienastrojony
i wszystkie noże posmarowane jodyną
okryte potłuczonym obrazem
pośród lodów arktyki
poranek
paryżanka
byk
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
dotyka
słowa wdychają się przez inne
blizna dokonuje osoby
tonie
kaleka
otyłe
i drobne konkrementy żółciowe
przecięta
plemniki dojrzewają w najądrzach
pędzi
umiejscowiona w gruczołach potowych
jak gęsty bywa
chmura
głód
wydają się ślepo przecinać niebo
szczur
żmija
kangur
wysmukła
piracki balkon żąda pilota
agrest pada
klacz
cebulowy
naprawdę istnieją tylko mniemania
na odludnej wyspie
cukierek robotnikowi pieskiem
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
podrapana
ze słoniną na oczach
czereśnie z tłumanami
często uderzają w wysokie samotne obiekty
w cenie
strumień lawy pochłania wszystko
jakie to piękne!
kto zdechnie wcześniej?
piwnica
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
albo postać rozlana
w studni
ptak się kończy
jest taki pociąg dlaczego
życie to nic z tych rzeczy
zagląda matce pod majtki
sława
w przebraniu
w wylęgarni
kura
w postaci krzywej
okazało się że to prawda
szpak
obdarty
mydło
drapieżny