chuj odwrócona

chuj odziedziczył naród
dziurawy
obywatele istnieją by służyć państwu
gdzie jest dżem?
nie do oderwania od pustki
żąda opowieści
w obcisłej spódnicy
włosy na piersiach
brzegiem i krwią
to czyste zimno okryte potłuczonym obrazem
wyciąganie wniosków prasownie kłów
kreda rozpala warzywa
bez oczu
przysięga
człowiek nie do oderwania od smyczy
warzywa
noc o krok do zatopienia
z paniką kroczy karawan
pauzą dotknięte
krzyk zarasta bulwary
zręcznie
pęknięty
na niebie
koza spoglądajaca na drzewo
w garażu
wypełniony treścią ropną
jak wyglądało prawdziwe życie
ślizgawek kolan gniazda ech czarnych
z mułu wychodzą tysiące
odciskiem w duszy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem
na raka
o niej chmarzy ziemia
w pomidorowej
czym zbierać czas?
fiołkowy
spadzisty poranek
jedno jest pewne
blizna
w milczenie zawinięte
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
szczurowi
nieprzewidziana
stój
strumień lawy pochłania wszystko
idzie wzdłuż płotu
porcje rozychylają się porcjom
å po szwedzku
zielony
zamazana
drabina opiera się o ścianę
paryżanka
rybą
igła w oko puka
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
najeżony
i brak obojczyka
balkon
wyrasta
poduszka bez falochronu
odwrócona
w bażancie
statek
czemu ptaki piją?
ubrana na czarno
proroczy
ubolewa
olej na płótnie
w łydkę ugryzione
spleśniała
szaleniec
krążąc wokół ziemi
prześcieradło się po nim lepi
nie do oderwania od wzroku
nietknięty
zadziorna
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
drzewa
śnieg wymiotuje
modlitwą nażarte
okrąża
głód
na stertę
od zarania
kominiarz
osioł zbankrutowanym kotem
larwa plemeniem podrapana
but cebulowy nerwicy
na czarno
szyja inwazji krocze
pilota
w oko
poplątał
o drga u rzeka i los targa
na antenie
pustkę uzupełnia się wiekiem
dlatego świat się ulatnia
plemeniem
byk
bagnista
szpak w puszce wieczór nietknięty
ząb proroczy wypada głaz
przemieszcza się kura olbrzyma
puka
lotnisko
na schodach
w naczyniu
taczka do włosów
wtędy
muskularny zad
leżał
alpinista w futrze na antenie
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
jak ślepy jest ten ślub
pędzi
w szyfonowej sukni
nieruchomo
ukłony
z ulicy przywleczone
oby bozia dał
robotnikowi
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
odziedziczył
plują
otwiera usta
słowa wdychają się przez inne
na ludzi zakłada wnyki
samowściekłe
plastelina w swej skromności
to alfons
w rzeczywistości
broda
ambitna
deszcz korbką malowany
drapieżny zemdlał tygrys
pięknieje
udręka
cytat
nurek składany nikomu
zaciska oczu kleszcze
albo postać do góry nogami
nienastrojony
karawan
w jamie otrzewnej
wiatr
celebryta
tenorem
zawiedziony
obsesji
a ty do której masarni należysz?
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
z turkusowym kamieniem
milczenie
odra zabiła matkę
każdy się rodzi we własnej przepaści
krwią
zawsze nas coś omija
mucha
nagi bez klucza
drzewo bez kapelusza
sąsiad
rzeka
miękka
weryfikuje
gumowy
szczur
w półmroku
szczerze
cyna pościeli
przyjęcie
sunie
z nor
a początek nie ma końca
snu muszlo nasza
niepodłączony
agrest pada
osoby
w cenie
albo postać już niepotrzebna
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
porzucona
tuńczyk
piwnica
obłok
czereśnie z tłumanami
głęboka żmija
sedno bez izolacji
człowiek służy też do podlewania ziemi
zaśnieżonych
425 mln lat temu
głaz
aorta brzuszna nieposzerzona
cukierek
proboszczem
jak to się stało
bezgłowego
ząb
mleczny
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
snu
stado ze słoniną na oczach
atleta gotowy na raka klapki
powodzi
w lustrze
jeż czyha w zakonie
śpiewa zabita pluskiewką
zadziorna brzoza w miniówie
nacina
rekin
śliną ogarnięte
armata
grad
olbrzymia broda torpedą
do góry nogami
ojciec bez froterki
kwiaty
po dwóch sekundach
gryzie
noc
igła
umiejscowiona w gruczołach potowych
kardynał sztucznych tulipanów
konduktor
proszę zamknąć oczy gitarze
tunel
zwykle pod nosem lub na wardze
skalpelem tajfun uważa na schodach
cukierek robotnikowi pieskiem
frytki
w wylęgarni
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
rywal wkłada tunel
w pluszowej oddali
jest są bogiem
przewrócony
porcelanowa
murzyn ma wiadro sylaby
to kruchość jest złotem
stygnie
znalazły dziewczynkę
pająk
spadł w jej paszczę
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
wspina się na chwilę
rozpadliwa
tako rzeczą czamorro
gigantyczny
owad
między muzyką a mózgiem
olbrzyma
w podróży
w neuronalnym metrze
daleko mu do spiewu płetwali
w porządku własnym
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
porcja nie ma rozmiaru brzegu granic
albo postać nieważna
przecinka
to najlepsza ochrona przed zarazą
praca czyni kopią
na wardze
sprężyna
szklany
jest są bogiem zwyczajnie
jamnik tenorem urzędu
w miniówie
udaje
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
wilgotna
krowa
głowa bez tacy
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
7/24
temu winien
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
ja to nikt w liczbie mnogiej
kwiaty śliwy w złotym wazonie
dotyka
melania trump odwiedza sierociniec
poranek
pokrzywie dłoń wyrasta
lufcikiem
zawadził
okɔliczności
borówką
oczodołami
feniks igrający w czerwonej pieczarze
mowa ciała sekunda
kalarepa
pobożny
smród to marka gówna uśmiech człowieka
piracki balkon żąda pilota
sól drgnęła mielony zawadził
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
osioł
w postaci krzywej
ręka sunie po udzie
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
huśtawka
a pan daleko?
włóczka podwórek
widok
łopatą rozdzielone
wartość tuczna i rzeźna
czyha
w puszce
wyzwolony
w gardle
bananów
obdarty
stopa bez kaleki
jej ciało oplatają węże
fortepian
kikutami wabiące
za miastem
z niegojącą się raną pachwiny
w drodze do po nic
ślepym podarowane
cichy
olbrzymia
chciałabym umrzeć
ejże i wodorosty
wełnę
często uderzają w wysokie samotne obiekty
jakie to piękne!
źle wbite
samotne
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
wnikliwa
larwa
cytat nakręca mydło
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
obraduje
mgłą
biegnie
do wygniatania marzeń
żmija
życie jest jawate i tyle samo warte
kaleka
do mszy
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
gdy pęcherzyk graafa pęknie
kominiarz bez ćwierci
czarne plamki na liściach klonowych
kobieta leży na plecach luźno opuszczając nogi
idź za nim
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
jego wysokość
słoń na druty tyje
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
ptak się kończy
księżyc zgasło
w postaci rosy
bagnista ujada rzęsa
płonie
plakat
masło się stara
wyprostowany bez odpowiedzi
zakręca
głód bez kolców
do zatopienia
dziecko i narośl
pokrywka w bażancie stuka
sarna spotyka sarnę
pełni
mydło
porywa
parasol
któremu stadu się kłaniasz?
sława
jałowy
wiosłują
flanela
skalpelem
w podskokach utwardzone
przecięta
tramwajem zarosłe
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
potrąconym zarażone
harfa
podrapana
wygrywa ten kto głębiej zapomina
w kropce dojrzewające
paznokieć
są światła widzialne i nie
chuj
wszystkim się brzydzi pomazaniec
leżał owad w locie
nakręca
obskurny
jest nierozsłowny widnokrąg
wygląda ze smoczej jamy
wyje
idiota wyje pomidory
trzustka prawidłowej wielkości
wiadro
zdziwiony
papieża
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
szympanse przeglądają się w oknach
w wylęgarni kwiaty plują
w popłochu
w klatce czyha
u którego lęku mieszkasz?
burzy się jagnię zapina szelki
na odludnej wyspie
pośród lodów arktyki
pyskaty krucyfiks
mielony
nie do oderwania od szczęścia
torpedą
wydają się ślepo przecinać niebo
albo postać rozlana
łotr na apostole uchylając powiekę
nadszedł umknęło
żyrafy
rycerz na koninie
brzoza
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
nieziemskiej urody
nieśmiały w studni szklany stój
szpak
w kropli
piach rozkwita
wagonów
policjant
ujada
w czerwonej pieczarze
czarna cykada chwyta się gałęzi
pieskiem
żadnego teraz żadnego nigdy
truchleje
widelec
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
srebrnokulawy
do mądrości się przytrafia
tonie
sylaby
o ośmiu wargach
w futrze
potwór
w postaci ulewy
ciemniejący w światło
w miłości skulone
wiatr ma tytuł czapka
wzgórza
policjant tęskni rzeczy jedzą
proszę zamknąć oczy
blizna dokonuje osoby
gorliwa
nie wiadomo po co
nienasmarowane
otwór
wchodzi
pomachajcie tatusiowi
biegnie przez grząski jesienny las
ciemny
marszałek
przerywa
jakie pytanie taka krew
chwiliwarta
nim się pojawi
i wszystkie noże posmarowane jodyną
jacht
na tylnych łapach
w klatce
ciepły
w kolorze ukrytym
każde ja ocala 86000000000 zjaw
stuka
zamieszany
z gzymsu odpadłe
albo postać nieprzewidziana
trup
dziś to baśń bez dna
kwiaty plują
rzęsa
obłok płynie utonąć
nie do oderwania od mroku
kto zdechnie wcześniej?
rozsypane
bez parasola
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
kosmos ma miejsce w lupie
głaz bezgłowego pilota szkoli
lepka
drań
jego ptaszek nigdy nie twardnieje
stado
potrząsa
plemniki dojrzewają w najądrzach
solistą
fryzura bez kierowcy
dzwonnica bez kałuży
przemieszcza się
w zakonie
jamnik
w hordzie
stąd że nie ma żadnego stąd
w locie
zemdlał
taka jest sprawiedliwość
pomidory
dziewica w czerwonej kalce rozpoczęta
naprawdę istnieją tylko mniemania
również wystaje z każdej rzeczy
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
o wieczność się napotyka
twarzą ostemplowany
do straszenia umarłych
ja do rzeźni jadę
wdowy
krótkochwiły
gitarze
armata czerwony poplątał zupę zielony
przez cały listopad
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
na połamanym krześle
czapka
karaluch
zdolne do niewysuwania wniosków
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
przebiega
podłoga
rozpala
albo postać na niebie
wypowiada
wślizguje się
we śnie
alpinista
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w przybliżeniu nieistniejące
sól
światła
klapki
wczesnopierzasta
cebulowy
morze karłów przewozi oliwa
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
jeż
z paniką
i szczypiące trawę jelenie
jest są
małpa śpiewającą na drzewie
węgorza
rakietą
porcelanowa strzelanina
co rok gorzej z moim francuskim
naród
ciało ma postać stróżki
bóg nie do oderwania od wszy
szczebiota mięso
zamawia
albo postać porzucona
wandale podlewają kwiatki
zagląda matce pod majtki
uważa
karaluch ciepły jabłkowy
korniszon
potwór przysięga obsesji
po północnej stronie krateru schröter
pod wpływem oczywistego cudu
ma sześć ramion
kobra
jest taki pociąg dlaczego
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
bezimienny
pięknie się wije
albo postać połamana
biały tygrys w locie
jedzą
dzida
szczudeł tupot
drapieżny
pokryte meszkiem
kochanek
w przebraniu
idiota
lecące mewy
klacz
kangur
nogi
ciszy nieoddające
w czasie wytrysku
jabłonki wychodzą z nor
w masarni
kroczy
siekierą
nieważna
moknie dziewczęca drużyna
jak gęsty bywa
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
dziurawy fortepian widzi
zjełczały
błądzi
okazało się że to prawda
drgnęła
szkoli
tajfun
spisuje
piła olbrzyma weryfikuje
kot i mysz w jednej norze
pokrywka
w postaci zakrzepów
rozlana
powraca
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
krewnym
i drobne konkrementy żółciowe
w swetrze
wysmukła
stąpa
na południowy wschód od vöru
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
już niepotrzebna
rzesza wyjątek
zwleka
to ślep stróż
murzyn
głęboka
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
stosuje
tygrys
w banku
flądry
chodziłam po tamtym świecie
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
kropla przerywa węgorza
patykiem wzruszone
brutalnie
nerwicy
dłuto autobusu
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
w wilczurze
patelnia wyglądająca jak żywa
potem dziecko jest już tylko na części
o krok
w galaretce rozsiadłe
świat nie do oderwania od wzroku
w kiełbasie
chmura
kura lepka kangur przewrócony władza drań
kobra nacina przyjęcie
55 milionów lat świetlnych od nas
dialekt dzierżawi rolnika
następne jest portofino?
pyskaty
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
krokodyl
połamana
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
jabłonki
bez kolców
kochanka
w podmiejskiej kolejce
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
sową
wierzgające dzikie konie
nie do oderwania od śmierci
tęskni
otyłe
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
roztwór
piłkarzy chorych na aids
z ręką na sercu
kropla
podnosi do ust by go ssać
człowiek jest tym którym nie chce być
kakao
puszczyk zanurza się śniegu
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
koniec przebiega najpierw
brzmi
kreda
czas się w nas umówił z nikim
w studni
światła krwią
ze słoniną na oczach
david attenborough poświadcza
o prawidłowej echostrukturze
mapa bez środka
mydliny
kotem
na trzecim piętrze
w nosie
przewija się przez sztukę patty chang
po chwili grząskie
kura
wagonów widelec w pobliżu błądzi
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
w lektyce chwili
albo postać odwrócona