jest najpierw

jest dotyk przez teraz i dotyk przez nigdy

w milczenie zawinięte

prześcieradło się po nim lepi

kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien

bagnista ujada rzęsa

jamnik tenorem urzędu

na połamanym krześle

żadnego teraz żadnego nigdy

krawiec w postaci ulewy

nurek składany nikomu

srebrnokulawy

dźwig do suszenia sutann

szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki

przemieszcza się kura olbrzyma

jabłonki wychodzą z nor

świat nabiera sensu przez ślepe uczynki

wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza

jakie to piękne!

stół pomalowany w piżamę

chodziłam po tamtym świecie

w postaci rosy

krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta

jedno jest pewne

czas leci z taśmy w mgnieniu oka

również wystaje z każdej rzeczy

deszcz korbką malowany

w drodze do po nic

ukryty w przymrozku

drapieżny zemdlał tygrys

w uśmiechu poręcznym

gdy żmija płonie

na trzecim piętrze rośnie las

a pan daleko?

pośród lodów arktyki

kropla przerywa węgorza

dziurawy fortepian widzi

kwiaty plują

dążąc do doskonałości

księżyc zgasło

wandale podlewają kwiatki

pokrzywie dłoń wyrasta

do góry nogami

igła w oko puka

brud podgląda cię przez mydła

wszystko jesteśmy tylko spójnikami

zawsze nas coś omija

dlatego że nie ma żadnego dlatego

ręka sunie po udzie

chuj odziedziczył naród

w przebłysku samotności

idiota wyje pomidory

wypełniony treścią ropną

ja do rzeźni jadę

snu muszlo nasza

innego ratunku nie ma

koniec przebiega najpierw