koza obskurny

koza spoglądajaca na drzewo
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
o ośmiu wargach
biały tygrys w locie
jak wyglądało prawdziwe życie
smród to marka gówna uśmiech człowieka
kobra
kwiaty
nie do oderwania od wzroku
w galaretce rozsiadłe
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
pędzi
marszałek
trup
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
w zakonie
olbrzyma
po dwóch sekundach
źle wbite
wnikliwa
wierzgające dzikie konie
przecięta
w nosie
to czyste zimno okryte potłuczonym obrazem
dziewica w czerwonej kalce rozpoczęta
podrapana
bananów
porcja nie ma rozmiaru brzegu granic
zawiedziony
krzyk zarasta bulwary
brzoza
gumowy
wyje
jest nierozsłowny widnokrąg
kobra nacina przyjęcie
szklany
w hordzie
biegnie
dziurawy
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
ojciec bez froterki
już niepotrzebna
gdzie jest dżem?
często uderzają w wysokie samotne obiekty
sarna spotyka sarnę
paryżanka
skalpelem tajfun uważa na schodach
wiatr
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
samotne
jałowy
czarna cykada chwyta się gałęzi
płonie
sedno bez izolacji
jeż
warzywa
stosuje
i wszystkie noże posmarowane jodyną
zaśnieżonych
poduszka bez falochronu
kominiarz bez ćwierci
oby bozia dał
jedzą
drabina opiera się o ścianę
otwiera usta
każdy się rodzi we własnej przepaści
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
w drodze do po nic
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
w futrze
rakietą
po północnej stronie krateru schröter
plastelina w swej skromności
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
twarzą ostemplowany
ambitna
albo postać porzucona
torpedą
kaleka
do mądrości się przytrafia
to kruchość jest złotem
piłkarzy chorych na aids
chwiliwarta
proszę zamknąć oczy
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
pilota
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
krążąc wokół ziemi
flanela
z paniką
pomidory
proszę zamknąć oczy gitarze
czereśnie z tłumanami
albo postać nieprzewidziana
krwią
jest są
nogi
lufcikiem
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
zawsze nas coś omija
jabłonki
policjant
pięknieje
policjant tęskni rzeczy jedzą
jak ślepy jest ten ślub
przyjęcie
w przybliżeniu nieistniejące
albo postać odwrócona
kroczy
rzeka
zawadził
klapki
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
karaluch
na ludzi zakłada wnyki
dzwonnica bez kałuży
obłok płynie utonąć
szpak w puszce wieczór nietknięty
wiosłują
wysmukła
w gardle
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
zamawia
szympanse przeglądają się w oknach
kreda
idź za nim
w kolorze ukrytym
nie do oderwania od szczęścia
jego wysokość
pyskaty krucyfiks
otyłe
kardynał sztucznych tulipanów
tajfun
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
stopa bez kaleki
na niebie
brzegiem i krwią
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
głód bez kolców
czym zbierać czas?
we śnie
sól
kwiaty plują
na czarno
szaleniec
każde ja ocala 86000000000 zjaw
do straszenia umarłych
w kropli
przemieszcza się
pomachajcie tatusiowi
słowa wdychają się przez inne
jacht
ręka sunie po udzie
truchleje
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
albo postać nieważna
wszystkim się brzydzi pomazaniec
potrąconym zarażone
ukłony
krowa
rzęsa
broda
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
człowiek jest tym którym nie chce być
kreda rozpala warzywa
z ulicy przywleczone
w czasie wytrysku
idiota wyje pomidory
kochanka
w półmroku
o niej chmarzy ziemia
z ręką na sercu
mapa bez środka
ubolewa
olbrzymia
jakie pytanie taka krew
poranek
proboszczem
zwykle pod nosem lub na wardze
statek
i drobne konkrementy żółciowe
proroczy
ja do rzeźni jadę
wchodzi
to alfons
idiota
porcelanowa
czarne plamki na liściach klonowych
umiejscowiona w gruczołach potowych
atleta gotowy na raka klapki
kalarepa
frytki
między muzyką a mózgiem
nieprzewidziana
425 mln lat temu
w cenie
larwa plemeniem podrapana
masło się stara
ciemniejący w światło
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
fortepian
sylaby
niepodłączony
jest są bogiem zwyczajnie
szczur
powodzi
igła
pęknięty
ubrana na czarno
następne jest portofino?
w neuronalnym metrze
agrest pada
miękka
ejże i wodorosty
koniec przebiega najpierw
bez kolców
kotem
krokodyl
ja to nikt w liczbie mnogiej
idzie wzdłuż płotu
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
potwór
plemniki dojrzewają w najądrzach
nie do oderwania od mroku
wtędy
murzyn
szczudeł tupot
piwnica
na antenie
dziś to baśń bez dna
puszczyk zanurza się śniegu
w popłochu
i brak obojczyka
w banku
jak gęsty bywa
borówką
odciskiem w duszy
plemeniem
stąd że nie ma żadnego stąd
przysięga
jest są bogiem
podłoga
kikutami wabiące
przewrócony
alpinista w futrze na antenie
ma sześć ramion
przemieszcza się kura olbrzyma
jak to się stało
zagląda matce pod majtki
odziedziczył
na odludnej wyspie
wygrywa ten kto głębiej zapomina
obsesji
to najlepsza ochrona przed zarazą
w przebraniu
z mułu wychodzą tysiące
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
tako rzeczą czamorro
lepka
cytat
robotnikowi
również wystaje z każdej rzeczy
w podmiejskiej kolejce
pokrywka
skalpelem
bez oczu
w lektyce chwili
nieziemskiej urody
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
po chwili grząskie
muskularny zad
bez parasola
spleśniała
rywal wkłada tunel
plują
owad
strumień lawy pochłania wszystko
głaz
osioł zbankrutowanym kotem
krótkochwiły
wypełniony treścią ropną
to ślep stróż
tonie
porywa
ptak się kończy
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
zjełczały
deszcz korbką malowany
pełni
ciszy nieoddające
nagi bez klucza
byk
tunel
mydliny
gdy pęcherzyk graafa pęknie
rekin
na trzecim piętrze
stuka
odra zabiła matkę
wagonów
spisuje
aorta brzuszna nieposzerzona
cytat nakręca mydło
zakręca
pobożny
w wylęgarni kwiaty plują
połamana
zadziorna
puka
o krok
drzewo bez kapelusza
mowa ciała sekunda
cukierek
larwa
rozsypane
pająk
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w klatce
obdarty
piła olbrzyma weryfikuje
cyna pościeli
do mszy
mleczny
w pluszowej oddali
drapieżny zemdlał tygrys
szczebiota mięso
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
wiadro
w kropce dojrzewające
od zarania
jest taki pociąg dlaczego
leżał owad w locie
żadnego teraz żadnego nigdy
nurek składany nikomu
milczenie
śnieg wymiotuje
dzida
roztwór
kura
w locie
jej ciało oplatają węże
zdolne do niewysuwania wniosków
światła krwią
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
piracki balkon żąda pilota
wzgórza
oczodołami
nie do oderwania od pustki
tramwajem zarosłe
kot i mysz w jednej norze
życie jest jawate i tyle samo warte
w miłości skulone
najeżony
trzustka prawidłowej wielkości
spadł w jej paszczę
w masarni
srebrnokulawy
chuj odziedziczył naród
powraca
są światła widzialne i nie
blizna
mielony
mucha
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
co rok gorzej z moim francuskim
fiołkowy
obywatele istnieją by służyć państwu
daleko mu do spiewu płetwali
nacina
kropla przerywa węgorza
udręka
potwór przysięga obsesji
klacz
o drga u rzeka i los targa
sława
w milczenie zawinięte
alpinista
nieważna
leżał
flądry
i szczypiące trawę jelenie
nerwicy
zadziorna brzoza w miniówie
brutalnie
nim się pojawi
but cebulowy nerwicy
patelnia wyglądająca jak żywa
w rzeczywistości
david attenborough poświadcza
o wieczność się napotyka
na raka
olbrzymia broda torpedą
przerywa
tuńczyk
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
łotr na apostole uchylając powiekę
igła w oko puka
zręcznie
w jamie otrzewnej
sprężyna
na południowy wschód od vöru
albo postać rozlana
w porządku własnym
odwrócona
świat nie do oderwania od wzroku
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
bezimienny
rzesza wyjątek
grad
cichy
gorliwa
mgłą
burzy się jagnię zapina szelki
prześcieradło się po nim lepi
blizna dokonuje osoby
papieża
wślizguje się
bagnista
kobieta leży na plecach luźno opuszczając nogi
bóg nie do oderwania od wszy
zwleka
chodziłam po tamtym świecie
przewija się przez sztukę patty chang
w wylęgarni
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
jakie to piękne!
szyja inwazji krocze
w wilczurze
solistą
brzmi
głęboka żmija
wypowiada
światła
przecinka
nie do oderwania od śmierci
harfa
głód
wspina się na chwilę
włosy na piersiach
z niegojącą się raną pachwiny
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
małpa śpiewającą na drzewie
weryfikuje
a ty do której masarni należysz?
z nor
w studni
zamazana
z paniką kroczy karawan
kto zdechnie wcześniej?
kosmos ma miejsce w lupie
plakat
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
za miastem
drań
dialekt dzierżawi rolnika
kochanek
na połamanym krześle
mydło
okazało się że to prawda
drzewa
chmura
w postaci rosy
czas się w nas umówił z nikim
głowa bez tacy
o prawidłowej echostrukturze
nadszedł umknęło
albo postać do góry nogami
czapka
do zatopienia
włóczka podwórek
wełnę
u którego lęku mieszkasz?
pięknie się wije
55 milionów lat świetlnych od nas
krewnym
melania trump odwiedza sierociniec
cebulowy
rozlana
noc o krok do zatopienia
chuj
łopatą rozdzielone
sową
w podróży
węgorza
paznokieć
szpak
feniks igrający w czerwonej pieczarze
porzucona
jabłonki wychodzą z nor
huśtawka
cukierek robotnikowi pieskiem
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
czyha
drapieżny
spadzisty poranek
widelec
albo postać już niepotrzebna
wartość tuczna i rzeźna
błądzi
na wardze
wagonów widelec w pobliżu błądzi
biegnie przez grząski jesienny las
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
pokrywka w bażancie stuka
tygrys
rybą
w bażancie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
snu muszlo nasza
śliną ogarnięte
samowściekłe
zaciska oczu kleszcze
nietknięty
snu
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
głęboka
dziurawy fortepian widzi
wilgotna
dlatego świat się ulatnia
zemdlał
pieskiem
lecące mewy
pauzą dotknięte
taczka do włosów
wiatr ma tytuł czapka
stygnie
ciało ma postać stróżki
parasol
otwór
w podskokach utwardzone
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
w miniówie
w czerwonej pieczarze
potem dziecko jest już tylko na części
szczurowi
7/24
w łydkę ugryzione
jedno jest pewne
armata
murzyn ma wiadro sylaby
jeż czyha w zakonie
na schodach
ząb
w pomidorowej
å po szwedzku
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w obcisłej spódnicy
olej na płótnie
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
ciepły
wygląda ze smoczej jamy
pod wpływem oczywistego cudu
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
taka jest sprawiedliwość
korniszon
księżyc zgasło
porcje rozychylają się porcjom
z gzymsu odpadłe
kropla
stado ze słoniną na oczach
obłok
nieśmiały w studni szklany stój
karawan
gitarze
nienasmarowane
gryzie
siekierą
sunie
szczerze
w klatce czyha
morze karłów przewozi oliwa
ślizgawek kolan gniazda ech czarnych
pośród lodów arktyki
dziecko i narośl
praca czyni kopią
człowiek służy też do podlewania ziemi
bagnista ujada rzęsa
wydają się ślepo przecinać niebo
znalazły dziewczynkę
w postaci ulewy
zamieszany
czemu ptaki piją?
osoby
na stertę
w naczyniu
noc
balkon
śpiewa zabita pluskiewką
człowiek nie do oderwania od smyczy
sól drgnęła mielony zawadził
do góry nogami
pyskaty
kominiarz
w postaci zakrzepów
w puszce
zielony
głaz bezgłowego pilota szkoli
karaluch ciepły jabłkowy
naród
pokryte meszkiem
jamnik tenorem urzędu
tenorem
wyprostowany bez odpowiedzi
szkoli
wyrasta
albo postać połamana
słoń na druty tyje
żyrafy
patykiem wzruszone
nie wiadomo po co
stado
poplątał
wczesnopierzasta
fryzura bez kierowcy
podnosi do ust by go ssać
a pan daleko?
nakręca
ząb proroczy wypada głaz
któremu stadu się kłaniasz?
armata czerwony poplątał zupę zielony
modlitwą nażarte
drgnęła
dotyka
w garażu
żąda opowieści
a początek nie ma końca
pustkę uzupełnia się wiekiem
piach rozkwita
przebiega
potrząsa
do wygniatania marzeń
zdziwiony
sąsiad
obraduje
żmija
naprawdę istnieją tylko mniemania
wdowy
przez cały listopad
rozpala
ujada
nieruchomo
jego ptaszek nigdy nie twardnieje
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
dłuto autobusu
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem
chciałabym umrzeć
albo postać na niebie
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
wyzwolony
w oko
gigantyczny
wandale podlewają kwiatki
uważa
okrąża
kwiaty śliwy w złotym wazonie
jamnik
ślepym podarowane
stój
w szyfonowej sukni
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
pokrzywie dłoń wyrasta
z turkusowym kamieniem
wyciąganie wniosków prasownie kłów
ze słoniną na oczach
w lustrze
bezgłowego
kangur
celebryta
udaje
nienastrojony
tęskni
konduktor
stąpa
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
moknie dziewczęca drużyna
temu winien
w swetrze
na tylnych łapach
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
w postaci krzywej
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
w kiełbasie
okɔliczności
ciemny
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
widok
rozpadliwa
lotnisko
rycerz na koninie
osioł
porcelanowa strzelanina
kakao
obskurny