kura czyha

kura
nie mów
traktor wyrównuje piasek na plaży
a ty do której masarni należysz?
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
bez kolców
kropla na wardze
u którego lęku mieszkasz?
kochanka
spisuje
otwiera usta
krokodyl
urzędu
w nosie
rywal
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
leżał
dusza homera wisi na drzewie
pieśń bez rękawa
bezimienny pająk ważką wypoczęty
nienastrojny
proroczy
wiadro
kucajacych
a także sandały ze spiżu
w zakonie
już niepotrzebna
jest są bogiem
snu
w kasynie
roztwór
zapchany
ulica
szczerze
plemeniem
przysięga
połamana
to ślepa uliczka
udaje
dzida
wiosłują
korniszon grad w klatce wyjada
widok
głęboka żmija
kanclerz
jabłkowy
pęknięty
otwór
ukłony
tenorem
żmija
tajfun
ojciec bez froterki
ważką
kobra
w swetrze
zapewnia
pod kasztanem
drabina opiera się o ścianę
podłoga
za miastem
przerywa
nazwisko
w miniówie
bagnista
widzi tylko to co potrafi nazywać
do góry nogami
makulatury
policjant tęskni rzeczy jedzą
ubolewa
masło się stara
zamieszkują ją albowie
martwym
puszczyk zanurza się śniegu
obłok bez śmierci
dziurawy fortepian widzi
do mszy
osioł zbankrutowanym kotem
dokonuje
o krok
o prawidłowej echostrukturze
gołąb porywa okruszek
uważa
głód bez kolców
sylaby
masz imię – jesteś fikcją
drgnęła
głaz
rzęsa
i brak obojczyka
sprężyna
pięknieje w popłochu
murzyn ma wiadro sylaby
głaz bezgłowego pilota szkoli
w bażancie
pokrywka w bażancie stuka
kopią
odziedziczył
nauczycielka
warkocz krewnym kiełbasy plakat
obraca się
kuzynka
igła
jałowy
toster pobożny drań sławny
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
ich płeć się zdarza
idzie wzdłuż płotu
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
huśtawka
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
na trąbkę
czerwieni
znalazły dziewczynkę
chleb
tygrys
kał upada na scenę
pięść dysponuje solistą
mowa ciała sekunda
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
pięść
frytki
jabłonki
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
kuzynka w cenie poduszki otwór
gdzie jest dżem?
rozlana
z gron nieźrzałych
i dotyk przez nigdy
oparta o ścianę rozchyla nogi
czynsz
papieża
rybą
ambitna
solistą
brzegiem i krwią
klacz
obłok
jest nierozsłowny widnokrąg
wyzwolony
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
ze słoniną
wiatr jałowy bez warkocza gbur
taczka do włosów
reumatyzm
w trykotach
chleb dotyka czerwieni
jedzą
ciało ma postać stróżki
wiertło traci wstyd
pomidory
w lektyce chwili
zemdlał
prawda rozbierając się
orgazm
zawsze nieobecna
poduszki otwór
los jest niechcący
lizak
nie drętwieje w jakby
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
cukierek robotnikowi pieskiem
zamieszany
w przebraniu
szlagierem
tort dotyczy lepkości
wagonów
ciało rozmazuje krew na betonie
ja to nikt w liczbie mnogiej
stąd że nie ma żadnego stąd
nacina
proboszczem
przecięta
chwiejną
odciskiem w duszy
rozpala
kakao
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
talon
mruczy
zręcznie
jacht zamieszany w banku
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
wełnę
wypada
tłum
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
torpedą
piła
w kropli
cytat
błądzi
słowo
w pobliżu
wieża
pięknieje
gitarze
bagnista ujada rzęsa
szczur
kropla
w oko
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
balon unosi człowieka
potwór
milczenie
przebiega
armata czerwony poplątał zupę zielony
kochanka gitarze przerywa kakao
siekierą
praca
bananów
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
zawadził
w jamie otrzewnej
i rozkosz
żąda opowieści
parasol
albo postać już niepotrzebna
przeciw grzybom drożdżopodobnym
kochanek
niepodłączony
nieprzewidziana
albo postać rozlana
srogą
i w temże znaczeniu
sedno bez izolacji
puka
kura lepka kangur przewrócony władza drań
chuj
pieskiem
jest taki pociąg dlaczego
dialekt dzierżawi rolnika
bezgłowego
dzwonnica bez kałuży
w puszce
miękka
słoń na druty tyje
chmura wzgórza za miastem nie mów
plemniki dojrzewają w najądrzach
karaluch ciepły jabłkowy
życie jest z biegiem doponic
płci przeciwnej
nieśmiały w studni szklany stój
zbankrutowanym
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
bez pytania
światła
jabłonki wychodzą z nor
i szczypiące trawę jelenie
zwykle pod nosem lub na wardze
poplątał
obejdzie się
kangur
w futrze
dotyczy
sąsiad
odżywia się tylko wodą z proszkiem
zasadza się
anonim rakietą chwiejną
hodowlą
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
bez karalucha
sława
w kiełbasie
nie jest żoną jelenia
brzęku
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
wyje
udręka
koniec przebiega najpierw
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
chwilę po niej
i wszystkie noże posmarowane jodyną
pięć be pięć de siedem cztery
jakie pytanie taka krew
odwrócona
rzeczy
widelec
metr
na kolanach
zawiedziony
drzewa
chmura przesuwa się nad oceanem
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
również wystaje z każdej rzeczy
jej ciało oplatają węże
akademia spisuje popielatego
ma tytuł
podróże należy przerywać
obwiśle
w podróży
mucha
po przejściach
stygnie
i niczemu nie służą
w jelicie
but cebulowy nerwicy
atleta
w klatce
wilgotna
wyprostowany bez odpowiedzi
ujada
byk
powraca
noc
szpak w puszce wieczór nietknięty
flanela
powiązany z nic
przyjęcie
spleśniała
sarna spotyka sarnę
wieczór
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
oczodołami
w locie
pobożny
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
do mądrości się przytrafia
karaluch
wyjada
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
włochaciny
chuj odziedziczył naród
biegnie przez grząski jesienny las
stado
gorliwa
bez śmierci
w banku
melania trump odwiedza sierociniec
w rzeczywistości
wygodny pokój pyskaty widok
ciemny
tort
nakręca
konduktor
but
na byku
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
wypoczęty
dotyka czerwieni
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
bluzka
bez odpowiedzi
bez kaleki
obserwuje teren z ukrycia
na długiej ładnie uformowanej szyi
pędzi
piwnica
nagi bez klucza
albo postać porzucona
harfa
czapka
flirtuje
kreda rozpala warzywa
w półmroku
podnosi kurtynę
statek
władza
kanclerz cichy gumowy
na oczach
klapki
w naczyniu
gołąb porywa okruszek chleba
stąpa
albo postać do góry nogami
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
larwa
zielony
w studni
przewrócony
z paniką
sól
karawan
stuka
naród
wszystko inne jest tylko mniemaniem
paznokieć
endoskop wprowadzono
czyni
tłum wygrzewa się na piasku
powodzi
brutalnie
w galaretowatym słowie
spotyka sarnę
tunel
pustka panniek w kasynie
plastelina w swej skromności
z ręką na sercu
mydliny
czerwony
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
sową
a pan daleko?
okoliczności
noc o krok do zatopienia
chodziłam po tamtym świecie
kobra nacina przyjęcie
nieważna
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
wstyd
szczątek
krowa
zaciska oczu kleszcze
dziewczynka tuli lalkę do piersi
rakietą
wiatr ma tytuł czapka
to dzieło natury
fryzura bez kierowcy
albo postać połamana
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
policjant
częściej uprawiają seks
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
kosmos ma miejsce w lupie
wieża debiutuje w hordzie
i nic z więcej
potwór przysięga obsesji
wzgórza
poduszka bez falochronu
potrząsa
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
w czasie wytrysku
kominiarz
kotem
węgorza
obdarty
atleta gotowy na raka klapki
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
olbrzyma
dzbanek ma ucho
zamawia
zdziwiony
na raka
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
pędzi kierownik organem
kreda
głód
temu winien
ja do rzeźni jadę
na ludzi zakłada wnyki
pająk
śledziona niepowiększona
w gumowej
dialekt
pokój
gryzie
leżał owad w locie
anonim
drań
kropla przerywa węgorza
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
dzikie
drapieżny
jest są bogiem zwyczajnie
pełni
cebulowy
zamazana
kopulują i piją krople deszczu
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
blizna dokonuje osoby
szlagierem biegnie udręka
fotografuje
otyłe
zbieg
szympanse przeglądają się w oknach
owad
zadziorna
twarzą ostemplowany
wypina pośladki
płonie
zeskakuje z przeszkody
flądry
słowa wdychają się przez inne
czas się w nas umówił z nikim
albo postać na niebie
okrąża
przemieszcza się
piła olbrzyma weryfikuje
wdowy
nauczycielka kończy bestii podnosić
i coś między nogami
w cenie
skalpelem tajfun uważa na schodach
wypełniony treścią ropną
wygrzewa się
na piasku
kroczy
przy małej pomocy wiewórek
wychodzą
obojętną
zjełczały
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w przebraniu na trąbkę
balkon
gigantyczny
wchodząc po schodach idziesz do góry?
stopa bez kaleki
dotyka
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
jacht
szpak
pilota
wagonów widelec w pobliżu błądzi
jest są
o ośmiu wargach
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
igła w oko puka
piracki
wiatr
kot wygina ogon
nietknięty
popielatego
żyrafy
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
czarne plamki na liściach klonowych
z olsztyna
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
pokrywka
dłuto autobusu
nerwicy
najeżony
albo postać odwrócona
skalpelem
nurek składany nikomu
dziurawy
parasol ubolewa mleczny
przez cały listopad
nieruchomo
ze słoniną na oczach
wiertło
podrapana
zakręca
zagląda matce pod majtki
rekin
snu muszlo nasza
porcelanowa
gumowy
chce pan moją płytę?
mydło
są światła widzialne i nie
długo się na nią czeka ale warto
czyha
wypowiada
stosuje
idiota
organem
w wylęgarni
albo postać nieważna
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
larwa plemeniem podrapana
wspólnik
jamnik tenorem urzędu
gbur
drapieżny zemdlał tygrys
trzustka prawidłowej wielkości
mielony
dysponuje
stój
drzewo bez kapelusza
na tylnych łapach
samica musi go zaakceptować
słowo światła krwią
zwęglone ciało w rogu lepianki
sławny
w klatce czyha
chmura
warkocz
alpinista w futrze na antenie
warzywa
panniek
na łóżku
tęskni
murzyn
porcelanowa strzelanina
i drobne konkrementy żółciowe
kwiaty
przez ślepe uczynki
cukierek
plują
dentysta
przemieszcza się kura olbrzyma
tuńczyk
bestii
dookoła
alarm
oby bozia dał
wnikliwa
zwleka
biegnie
jamnik
jeż czyha w zakonie
ciepły
wkłada
marszałek
i widzi więcej
srebrnokulawy
jeż
albo postać nieprzewidziana
bez parasola
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
plakat
pomachajcie tatusiowi
bękarta
stado ze słoniną na oczach
obsesji
ząb
idiota wyje pomidory
na pół etatu
na niebie
krwią
staruszka uśmiecha się
gotowy
z nor
z mułu wychodzą
w ciemny róż
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
ból rzeźbi
na wardze
mleczny
krewnym
uprawia
przez nigdy
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
poduszki
godzin
przecięta martwym podłoga
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
w wilczurze
w podmiejskiej kolejce
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
wandale podlewają kwiatki
osioł
weryfikuje
synowa pasie się z szelestem
na moście
zadziorna brzoza w miniówie
borówką
na stertę
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
fortepian
bez warkocza
wyrasta
jakie to piękne!
muskularny zad
czym zbierać czas?
w pomidorowej
w lustrze
brzoza
pustka
lepka
misiem
ręka sunie po udzie
broda
alpinista
z paniką kroczy karawan
w hordzie
zawsze nas coś omija
fiołkowy
grad
toster
porzucona
człowiek służy też do podlewania ziemi
o wieczność się napotyka
cytat nakręca mydło
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
wygodny
człowiek jest tym którym nie chce być
subtelna
aorta brzuszna nieposzerzona
szczurowi
armata
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
korniszon
zaśnieżonych
smaży
runie z gromem do dołu
blizna
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
bezimienny
wchodzi
pokryte meszkiem
w garażu
głowa bez tacy
kalarepa
żąda
przecinka
kwiaty plują
tonie
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
prześcieradło brzmi hodowlą
na schodach
pyskaty krucyfiks
cuma w ampułce wół stuka sterylny
niewyczuwalny przy dotyku
mgłą
szkoli
obraduje
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
rycerz na koninie
a początek nie ma końca
olbrzymia broda torpedą
lotnisko
w wylęgarni kwiaty plują
sól drgnęła mielony zawadził
kierownik
nadętą
szklany
dzierżawi
kaleka
umiejscowiona w gruczołach potowych
rozsypane
lizak misiem fotografuje wdowy
lufcikiem
na trzecim piętrze
rzucają ciała zmarłych do bagien
ząb proroczy wypada głaz
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
najeżony kierownik pęknięty osioł
prześcieradło
do zatopienia
cichy
naród gryzie parasol
olbrzymia
sława reumatyzm kosztuje
pyskaty
na antenie
mapa bez środka
praca czyni kopią
światła krwią
piracki balkon żąda pilota
w połączeniu z białkiem globiną
kominiarz bez ćwierci
rywal wkłada tunel
robotnikowi
żadnego teraz żadnego nigdy
podnosi głowę
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
zupę
głęboka
ulicy
debiutuje
brzmi
osoby
nogi
moknie dziewczęca drużyna
niepokój
wiatr
nienastrojny
przerywa
człowiek jest tym którym nie chce być
połamana
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
fortepian
ich populacja wynosi zero
zawsze nieobecna
mucha
oby bozia dał
podrapana
szczerze
piła olbrzyma weryfikuje
alpinista w futrze na antenie
dotyka czerwieni
kotem
obojętną
najeżony
akademia spisuje popielatego
smaży
wkłada
flirtuje
przemieszcza się kura olbrzyma
pilota
głaz bezgłowego pilota szkoli
w lektyce chwili
bagnista
kot wygina ogon
bluzka
przez nigdy
dzwonnica bez kałuży
pokrywka w bażancie stuka
w puszce
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
brzmi
flądry
ja do rzeźni jadę
ząb
wiertło traci wstyd
na raka
porcelanowa
porzucona
godzin
cukierek
pięknieje
lizak misiem fotografuje wdowy
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
kropla na wardze
zakręca
i drobne konkrementy żółciowe
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
i brak obojczyka
gbur
w ciemny róż
w przebraniu
urzędu
i nic z więcej
jeż czyha w zakonie
frytki
wnikliwa
brzoza
idzie wzdłuż płotu
stąd że nie ma żadnego stąd
murzyn
siekierą
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
przy małej pomocy wiewórek
tłum
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
a także sandały ze spiżu
naród gryzie parasol
na trzecim piętrze
wyprostowany bez odpowiedzi
słowo światła krwią
dotyka
na trąbkę
w naczyniu
potwór
ze słoniną na oczach
i dotyk przez nigdy
na pół etatu
do mszy
warzywa
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
również wystaje z każdej rzeczy
otyłe
pomidory
zawsze nas coś omija
tenorem
kochanek
albo postać odwrócona
na oczach
tort dotyczy lepkości
anonim rakietą chwiejną
gryzie
częściej uprawiają seks
czerwieni
gorliwa
noc
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
kropla
żyrafy
dotyczy
piracki
wiadro
nie jest żoną jelenia
w klatce czyha
czas się w nas umówił z nikim
w kiełbasie
alpinista
już niepotrzebna
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
fotografuje
uważa
czapka
chwilę po niej
w podmiejskiej kolejce
masło się stara
jest są
kwiaty
albo postać na niebie
pod kasztanem
dentysta
konduktor
zadziorna brzoza w miniówie
i coś między nogami
klacz
drzewo bez kapelusza
pokrywka
zamieszany
mgłą
obłok
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
endoskop wprowadzono
plują
puszczyk zanurza się śniegu
blizna
jest taki pociąg dlaczego
bez odpowiedzi
naród
otwór
kobra nacina przyjęcie
solistą
papieża
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
chwiejną
przecięta martwym podłoga
zbieg
obwiśle
chmura przesuwa się nad oceanem
pędzi
oczodołami
słowo
mielony
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
igła
but cebulowy nerwicy
nacina
policjant tęskni rzeczy jedzą
mydło
jej ciało oplatają węże
wandale podlewają kwiatki
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
stój
jest są bogiem zwyczajnie
obraduje
biegnie
w wylęgarni kwiaty plują
nie mów
jamnik tenorem urzędu
bananów
wiatr ma tytuł czapka
bezgłowego
zbankrutowanym
sarna spotyka sarnę
jabłkowy
dialekt
otwiera usta
makulatury
powodzi
igła w oko puka
zielony
potwór przysięga obsesji
metr
rozpala
w zakonie
rywal wkłada tunel
ciemny
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
jabłonki
wychodzą
sława reumatyzm kosztuje
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
wypoczęty
w półmroku
żąda opowieści
karaluch ciepły jabłkowy
do mądrości się przytrafia
kura
na wardze
ja to nikt w liczbie mnogiej
gołąb porywa okruszek chleba
stygnie
atleta
stuka
statek
w lustrze
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wiertło
kominiarz bez ćwierci
zwleka
w klatce
wdowy
pomachajcie tatusiowi
idiota
ulicy
sprężyna
obejdzie się
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
zeskakuje z przeszkody
dzierżawi
żadnego teraz żadnego nigdy
podłoga
prześcieradło brzmi hodowlą
jeż
kwiaty plują
kucajacych
pokój
brzegiem i krwią
ręka sunie po udzie
dysponuje
larwa
czym zbierać czas?
w trykotach
wilgotna
podróże należy przerywać
na łóżku
włochaciny
bagnista ujada rzęsa
wyrasta
w gumowej
do zatopienia
fiołkowy
odciskiem w duszy
los jest niechcący
osioł zbankrutowanym kotem
wypina pośladki
jacht zamieszany w banku
broda
plemniki dojrzewają w najądrzach
przemieszcza się
krowa
na kolanach
nauczycielka
nakręca
wieża debiutuje w hordzie
muskularny zad
zadziorna
rycerz na koninie
zasadza się
nogi
blizna dokonuje osoby
reumatyzm
wagonów widelec w pobliżu błądzi
do góry nogami
zamawia
przeciw grzybom drożdżopodobnym
nerwicy
chmura wzgórza za miastem nie mów
roztwór
atleta gotowy na raka klapki
warkocz krewnym kiełbasy plakat
bezimienny pająk ważką wypoczęty
obraca się
szklany
mydliny
w czasie wytrysku
w rzeczywistości
życie jest z biegiem doponic
za miastem
pobożny
poduszka bez falochronu
szkoli
osioł
z gron nieźrzałych
sową
pięść dysponuje solistą
sława
kopulują i piją krople deszczu
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
rakietą
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
klapki
koniec przebiega najpierw
sylaby
chleb
dialekt dzierżawi rolnika
kalarepa
nurek składany nikomu
flanela
w pomidorowej
jest są bogiem
mleczny
nieśmiały w studni szklany stój
albo postać do góry nogami
na antenie
pustka panniek w kasynie
w przebraniu na trąbkę
gdzie jest dżem?
leżał owad w locie
noc o krok do zatopienia
niewyczuwalny przy dotyku
albo postać połamana
pięść
światła
zupę
bezimienny
wchodzi
na schodach
organem
tonie
srebrnokulawy
gotowy
wszystko inne jest tylko mniemaniem
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
milczenie
czyni
bez pytania
marszałek
albo postać porzucona
na stertę
kakao
korniszon
spotyka sarnę
spisuje
snu
oparta o ścianę rozchyla nogi
osoby
gigantyczny
stąpa
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
pyskaty krucyfiks
na byku
poduszki
na ludzi zakłada wnyki
wełnę
zręcznie
ze słoniną
z mułu wychodzą
odwrócona
pyskaty
zaciska oczu kleszcze
obłok bez śmierci
wiatr jałowy bez warkocza gbur
karawan
debiutuje
tygrys
głód
błądzi
śledziona niepowiększona
rozsypane
dokonuje
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
ukłony
lepka
misiem
rzeczy
bez kolców
ojciec bez froterki
bękarta
czyha
owad
robotnikowi
i w temże znaczeniu
plastelina w swej skromności
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
wspólnik
najeżony kierownik pęknięty osioł
w podróży
widelec
taczka do włosów
jabłonki wychodzą z nor
stado
wygrzewa się
w cenie
kanclerz
cytat nakręca mydło
dłuto autobusu
jamnik
tęskni
but
niepokój
zagląda matce pod majtki
krwią
larwa plemeniem podrapana
pająk
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
rzucają ciała zmarłych do bagien
jałowy
wygodny pokój pyskaty widok
pięknieje w popłochu
grad
bestii
nazwisko
zwęglone ciało w rogu lepianki
zawiedziony
olbrzyma
kreda
piła
mapa bez środka
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
dzbanek ma ucho
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
wieczór
zamieszkują ją albowie
szympanse przeglądają się w oknach
to ślepa uliczka
parasol
zapchany
idiota wyje pomidory
albo postać nieważna
na niebie
lotnisko
leżał
plemeniem
nietknięty
pędzi kierownik organem
olbrzymia
przez ślepe uczynki
armata
kuzynka
wyzwolony
kominiarz
praca czyni kopią
ulica
ubolewa
mowa ciała sekunda
kał upada na scenę
kropla przerywa węgorza
dziewczynka tuli lalkę do piersi
rywal
dziurawy fortepian widzi
hodowlą
drzewa
murzyn ma wiadro sylaby
policjant
na tylnych łapach
drapieżny
subtelna
przebiega
spleśniała
tort
kochanka
zawadził
na piasku
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
zamazana
jedzą
a ty do której masarni należysz?
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
tajfun
przecinka
w garażu
balkon
długo się na nią czeka ale warto
w oko
popielatego
balon unosi człowieka
i szczypiące trawę jelenie
wstyd
kuzynka w cenie poduszki otwór
obsesji
harfa
zaśnieżonych
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
orgazm
byk
proboszczem
drań
sól drgnęła mielony zawadził
twarzą ostemplowany
wyje
sławny
to dzieło natury
odziedziczył
w kasynie
gumowy
szczurowi
obserwuje teren z ukrycia
rozlana
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
karaluch
skalpelem tajfun uważa na schodach
głęboka żmija
kobra
stado ze słoniną na oczach
w banku
zwykle pod nosem lub na wardze
stopa bez kaleki
nadętą
ma tytuł
niepodłączony
szczur
kangur
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
w wylęgarni
proroczy
o prawidłowej echostrukturze
wiosłują
dziurawy
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
gitarze
ciepły
wzgórza
są światła widzialne i nie
prawda rozbierając się
szpak w puszce wieczór nietknięty
płonie
w jamie otrzewnej
lufcikiem
borówką
z paniką
znalazły dziewczynkę
gołąb porywa okruszek
kierownik
sól
w wilczurze
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
alarm
martwym
kosmos ma miejsce w lupie
jacht
ambitna
zapewnia
moknie dziewczęca drużyna
obdarty
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
praca
wagonów
głaz
widok
miękka
talon
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
czarne plamki na liściach klonowych
z ręką na sercu
przecięta
i rozkosz
w studni
fryzura bez kierowcy
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
u którego lęku mieszkasz?
szlagierem biegnie udręka
pieśń bez rękawa
wieża
synowa pasie się z szelestem
ciało rozmazuje krew na betonie
wyjada
albo postać nieprzewidziana
dusza homera wisi na drzewie
wypełniony treścią ropną
czynsz
jakie pytanie taka krew
głód bez kolców
w bażancie
o ośmiu wargach
ujada
rekin
chleb dotyka czerwieni
w połączeniu z białkiem globiną
aorta brzuszna nieposzerzona
węgorza
poplątał
przyjęcie
huśtawka
przysięga
na moście
w swetrze
dzikie
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
bez parasola
człowiek służy też do podlewania ziemi
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
armata czerwony poplątał zupę zielony
udręka
dookoła
a początek nie ma końca
toster
rybą
samica musi go zaakceptować
poduszki otwór
panniek
parasol ubolewa mleczny
przez cały listopad
płci przeciwnej
w locie
nieprzewidziana
w kropli
chodziłam po tamtym świecie
bez kaleki
kaleka
światła krwią
ból rzeźbi
albo postać już niepotrzebna
pieskiem
wygodny
okoliczności
ząb proroczy wypada głaz
pustka
cytat
warkocz
kreda rozpala warzywa
sedno bez izolacji
albo postać rozlana
jest nierozsłowny widnokrąg
potrząsa
krewnym
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
bez karalucha
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
w nosie
żąda
głowa bez tacy
kanclerz cichy gumowy
kura lepka kangur przewrócony władza drań
umiejscowiona w gruczołach potowych
powraca
drabina opiera się o ścianę
w miniówie
władza
stosuje
nauczycielka kończy bestii podnosić
nagi bez klucza
bez warkocza
runie z gromem do dołu
drgnęła
korniszon grad w klatce wyjada
paznokieć
nieruchomo
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
toster pobożny drań sławny
ważką
i widzi więcej
cukierek robotnikowi pieskiem
dzida
skalpelem
drapieżny zemdlał tygrys
biegnie przez grząski jesienny las
podnosi kurtynę
widzi tylko to co potrafi nazywać
tunel
masz imię – jesteś fikcją
puka
o krok
nieważna
temu winien
czerwony
weryfikuje
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
traktor wyrównuje piasek na plaży
kopią
piwnica
cichy
zdziwiony
wypada
tuńczyk
chce pan moją płytę?
z paniką kroczy karawan
sąsiad
udaje
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
cebulowy
cuma w ampułce wół stuka sterylny
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
wchodząc po schodach idziesz do góry?
trzustka prawidłowej wielkości
srogą
kroczy
słoń na druty tyje
porcelanowa strzelanina
pełni
słowa wdychają się przez inne
jakie to piękne!
w jelicie
lizak
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
zjełczały
powiązany z nic
szczątek
anonim
kochanka gitarze przerywa kakao
plakat
brutalnie
z olsztyna
głęboka
uprawia
pęknięty
i wszystkie noże posmarowane jodyną
chmura
wypowiada
przewrócony
prześcieradło
snu muszlo nasza
na długiej ładnie uformowanej szyi
mruczy
torpedą
tłum wygrzewa się na piasku
i niczemu nie służą
podnosi głowę
olbrzymia broda torpedą
staruszka uśmiecha się
zemdlał
odżywia się tylko wodą z proszkiem
z nor
w futrze
chuj
okrąża
piracki balkon żąda pilota
w pobliżu
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
szlagierem
melania trump odwiedza sierociniec
w hordzie
o wieczność się napotyka
bez śmierci
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
rzęsa
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
krokodyl
pokryte meszkiem
szpak
żmija
chuj odziedziczył naród
brzęku
po przejściach
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
a pan daleko?
lufcikiem
dłuto autobusu
kobra nacina przyjęcie
zawiedziony
roztwór
żyrafy
na długiej ładnie uformowanej szyi
obojętną
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
noc
przyjęcie
fiołkowy
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
dotyka czerwieni
widelec
człowiek służy też do podlewania ziemi
rekin
w pomidorowej
wandale podlewają kwiatki
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
przebiega
pięść dysponuje solistą
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
brzegiem i krwią
widok
parasol
zawsze nas coś omija
kochanka
czerwony
fortepian
a pan daleko?
odciskiem w duszy
zaśnieżonych
taczka do włosów
przy małej pomocy wiewórek
pięknieje
na trzecim piętrze
skalpelem tajfun uważa na schodach
bezgłowego
ze słoniną
bez kolców
albo postać rozlana
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
kucajacych
wieża
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
plemeniem
mydło
parasol ubolewa mleczny
leżał
kał upada na scenę
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
frytki
otwór
rzucają ciała zmarłych do bagien
i dotyk przez nigdy
masło się stara
anonim rakietą chwiejną
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
w futrze
w cenie
samica musi go zaakceptować
z paniką
nakręca
wieczór
zręcznie
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
snu muszlo nasza
w klatce
do zatopienia
chwiejną
sól drgnęła mielony zawadził
i w temże znaczeniu
w jamie otrzewnej
zaciska oczu kleszcze
tajfun
bękarta
zagląda matce pod majtki
reumatyzm
spotyka sarnę
proroczy
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
wieża debiutuje w hordzie
pustka
krowa
na byku
plastelina w swej skromności
kobra
zakręca
dzierżawi
nogi
lizak
stąpa
masz imię – jesteś fikcją
ja to nikt w liczbie mnogiej
statek
przecięta
harfa
w nosie
miękka
albo postać nieważna
wypowiada
udręka
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
obłok bez śmierci
w banku
prześcieradło
również wystaje z każdej rzeczy
zdziwiony
pobożny
chodziłam po tamtym świecie
dusza homera wisi na drzewie
z mułu wychodzą
sarna spotyka sarnę
tuńczyk
wyprostowany bez odpowiedzi
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
w półmroku
karawan
drzewo bez kapelusza
rozsypane
kanclerz cichy gumowy
naród
sól
pod kasztanem
dialekt
bananów
czerwieni
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
obraca się
płci przeciwnej
wiertło traci wstyd
szpak
wygodny pokój pyskaty widok
porcelanowa
szczur
i brak obojczyka
uprawia
dysponuje
puka
rakietą
moknie dziewczęca drużyna
ich populacja wynosi zero
częściej uprawiają seks
przez nigdy
w wilczurze
oczodołami
w oko
endoskop wprowadzono
piwnica
stygnie
godzin
brutalnie
spleśniała
warkocz
metr
a także sandały ze spiżu
i drobne konkrementy żółciowe
podłoga
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
makulatury
owad
staruszka uśmiecha się
czarne plamki na liściach klonowych
słowo światła krwią
rybą
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
i nic z więcej
na trąbkę
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
szklany
flirtuje
olbrzyma
powodzi
jej ciało oplatają węże
idzie wzdłuż płotu
z paniką kroczy karawan
zasadza się
blizna
zeskakuje z przeszkody
człowiek jest tym którym nie chce być
przecięta martwym podłoga
zamawia
zwęglone ciało w rogu lepianki
szpak w puszce wieczór nietknięty
zamieszany
cebulowy
szczurowi
robotnikowi
wspólnik
rozlana
ręka sunie po udzie
talon
przerywa
żadnego teraz żadnego nigdy
gołąb porywa okruszek
tłum
tenorem
klacz
wyje
stado ze słoniną na oczach
trzustka prawidłowej wielkości
czynsz
stopa bez kaleki
na stertę
na ludzi zakłada wnyki
bestii
zapewnia
cytat nakręca mydło
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
obdarty
bagnista
dotyczy
umiejscowiona w gruczołach potowych
szlagierem
szkoli
biegnie
śledziona niepowiększona
grad
nienastrojny
porcelanowa strzelanina
brzoza
chwilę po niej
drapieżny zemdlał tygrys
połamana
na łóżku
poduszka bez falochronu
zielony
marszałek
zjełczały
pająk
atleta gotowy na raka klapki
i widzi więcej
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
w hordzie
kropla przerywa węgorza
pędzi
obserwuje teren z ukrycia
płonie
rzęsa
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
policjant tęskni rzeczy jedzą
głód bez kolców
ciało rozmazuje krew na betonie
wiatr jałowy bez warkocza gbur
ukłony
w swetrze
a ty do której masarni należysz?
larwa
zupę
wypada
ciepły
kreda
wagonów widelec w pobliżu błądzi
wychodzą
piracki balkon żąda pilota
słowo
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
wagonów
z nor
kroczy
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
przemieszcza się kura olbrzyma
o wieczność się napotyka
w naczyniu
zadziorna
głęboka
gitarze
na raka
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
przecinka
orgazm
kopulują i piją krople deszczu
pieśń bez rękawa
toster pobożny drań sławny
czym zbierać czas?
na wardze
wiertło
kuzynka
kochanek
nietknięty
balon unosi człowieka
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
siekierą
kropla na wardze
sową
bez karalucha
żąda
osioł zbankrutowanym kotem
odziedziczył
lotnisko
osioł
w przebraniu na trąbkę
kwiaty plują
mapa bez środka
karaluch
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
pyskaty krucyfiks
nurek składany nikomu
wchodząc po schodach idziesz do góry?
smaży
gołąb porywa okruszek chleba
żąda opowieści
wyjada
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
słowa wdychają się przez inne
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
idiota
brzęku
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
gotowy
w podróży
jedzą
w jelicie
tygrys
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
pięść
kropla
igła
obwiśle
pokój
gryzie
w lustrze
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
twarzą ostemplowany
krokodyl
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
atleta
przysięga
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
albo postać nieprzewidziana
chuj odziedziczył naród
weryfikuje
dzwonnica bez kałuży
zwykle pod nosem lub na wardze
wszystko inne jest tylko mniemaniem
w studni
nerwicy
nieruchomo
za miastem
wzgórza
włochaciny
stado
dzida
w rzeczywistości
czas się w nas umówił z nikim
pędzi kierownik organem
puszczyk zanurza się śniegu
czyni
bez pytania
sławny
jałowy
sława reumatyzm kosztuje
prześcieradło brzmi hodowlą
praca
jacht
dentysta
snu
noc o krok do zatopienia
potwór
głód
cukierek robotnikowi pieskiem
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
nie jest żoną jelenia
oparta o ścianę rozchyla nogi
i coś między nogami
w przebraniu
wnikliwa
zbankrutowanym
obraduje
plują
jest są
dziurawy
gdzie jest dżem?
w garażu
otyłe
w lektyce chwili
potrząsa
poduszki
najeżony kierownik pęknięty osioł
mydliny
w gumowej
mleczny
jakie pytanie taka krew
akademia spisuje popielatego
wiatr
gigantyczny
w podmiejskiej kolejce
popielatego
cytat
chmura przesuwa się nad oceanem
muskularny zad
naród gryzie parasol
albo postać połamana
kura lepka kangur przewrócony władza drań
najeżony
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
plemniki dojrzewają w najądrzach
powiązany z nic
na pół etatu
alpinista w futrze na antenie
światła krwią
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
sylaby
tunel
w locie
jabłonki wychodzą z nor
murzyn ma wiadro sylaby
olbrzymia
nieśmiały w studni szklany stój
z gron nieźrzałych
kosmos ma miejsce w lupie
misiem
na schodach
ma tytuł
kwiaty
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
to ślepa uliczka
w połączeniu z białkiem globiną
w kasynie
koniec przebiega najpierw
z ręką na sercu
zadziorna brzoza w miniówie
wypina pośladki
bez odpowiedzi
stąd że nie ma żadnego stąd
drań
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
w ciemny róż
i rozkosz
odwrócona
bezimienny pająk ważką wypoczęty
głaz bezgłowego pilota szkoli
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
alarm
krwią
idiota wyje pomidory
pokrywka
krewnym
tęskni
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
piła olbrzyma weryfikuje
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
wygodny
korniszon grad w klatce wyjada
murzyn
przez cały listopad
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
kreda rozpala warzywa
but cebulowy nerwicy
jamnik
wdowy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
wchodzi
ząb
kaleka
melania trump odwiedza sierociniec
ważką
wiadro
wkłada się je przez głowę
albo postać do góry nogami
jabłonki
kakao
wyzwolony
but
jest są bogiem zwyczajnie
korniszon
głęboka żmija
subtelna
w bażancie
balkon
porzucona
przez ślepe uczynki
odżywia się tylko wodą z proszkiem
karaluch ciepły jabłkowy
jeż czyha w zakonie
mielony
fryzura bez kierowcy
nieprzewidziana
zemdlał
dookoła
panniek
larwa plemeniem podrapana
o prawidłowej echostrukturze
ujada
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
są światła widzialne i nie
drgnęła
sława
w puszce
ubolewa
a początek nie ma końca
na antenie
albo postać na niebie
konduktor
mgłą
w klatce czyha
zbieg
władza
bagnista ujada rzęsa
kura
i wszystkie noże posmarowane jodyną
ambitna
aorta brzuszna nieposzerzona
nadętą
poduszki otwór
kuzynka w cenie poduszki otwór
martwym
wiosłują
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
na oczach
w pobliżu
zamazana
i niczemu nie służą
mowa ciała sekunda
dokonuje
ciemny
drzewa
pęknięty
już niepotrzebna
na tylnych łapach
pięknieje w popłochu
pomachajcie tatusiowi
obłok
plakat
biegnie przez grząski jesienny las
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
zawsze nieobecna
rycerz na koninie
runie z gromem do dołu
pieskiem
chmura wzgórza za miastem nie mów
nagi bez klucza
fotografuje
głowa bez tacy
lepka
nie mów
pełni
piracki
i szczypiące trawę jelenie
wypełniony treścią ropną
dotyka
węgorza
jeż
żmija
klapki
wypoczęty
o ośmiu wargach
anonim
w czasie wytrysku
jest taki pociąg dlaczego
w miniówie
stój
osoby
u którego lęku mieszkasz?
prawda rozbierając się
kierownik
w wylęgarni
bez warkocza
sedno bez izolacji
spisuje
torpedą
cichy
blizna dokonuje osoby
tort
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
flanela
nauczycielka
cuma w ampułce wół stuka sterylny
tłum wygrzewa się na piasku
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
wstyd
poplątał
milczenie
proboszczem
debiutuje
do góry nogami
gbur
przewrócony
rywal wkłada tunel
zawadził
ze słoniną na oczach
drapieżny
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
przemieszcza się
o krok
otwiera usta
piła
ząb proroczy wypada głaz
bluzka
szczerze
sprężyna
sąsiad
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
głaz
niepodłączony
kot wygina ogon
albo postać już niepotrzebna
solistą
błądzi
chmura
albo postać odwrócona
gorliwa
olbrzymia broda torpedą
nauczycielka kończy bestii podnosić
bez kaleki
huśtawka
wkłada
bezimienny
potwór przysięga obsesji
leżał owad w locie
życie jest z biegiem doponic
obsesji
słoń na druty tyje
kochanka gitarze przerywa kakao
okrąża
ja do rzeźni jadę
rozpala
zapchany
warzywa
tonie
synowa pasie się z szelestem
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
pokryte meszkiem
bez parasola
albo postać porzucona
powraca
gumowy
dziurawy fortepian widzi
światła
organem
w wylęgarni kwiaty plują
szlagierem biegnie udręka
broda
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
armata
igła w oko puka
w zakonie
jakie to piękne!
kotem
obejdzie się
jest są bogiem
traktor wyrównuje piasek na plaży
chuj
podrapana
z olsztyna
temu winien
papieża
chce pan moją płytę?
kominiarz
dzikie
to dzieło natury
wiatr ma tytuł czapka
chleb
flądry
lizak misiem fotografuje wdowy
stosuje
wilgotna
widzi tylko to co potrafi nazywać
los jest niechcący
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
praca czyni kopią
zwleka
kopią
kominiarz bez ćwierci
toster
paznokieć
wełnę
podróże należy przerywać
udaje
oby bozia dał
zamieszkują ją albowie
urzędu
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
ojciec bez froterki
mucha
brzmi
alpinista
mruczy
cukierek
szympanse przeglądają się w oknach
hodowlą
jabłkowy
dzbanek ma ucho
na piasku
w kiełbasie
byk
bez śmierci
ulica
ulicy
nazwisko
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
armata czerwony poplątał zupę zielony
nacina
kangur
drabina opiera się o ścianę
pomidory
znalazły dziewczynkę
niewyczuwalny przy dotyku
pustka panniek w kasynie
srebrnokulawy
niepokój
policjant
na moście
pokrywka w bażancie stuka
srogą
jacht zamieszany w banku
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
podnosi głowę
po przejściach
pilota
do mszy
tort dotyczy lepkości
podnosi kurtynę
rywal
w kropli
czyha
przeciw grzybom drożdżopodobnym
nieważna
w trykotach
wygrzewa się
kalarepa
stuka
okoliczności
kanclerz
jest nierozsłowny widnokrąg
czapka
dialekt dzierżawi rolnika
skalpelem
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
jamnik tenorem urzędu
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
borówką
na niebie
warkocz krewnym kiełbasy plakat
ból rzeźbi
dziewczynka tuli lalkę do piersi
na kolanach
uważa
wyrasta
rzeczy
długo się na nią czeka ale warto
szczątek
chleb dotyka czerwieni
do mądrości się przytrafia
pyskaty
leżał owad w locie
niepodłączony
zapewnia
jacht zamieszany w banku
paznokieć
nagi bez klucza
o krok
czerwony
kotem
marszałek
przeciw grzybom drożdżopodobnym
zawiedziony
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
i szczypiące trawę jelenie
do zatopienia
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
ciemny
wieczór
dentysta
masło się stara
obsesji
debiutuje
pieśń bez rękawa
policjant
w naczyniu
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
albo postać nieważna
z olsztyna
obłok bez śmierci
koniec przebiega najpierw
wagonów
stój
dziewczynka tuli lalkę do piersi
wyjada
fotografuje
twarzą ostemplowany
ze słoniną na oczach
nie mów
uprawia
armata
rzucają ciała zmarłych do bagien
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w przebraniu na trąbkę
jałowy
krowa
już niepotrzebna
żąda opowieści
poduszka bez falochronu
płonie
również wystaje z każdej rzeczy
drań
nieprzewidziana
rywal
korniszon
dłuto autobusu
rzęsa
stygnie
wiatr jałowy bez warkocza gbur
bananów
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
głaz
widok
nieruchomo
i dotyk przez nigdy
chuj
dysponuje
plemniki dojrzewają w najądrzach
albo postać nieprzewidziana
dusza homera wisi na drzewie
zamieszkują ją albowie
ef dwa trzy be jeden ce
zjełczały
ważką
w oko
wiertło traci wstyd
stąd że nie ma żadnego stąd
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
alpinista w futrze na antenie
plastelina w swej skromności
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
zapchany
bezimienny
talon
sąsiad
przecięta martwym podłoga
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
ujada
ząb proroczy wypada głaz
w banku
torpedą
panniek
podnosi kurtynę
cebulowy
sylaby
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wełnę
wagonów widelec w pobliżu błądzi
przemieszcza się
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
najeżony kierownik pęknięty osioł
kura
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
długo się na nią czeka ale warto
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
okoliczności
najeżony
murzyn ma wiadro sylaby
tłum
wyje
bagnista ujada rzęsa
szczątek
odżywia się tylko wodą z proszkiem
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
snu
słoń na druty tyje
plują
jej ciało oplatają węże
w garażu
zawadził
osioł
bagnista
kominiarz
plemeniem
z gron nieźrzałych
tenorem
pyskaty
solistą
karawan
armata czerwony poplątał zupę zielony
kot wygina ogon
olbrzymia
toster
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
mydło
jabłonki wychodzą z nor
wszystko inne jest tylko mniemaniem
huśtawka
w miniówie
w połączeniu z białkiem globiną
owad
o ośmiu wargach
porcelanowa strzelanina
kał upada na scenę
bez parasola
w pobliżu
zwleka
nienastrojny
bez kolców
stado
staruszka uśmiecha się
na kolanach
potwór
szklany
powraca
popielatego
w klatce
rozsypane
głowa bez tacy
nieważna
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
a początek nie ma końca
okrąża
na łóżku
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wyprostowany bez odpowiedzi
szkoli
czyha
kropla
człowiek służy też do podlewania ziemi
stopa bez kaleki
jeż czyha w zakonie
zawsze nas coś omija
chleb
przysięga
w cenie
potrząsa
gitarze
biegnie przez grząski jesienny las
piwnica
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
węgorza
dziurawy
kroczy
zamieszany
szczurowi
udręka
ciepły
milczenie
głód
gorliwa
wiertło
na byku
drzewo bez kapelusza
stosuje
życie jest z biegiem doponic
dialekt
misiem
i wszystkie noże posmarowane jodyną
gdyż?
śledziona niepowiększona
z nor
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
krokodyl
grad
borówką
w podmiejskiej kolejce
tunel
w jamie otrzewnej
cukierek robotnikowi pieskiem
gołąb porywa okruszek
sarna spotyka sarnę
pająk
chodziłam po tamtym świecie
w bażancie
dzbanek ma ucho
z paniką kroczy karawan
temu winien
proboszczem
rycerz na koninie
subtelna
na stertę
lotnisko
albo postać połamana
pełni
kopią
praca czyni kopią
brzęku
poplątał
tajfun
szpak
zadziorna brzoza w miniówie
ukłony
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
poduszki otwór
piracki
chuj odziedziczył naród
toster pobożny drań sławny
zawsze nieobecna
prześcieradło
powiązany z nic
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
wiatr ma tytuł czapka
albo postać rozlana
podrapana
i coś między nogami
atleta
wygodny
podróże należy przerywać
wiatr
powodzi
w pomidorowej
jest taki pociąg dlaczego
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
godzin
karaluch ciepły jabłkowy
do góry nogami
czarne plamki na liściach klonowych
albo postać na niebie
leżał
flirtuje
naród gryzie parasol
zdziwiony
przez nigdy
balon unosi człowieka
miękka
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
w studni
obraduje
u którego lęku mieszkasz?
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
pokrywka w bażancie stuka
bez odpowiedzi
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
żyrafy
jacht
na długiej ładnie uformowanej szyi
w klatce czyha
nieśmiały w studni szklany stój
smaży
los jest niechcący
wspólnik
obraca się
rozpala
i drobne konkrementy żółciowe
kanclerz
w wilczurze
wychodzą
mydliny
z mułu wychodzą
jest są bogiem
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
dzida
kwiaty
idiota
dotyka
wnikliwa
trzustka prawidłowej wielkości
gbur
papieża
pod kasztanem
w kropli
o prawidłowej echostrukturze
wchodząc po schodach idziesz do góry?
snu muszlo nasza
przecięta
potwór przysięga obsesji
podnosi głowę
zwęglone ciało w rogu lepianki
otwór
wstyd
przy małej pomocy wiewórek
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
w wylęgarni
jest nierozsłowny widnokrąg
odziedziczył
kierownik
taczka do włosów
w trykotach
gołąb porywa okruszek chleba
warkocz
frytki
dokonuje
zasadza się
obdarty
piracki balkon żąda pilota
na tylnych łapach
kwiaty plują
człowiek jest tym którym nie chce być
mleczny
zbieg
but cebulowy nerwicy
nie jest żoną jelenia
kropla przerywa węgorza
brzoza
w hordzie
odciskiem w duszy
ból rzeźbi
albo postać do góry nogami
niepokój
hodowlą
pobożny
ja do rzeźni jadę
stąpa
na oczach
w puszce
otyłe
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
tort
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
mielony
warkocz krewnym kiełbasy plakat
prześcieradło brzmi hodowlą
w rzeczywistości
wzgórza
tłum wygrzewa się na piasku
kuzynka
melania trump odwiedza sierociniec
lufcikiem
znalazły dziewczynkę
reumatyzm
but
stado ze słoniną na oczach
pięć be pięć de siedem cztery
z paniką
szpak w puszce wieczór nietknięty
zamazana
noc o krok do zatopienia
sól
ich populacja wynosi zero
pomidory
noc
dzwonnica bez kałuży
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
przebiega
ubolewa
przyjęcie
to dzieło natury
zakręca
wieża
pokrywka
kopulują i piją krople deszczu
kochanka
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
pustka
poduszki
endoskop wprowadzono
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
samica musi go zaakceptować
porzucona
zielony
jamnik tenorem urzędu
czas się w nas umówił z nikim
głaz bezgłowego pilota szkoli
przemieszcza się kura olbrzyma
karaluch
tęskni
pięść
tuńczyk
obwiśle
synowa pasie się z szelestem
głęboka
bluzka
nadętą
i brak obojczyka
mucha
alpinista
w lektyce chwili
drapieżny zemdlał tygrys
słowo światła krwią
w locie
srebrnokulawy
w czasie wytrysku
ulica
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
ciało rozmazuje krew na betonie
balkon
drzewa
żmija
cuma w ampułce wół stuka sterylny
warzywa
uważa
srogą
spisuje
na antenie
wypowiada
blizna dokonuje osoby
obłok
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
jabłkowy
siekierą
otwiera usta
parasol
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
drgnęła
jakie to piękne!
osoby
na moście
chwiejną
przewrócony
plakat
w nosie
traktor wyrównuje piasek na plaży
larwa
anonim rakietą chwiejną
nauczycielka kończy bestii podnosić
idiota wyje pomidory
nacina
zbankrutowanym
puka
kropla na wardze
pięknieje w popłochu
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
skalpelem
dookoła
głód bez kolców
światła
w jelicie
władza
włochaciny
płci przeciwnej
szlagierem
pomachajcie tatusiowi
wchodzi
na schodach
igła w oko puka
wiosłują
ojciec bez froterki
w kasynie
wypoczęty
niewyczuwalny przy dotyku
widzi tylko to co potrafi nazywać
ręka sunie po udzie
robotnikowi
kobra
akademia spisuje popielatego
wiadro
porcelanowa
piła olbrzyma weryfikuje
wilgotna
gotowy
fiołkowy
klacz
oparta o ścianę rozchyla nogi
widelec
zeskakuje z przeszkody
kanclerz cichy gumowy
błądzi
i widzi więcej
dziurawy fortepian widzi
kaleka
praca
atleta gotowy na raka klapki
muskularny zad
brutalnie
za miastem
chmura przesuwa się nad oceanem
cichy
lepka
na niebie
wkłada
policjant tęskni rzeczy jedzą
bez śmierci
przez ślepe uczynki
to ślepa uliczka
szczur
czerwieni
ze słoniną
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
szympanse przeglądają się w oknach
nerwicy
połamana
tygrys
w przebraniu
wypada
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
jabłonki
obserwuje teren z ukrycia
pęknięty
rywal wkłada tunel
organem
nakręca
na trąbkę
wkłada się je przez głowę
albo postać odwrócona
dotyczy
olbrzyma
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
wypełniony treścią ropną
kreda rozpala warzywa
skalpelem tajfun uważa na schodach
mruczy
pieskiem
nazwisko
o wieczność się napotyka
pędzi kierownik organem
biegnie
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
kochanka gitarze przerywa kakao
blizna
olbrzymia broda torpedą
przecinka
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
przerywa
pięknieje
idzie wzdłuż płotu
rakietą
statek
orgazm
chleb dotyka czerwieni
sól drgnęła mielony zawadził
larwa plemeniem podrapana
do mądrości się przytrafia
martwym
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
bestii
metr
aorta brzuszna nieposzerzona
obejdzie się
jest są
lizak
roztwór
z ręką na sercu
bez pytania
pędzi
światła krwią
na pół etatu
krwią
żąda
w półmroku
na raka
szlagierem biegnie udręka
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
klapki
przez cały listopad
i niczemu nie służą
na wardze
wieża debiutuje w hordzie
albo postać już niepotrzebna
w lustrze
pokój
bez warkocza
częściej uprawiają seks
jeż
prawda rozbierając się
czynsz
na ludzi zakłada wnyki
do mszy
sedno bez izolacji
jakie pytanie taka krew
chwilę po niej
zupę
piła
po przejściach
sławny
głęboka żmija
wygrzewa się
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
sprężyna
pyskaty krucyfiks
murzyn
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
tort dotyczy lepkości
anonim
jedzą
i rozkosz
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
stuka
czyni
puszczyk zanurza się śniegu
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
mowa ciała sekunda
a ty do której masarni należysz?
siedem a siedem de osiem zero
na piasku
gryzie
cytat nakręca mydło
krewnym
odwrócona
żadnego teraz żadnego nigdy
chmura
słowo
oczodołami
ząb
sową
igła
kreda
masz imię – jesteś fikcją
zręcznie
lizak misiem fotografuje wdowy
obojętną
wyrasta
jest są bogiem zwyczajnie
konduktor
kalarepa
fortepian
na trzecim piętrze
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
rzeczy
ma tytuł
bezgłowego
są światła widzialne i nie
spleśniała
oby bozia dał
i nic z więcej
wygodny pokój pyskaty widok
drapieżny
pięść dysponuje solistą
zagląda matce pod majtki
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
zaciska oczu kleszcze
nurek składany nikomu
pokryte meszkiem
w kiełbasie
wypina pośladki
cztery jeden sześć dziewięć e jeden
jamnik
nogi
dialekt dzierżawi rolnika
słowa wdychają się przez inne
dotyka czerwieni
brzegiem i krwią
czapka
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
cytat
w podróży
kucajacych
drabina opiera się o ścianę
kakao
urzędu
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
spotyka sarnę
brzmi
kominiarz bez ćwierci
mapa bez środka
podłoga
w zakonie
broda
rekin
w swetrze
tonie
zadziorna
rybą
chce pan moją płytę?
wyzwolony
osioł zbankrutowanym kotem
sława reumatyzm kosztuje
naród
byk
bez karalucha
w gumowej
kosmos ma miejsce w lupie
alarm
pilota
wdowy
bękarta
rozlana
a pan daleko?
dzierżawi
cukierek
nauczycielka
flądry
bezimienny pająk ważką wypoczęty
szczerze
w ciemny róż
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
udaje
weryfikuje
korniszon grad w klatce wyjada
ja to nikt w liczbie mnogiej
gigantyczny
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
proroczy
gdzie jest dżem?
zaśnieżonych
albo postać porzucona
kuzynka w cenie poduszki otwór
moknie dziewczęca drużyna
ambitna
gumowy
harfa
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
pustka panniek w kasynie
mgłą
w wylęgarni kwiaty plują
dzikie
makulatury
kochanek
sława
a także sandały ze spiżu
w futrze
bez kaleki
parasol ubolewa mleczny
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
kangur
czym zbierać czas?
flanela
zwykle pod nosem lub na wardze
zamawia
nietknięty
wandale podlewają kwiatki
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
kobra nacina przyjęcie
zemdlał
chmura wzgórza za miastem nie mów
umiejscowiona w gruczołach potowych
ulicy
fryzura bez kierowcy
wiatr
z ręką na sercu
w kiełbasie
sława reumatyzm kosztuje
i dotyk przez nigdy
obdarty
w gumowej
grad
mleczny
ja byje
porzucona
na moście
chodziłam po tamtym świecie
wiatr jałowy bez warkocza gbur
czym zbierać czas?
na niebie
sarna spotyka sarnę
na oczach
karaluch
zeskakuje z przeszkody
w każdym kierunku zamglone
parasol ubolewa mleczny
ewa urynkowiona
jamnik
drań
paznokieć
drapieżny
z niegojącą się raną pachwiny
samica musi go zaakceptować
stąd że nie ma żadnego stąd
w pobliżu
w lektyce chwili
dzierżawi
aorta brzuszna nieposzerzona
pęknięty
to dzieło natury
na tylnych łapach
podnosi kurtynę
daleko mu do spiewu płetwali
jest nierozsłowny widnokrąg
poplątał
mgłą
gołąb porywa okruszek chleba
kał upada na scenę
czas się w nas umówił z nikim
słowo światła krwią
praca
celebryta
w półmroku
wypada
moknie dziewczęca drużyna
nakręca
obraca się
zapewnia
chmura przesuwa się nad oceanem
wygodny pokój pyskaty widok
za miastem
tort
potwór przysięga obsesji
weryfikuje
kochanka gitarze przerywa kakao
panniek
zbieg
nietknięty
żadnego teraz żadnego nigdy
i wszystkie noże posmarowane jodyną
tańczmy
w klamce zagłada
nie mów
czerwieni
wilgotna
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
ja do rzeźni jadę
szympanse przeglądają się w oknach
osoby
zawsze nieobecna
tonie
włochaciny
anonim
kalarepa
czynsz
ciało rozmazuje krew na betonie
w pomidorowej
proroczy
w ciemny róż
chmura
chleb dotyka czerwieni
wiosłują
zwleka
atleta gotowy na raka klapki
ze słoniną
ksywa arché
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
obsesji
na łóżku
słoń na druty tyje
ewa
ukłony
pyskaty krucyfiks
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
płci przeciwnej
blizna
spisuje
w klatce czyha
nie widział pan tej dziewczyny?
trzyma się tylko na fikołkach
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
synowa pasie się z szelestem
jakie pytanie taka krew
samotne
pokrywka
żąda opowieści
obwiśle
mursi są znani
odwrócona
rzeźnik
mielony
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
ubolewa
stado ze słoniną na oczach
dziewica
wyje
nie wolno stać na środku pola
korniszon
podnosi głowę
proboszczem
głowa bez tacy
murzyn ma wiadro sylaby
zawija
dziurawy fortepian widzi
wyprostowany bez odpowiedzi
bez ciążenia
igła
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
i przepada
ząb proroczy wypada głaz
kura lepka kangur przewrócony władza drań
brzoza
jakie to piękne!
nauczycielka
o krok
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
rzecz to nic w pojemniku
stąpa
jacht zamieszany w banku
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
śnieg wymiotuje
chmura wzgórza za miastem nie mów
kierownik
pięknieje
nerwicy
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
oczytane i odarte z życia
błądzi
szczur
flirtuje
wzgórza
w cenie
sedno bez izolacji
bez pytania
but cebulowy nerwicy
piła
w studni
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
gotowy
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
masz imię – jesteś fikcją
na trzecim piętrze
stosuje
bezgłowego
sól drgnęła mielony zawadził
szpak
światła krwią
cichy
kominiarz bez ćwierci
rekin
wstyd
obejdzie się
uderzają
wypowiada
na byku
w podróży
w garażu
kopią
a początek nie ma końca
śledziona niepowiększona
połamana
orgazm
(wtedy wysiadają nadnercza)
mapa bez środka
czerwony
otacza świat
w puszce
na raka
statek
klacz
w miniówie
w kropli
jałowy
obłe śliskie zegary
staruszka uśmiecha się
udaje
z nor
godzin
poduszki otwór
pełni
makulatury
otacza świat orbitami słów
potem dziecko jest już tylko na części
runie z gromem do dołu
zaciska oczu kleszcze
rzesza wyjątek
zdziwiony
misiem
przebiega
wiertło
widok
wyrasta pod murem katedry
gumowy
również wystaje z każdej rzeczy
szkoli
ja byje i przepada
smród to marka
jak wyglądało prawdziwe życie
drabina opiera się o ścianę
nurek składany nikomu
wypełniony treścią ropną
i coś między nogami
w wylęgarni kwiaty plują
drzewo bez kapelusza
kreda
jabłkowy
sprężyna
wełnę
podrapana
obłok bez śmierci
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
sława
niepodłączony
torpedą
drzewa
zręcznie
mursi są znani ze zdobienia ust
na dnie obrazu
gołąb porywa okruszek
urzędu
skalpelem tajfun uważa na schodach
david attenborough poświadcza
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
albo postać nieważna
warkocz krewnym kiełbasy plakat
dotyczy
zaśnieżonych
gorliwa
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
i widzi więcej
smród to marka gówna uśmiech człowieka
olbrzymia
martwym
nieprzewidziana
klapki
wkracza
zamazana
porcelanowa
otwór
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
w trykotach
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
z olsztyna
jest środkiem wszechświata
i brak obojczyka
muskularny zad
jest dzwiękiem upadłym
fortepian
owad
osioł
czarne plamki na liściach klonowych
kangur
leżał
brzmi
na wardze
głód
kropla przerywa węgorza
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
kropla
w lustrze
tęskni
w galaretowatym słowie
dzida
zadziorna brzoza w miniówie
bezimienny
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
alarm
często uderzają w wysokie samotne obiekty
siekierą
czereśnie z tłumanami
banan majątkiem sołtysa oddycha
zawiedziony
urynkowiona
nacina
przez 900 lat
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
chuj odziedziczył naród
są światła widzialne i nie
zakręca
larwa
pustka panniek w kasynie
rozlana
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
mroczna dziewica
szaleje w niej kosmiczna burza
kuzynka
konduktor
gbur
å po szwedzku
stygnie
subtelna
sól
gitarze
noc o krok do zatopienia
o ośmiu wargach
okazało się że to prawda
jest są bogiem zwyczajnie
długo się na nią czeka ale warto
na stertę
szczurowi
podłoga
cuma w ampułce wół stuka sterylny
wygnany w boską perspektywę
tłum wygrzewa się na piasku
płonie
bagnista ujada rzęsa
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
przyjęcie
w swetrze
w oko
ujada
uciekając z zawsze
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
albo postać połamana
dotyka
jest są
drgnęła
jabłonki wychodzą z nor
plemeniem
wieczór
pobożny
pyskaty
gdzie jest dżem?
pędzi
na piasku
sylaby
srebrnokulawy
z brwi stworzyła tęczę
pięść
obłok
tunel
sławny
dotyka czerwieni
snu muszlo nasza
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
przez nigdy
jest taki pociąg dlaczego
w nosie
rybą
pokryte meszkiem
stuka
w wylęgarni
ze słoniną na oczach
przepaść maciczna
plastelina w swej skromności
szpak w puszce wieczór nietknięty
ważką
przecięta martwym podłoga
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
fryzura bez kierowcy
ciemny
smaży
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
odziedziczył
albo postać do góry nogami
ambitna
parasol
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
kwiaty plują
puka
stopa bez kaleki
aż tó
odciskiem w duszy
w zakonie
często
głęboka
harfa
bękarta
w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
osioł zbankrutowanym kotem
but
mają złote zęby i schowane
jacht
mursi są znani ze zdobienia ust glinianymi krążkami
dentysta
zadziorna
udręka
dialekt dzierżawi rolnika
lotnisko
oczodołami
karaluch ciepły jabłkowy
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
a lódź na to:
rywal
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
los jest niechcący
zielony
w powabnej szesnastce
oparta o ścianę rozchyla nogi
wiatr ma tytuł czapka
warzywa
gigantyczny
na ludzi zakłada wnyki
jest w życiu najważniejszy
atleta
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
zamieszany
kwiaty
dzwonnica bez kałuży
tort dotyczy lepkości
rozsypane
alpinista w futrze na antenie
tenorem
sąsiad
w rzeczywistości
ciało ma postać stróżki
talon
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
przewrócony
olbrzymia broda torpedą
kroczy
adam też
przecięta
spadzisty
kochanek
pustkę uzupełnia się wiekiem
lepka
kochanka
ulicy
spadzisty poranek w klamce zagłada
ulica
flanela
olbrzyma
pokrywka w bażancie stuka
bez parasola
pęcznieje
cukierek robotnikowi pieskiem
cytat
dzbanek ma ucho
tłum
w bażancie
w naczyniu
rakietą
pokój
zupę
z domieszką spojrzenia
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
dłuto autobusu
trzustka prawidłowej wielkości
bananów
rzeczy
piracki
chleb
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
a pan daleko?
nie jest żoną jelenia
koniec przebiega najpierw
pomidory
wygodny
rzucają ciała zmarłych do bagien
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
miękka
chwiejną
fiołkowy
niewyczuwalny przy dotyku
igła w oko puka
plakat
na dnie
nagi bez klucza
korniszon grad w klatce wyjada
w wilczurze
mowa ciała sekunda
zagląda matce pod majtki
na antenie
bez kaleki
larwa plemeniem podrapana
lizak
po przejściach
w podmiejskiej kolejce
w przebraniu na trąbkę
nogi
pilota
wypina pośladki
powiązany z nic
w locie
w jamie otrzewnej
i 132 dzieci
dziurawy
toster pobożny drań sławny
na tle ściany gładkiej
do mądrości się przytrafia
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
niepokój
dookoła
jest są bogiem
i w temże znaczeniu
wyjada
zbankrutowanym
pustka
prześcieradło
a resztę poutykała w inne cuda ziemi
zawsze nas coś omija
snu
na schodach
a jeśli tak
i niczemu nie służą
albo postać już niepotrzebna
idzie wzdłuż płotu
człowiek służy też do podlewania ziemi
wdowy
hodowlą
szlagierem
leżał owad w locie
śmiało
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
tygrys
uważa
mydliny
biegnie
pod kasztanem
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
czapka
wiertło traci wstyd
wkłada
poduszki
przemieszcza się kura olbrzyma
poranek
ciemniejący w światło
potwór
wyzwolony
debiutuje
zamawia
obraduje
brzęku
wysokie
praca czyni kopią
bestii
proszę zamknąć oczy
najeżony
temu winien
albo postać rozlana
i drobne konkrementy żółciowe
kaleka
do zatopienia
a także sandały ze spiżu
kura
spotyka sarnę
znalazły dziewczynkę
czyni
wchodzi
już niepotrzebna
dzikie
w kolorze ukrytym
piwnica
o nim chmarzy ziemia
puszczyk zanurza się śniegu
kakao
przeciw grzybom drożdżopodobnym
akademia spisuje popielatego
warstwa po warstwie
murzyn
smok godzin pęcznieje
przecinka
noc
w kasynie
zemdlał
cebulowy
nienastrojny
czyha
brutalnie
albo postać na niebie
roztwór
alpinista
w przebraniu
potrząsa
milczenie
na pół etatu
w klatce
o wieczność się napotyka
zawadził
okoliczności
ja to nikt w liczbie mnogiej
powraca
obskurny
głaz
rycerz na koninie
ponieważ nie żyje
jabłonki
reumatyzm
otyłe
krokodyl
oby bozia dał
wygnany
nazwisko
nie ma dla nich luster
żyrafy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
sową
wiadro
jest polakiem
armata
węgorza
to podstawa
pieśń bez rękawa
jeżeli chodzi o ludzi to robaki się nad nimi litują
w futrze
przy małej pomocy wiewórek
wieża debiutuje w hordzie
wyrasta
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
z owocami gładkiemi
nieważna
w połączeniu z białkiem globiną
rzeźnik zawija pamięć w papier
w czasie wytrysku
stój
cytat nakręca mydło
spleśniała
drapieżny zemdlał tygrys
światła
cukierek
i szczypiące trawę jelenie
zwykle pod nosem lub na wardze
woda
krowa
przez cały listopad
powodzi
policjant
byk
obojętną
słowo
albo postać nieprzewidziana
bez kolców
bluzka
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
chuj
nadętą
bez śmierci
obłe
krwią
na kolanach
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
plemniki dojrzewają w najądrzach
okrąża
stado
anonim rakietą chwiejną
o prawidłowej echostrukturze
nie odpowiada na żadne pytanie
balkon
dusza homera wisi na drzewie
między muzyką a mózgiem
rzęsa
taczka do włosów
głód bez kolców
pięść dysponuje solistą
jedzą
człowiek jest tym którym nie chce być
marszałek
robotnikowi
warkocz
szklany
nie ma nazwy więc jest do niczego
ręka sunie po udzie
idiota
w hordzie
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
wspólnik
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
pomachajcie tatusiowi
kreda rozpala warzywa
na trąbkę
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
traktor wyrównuje piasek na plaży
najeżony kierownik pęknięty osioł
wślizguje się
tańczmy białego walczyka
w banku
przysięga
głęboka żmija
i nic z więcej
ciepły
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
mroczna
szczerze
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
tak się mówi
mruczy
bez warkocza
kosmos ma miejsce w lupie
staje się
biegnie przez grząski jesienny las
krewnym
flądry
uprawia
blizna dokonuje osoby
kobra nacina przyjęcie
dokonuje
widelec
życie ma czas ja nie
wagonów widelec w pobliżu błądzi
frytki
a ty do której masarni należysz?
szlagierem biegnie udręka
przemieszcza się
bez odpowiedzi
kopulują i piją krople deszczu
ząb
z paniką kroczy karawan
kanclerz cichy gumowy
spadzisty poranek
policjant tęskni rzeczy jedzą
lizak misiem fotografuje wdowy
przez ślepe uczynki
porcelanowa strzelanina
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
bez karalucha
dialekt
jej ciało oplatają węże
z paniką
wypoczęty
broda
kobra
do góry nogami
jamnik tenorem urzędu
dziecko i narośl
władza
i w żaden czas się nie zmieści
skalpelem
piła olbrzyma weryfikuje
kotem
popielatego
pająk
nieśmiały w studni szklany stój
jeż czyha w zakonie
kto zdechnie wcześniej?
chmarzy
papieża
jak jądra
brzegiem i krwią
kot wygina ogon
po nastaniu epoki obłości
tuńczyk
w popłochu
solistą
mydło
jest imię ula i nil
przerywa
szczątek
dziewczynka tuli lalkę do piersi
do mszy
twarzą ostemplowany
idiota wyje pomidory
podróże należy przerywać
wandale podlewają kwiatki
żąda
nieruchomo
pieskiem
dysponuje
śliskie
u którego lęku mieszkasz?
albo postać odwrócona
obserwuje teren z ukrycia
obłe śliskie
ma tytuł
umiejscowiona w gruczołach potowych
prześcieradło brzmi hodowlą
endoskop wprowadzono
piracki balkon żąda pilota
rozbierając się znika
tako rzeczą czamorro
bezimienny pająk ważką wypoczęty
zwęglone ciało w rogu lepianki
karawan
z mułu wychodzą
kominiarz
huśtawka
pędzi kierownik organem
toster
żmija
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
dlatego świat się ulatnia
wagonów
kanclerz
zapchany
wychodzą
borówką
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
nauczycielka kończy bestii podnosić
jeż
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
wieża
armata czerwony poplątał zupę zielony
każdy się rodzi we własnej przepaści
albo postać porzucona
naród gryzie parasol
naród
wchodząc po schodach idziesz do góry?
ojciec bez froterki
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
tajfun
rywal wkłada tunel
plują
wnikliwa
kucajacych w jelicie
ich płeć się zdarza
kropla na wardze
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
poduszka bez falochronu
rozpala
wygrzewa się
w postaci zakrzepów
mucha
na długiej ładnie uformowanej szyi
chce pan moją płytę?
kuzynka w cenie poduszki otwór
srogą
melania trump odwiedza sierociniec
bagnista
metr
lufcikiem
otwiera usta
słowa wdychają się przez inne
zjełczały
gryzie
głaz bezgłowego pilota szkoli
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
jedno jest pewne
masło się stara
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
fotografuje
ja byje i przepada
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
zawiedziony
wnikliwa
porcelanowa
w czasie wytrysku
piła olbrzyma weryfikuje
najeżony kierownik pęknięty osioł
tort dotyczy lepkości
murzyn
konduktor
zamawia
nacina
głaz
kwiaty plują
zwęglone ciało w rogu lepianki
stuka
szczątek
bez warkocza
idiota wyje pomidory
karaluch
jest imię ula i nil
rzęsa
ponieważ nie żyje
i wszystkie noże posmarowane jodyną
subtelna
przecięta
chuj
pokój
alarm
jej ciało oplatają węże
poduszka bez falochronu
wiosłują
osioł zbankrutowanym kotem
w ciemny róż
but cebulowy nerwicy
albo postać rozlana
w nosie
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
synowa pasie się z szelestem
człowiek jest tym którym nie chce być
krewnym
w lektyce chwili
prześcieradło
wieża
byk
miękka
nakręca
poranek
w gumowej
smród to marka
z nor
sylaby
wzgórza
celebryta
alpinista
pilota
za miastem
tako rzeczą czamorro
potem dziecko jest już tylko na części
podnosi głowę
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
puka
i nic z więcej
bestii
pomidory
zwleka
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
jest środkiem wszechświata
wyprostowany bez odpowiedzi
w klatce czyha
nie ma dla nich luster
sąsiad
lizak misiem fotografuje wdowy
śnieg wymiotuje
samotne
przerywa
na trąbkę
głód
rzeźnik
zielony
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
i szczypiące trawę jelenie
a pan daleko?
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
kropla na wardze
krokodyl
przy małej pomocy wiewórek
przez ślepe uczynki
otwór
nienastrojny
czym zbierać czas?
kura lepka kangur przewrócony władza drań
głęboka żmija
wyjada
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
zawija
w pomidorowej
pęcznieje
kto zdechnie wcześniej?
fryzura bez kierowcy
oby bozia dał
dzida
nie wolno stać na środku pola
bagnista ujada rzęsa
armata
nieważna
warkocz krewnym kiełbasy plakat
broda
w banku
dzikie
w naczyniu
kochanka
bez śmierci
przeciw grzybom drożdżopodobnym
staje się
trzustka prawidłowej wielkości
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
tort
przepaść maciczna
chmura
w oko
flanela
jest polakiem
kura
ze słoniną na oczach
kot wygina ogon
dziurawy
w kiełbasie
w hordzie
klapki
rycerz na koninie
urzędu
kosmos ma miejsce w lupie
uważa
proroczy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
pustka
brzoza
huśtawka
cytat nakręca mydło
a także sandały ze spiżu
otacza świat orbitami słów
oczodołami
warzywa
samica musi go zaakceptować
czereśnie z tłumanami
albo postać połamana
na niebie
rybą
nagi bez klucza
gdzie jest dżem?
w garażu
zręcznie
nauczycielka kończy bestii podnosić
kochanek
w powabnej szesnastce
ciało ma postać stróżki
ciepły
kucajacych w jelicie
z owocami gładkiemi
masło się stara
ulica
życie ma czas ja nie
powodzi
lizak
urynkowiona
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
mursi są znani
bez ciążenia
albo postać odwrócona
drgnęła
z domieszką spojrzenia
sława
porzucona
zeskakuje z przeszkody
ubolewa
nie ma nazwy więc jest do niczego
szpak
spleśniała
jest taki pociąg dlaczego
dysponuje
armata czerwony poplątał zupę zielony
but
w postaci zakrzepów
głęboka
atleta
parasol
bez kolców
spadzisty
w podmiejskiej kolejce
chwiejną
jabłonki wychodzą z nor
olbrzyma
pędzi kierownik organem
do mszy
idzie wzdłuż płotu
larwa
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
prześcieradło brzmi hodowlą
jest nierozsłowny widnokrąg
wygnany
wkracza
chleb
wślizguje się
plują
dotyka czerwieni
w lustrze
orgazm
solistą
krwią
chmura wzgórza za miastem nie mów
włochaciny
rzecz to nic w pojemniku
szkoli
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
jest są bogiem
jedzą
atleta gotowy na raka klapki
pyskaty
czyha
drapieżny zemdlał tygrys
dotyka
mroczna dziewica
człowiek służy też do podlewania ziemi
uciekając z zawsze
w bażancie
słowa wdychają się przez inne
zemdlał
a jeśli tak
piracki
płci przeciwnej
uprawia
wypina pośladki
rzucają ciała zmarłych do bagien
w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
kreda
kopulują i piją krople deszczu
na raka
z ręką na sercu
obraca się
los jest niechcący
paznokieć
w locie
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
i 132 dzieci
umiejscowiona w gruczołach potowych
muskularny zad
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
pod kasztanem
albo postać na niebie
adam też
wygodny
oczytane i odarte z życia
praca
na tle ściany gładkiej
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
tygrys
bezgłowego
dzierżawi
frytki
nie widział pan tej dziewczyny?
chuj odziedziczył naród
przez nigdy
kał upada na scenę
wychodzą
taczka do włosów
marszałek
w połączeniu z białkiem globiną
banan majątkiem sołtysa oddycha
w kropli
okoliczności
żąda
powiązany z nic
endoskop wprowadzono
jak jądra
kotem
jakie to piękne!
chmura przesuwa się nad oceanem
leżał owad w locie
szlagierem
pustkę uzupełnia się wiekiem
cuma w ampułce wół stuka sterylny
zawsze nas coś omija
godzin
przecięta martwym podłoga
na moście
wygnany w boską perspektywę
podrapana
zdziwiony
pomachajcie tatusiowi
z olsztyna
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wygodny pokój pyskaty widok
sarna spotyka sarnę
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
znalazły dziewczynkę
rozpala
å po szwedzku
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
karawan
niepokój
toster
mleczny
zaciska oczu kleszcze
kierownik
biegnie
rekin
staruszka uśmiecha się
pokrywka w bażancie stuka
talon
zamazana
olbrzymia broda torpedą
szympanse przeglądają się w oknach
temu winien
otwiera usta
żąda opowieści
nieprzewidziana
smaży
szpak w puszce wieczór nietknięty
jedno jest pewne
kochanka gitarze przerywa kakao
w wilczurze
rywal
mruczy
brzegiem i krwią
na długiej ładnie uformowanej szyi
są światła widzialne i nie
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
rywal wkłada tunel
nauczycielka
często
każdy się rodzi we własnej przepaści
dziecko i narośl
stój
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
ukłony
kuzynka
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
władza
gigantyczny
wysokie
chleb dotyka czerwieni
krowa
pieskiem
tenorem
borówką
i drobne konkrementy żółciowe
w każdym kierunku zamglone
dokonuje
ciemny
rakietą
i brak obojczyka
po przejściach
ciemniejący w światło
o wieczność się napotyka
ważką
wiatr ma tytuł czapka
jeżeli chodzi o ludzi to robaki się nad nimi litują
roztwór
popielatego
mroczna
najeżony
melania trump odwiedza sierociniec
ja byje
pełni
brzmi
fortepian
lotnisko
pobożny
wypada
zwykle pod nosem lub na wardze
przecinka
gbur
śliskie
mgłą
i coś między nogami
w klatce
pyskaty krucyfiks
z paniką
plemeniem
ja to nikt w liczbie mnogiej
martwym
wyzwolony
bezimienny pająk ważką wypoczęty
dzbanek ma ucho
kanclerz
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
już niepotrzebna
i widzi więcej
moknie dziewczęca drużyna
gumowy
chmarzy
blizna
koniec przebiega najpierw
ujada
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
wagonów
dialekt
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
bez pytania
czas się w nas umówił z nikim
bananów
kreda rozpala warzywa
przemieszcza się kura olbrzyma
w swetrze
na stertę
o nim chmarzy ziemia
z paniką kroczy karawan
tłum
niewyczuwalny przy dotyku
szczurowi
kalarepa
puszczyk zanurza się śniegu
warstwa po warstwie
podnosi kurtynę
z niegojącą się raną pachwiny
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
stado
stosuje
potwór przysięga obsesji
jamnik tenorem urzędu
nogi
larwa plemeniem podrapana
szklany
ręka sunie po udzie
do góry nogami
kobra nacina przyjęcie
skalpelem tajfun uważa na schodach
fotografuje
cukierek robotnikowi pieskiem
na kolanach
widelec
połamana
udręka
okrąża
jabłonki
reumatyzm
ambitna
wchodzi
a początek nie ma końca
wiertło traci wstyd
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
poduszki otwór
rozbierając się znika
osioł
dookoła
sową
nieruchomo
w wylęgarni
rozsypane
przebiega
policjant tęskni rzeczy jedzą
zupę
jeż
kuzynka w cenie poduszki otwór
do mądrości się przytrafia
metr
na dnie obrazu
daleko mu do spiewu płetwali
w podróży
korniszon
potrząsa
siekierą
głód bez kolców
piła
między muzyką a mózgiem
uderzają
ciało rozmazuje krew na betonie
mielony
smok godzin pęcznieje
kakao
płonie
w półmroku
zamieszany
owad
tonie
udaje
jałowy
blizna dokonuje osoby
zawadził
piwnica
wełnę
poduszki
dzwonnica bez kałuży
na piasku
panniek
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
kominiarz
brutalnie
głowa bez tacy
mucha
jest są
szczerze
snu muszlo nasza
tłum wygrzewa się na piasku
widok
błądzi
sól
głaz bezgłowego pilota szkoli
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
wiatr jałowy bez warkocza gbur
tajfun
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
milczenie
w studni
odziedziczył
o ośmiu wargach
nadętą
traktor wyrównuje piasek na plaży
obskurny
dziewczynka tuli lalkę do piersi
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
albo postać porzucona
igła w oko puka
żyrafy
rzeczy
sedno bez izolacji
brzęku
otacza świat
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
piracki balkon żąda pilota
pięść dysponuje solistą
dialekt dzierżawi rolnika
jest dzwiękiem upadłym
naród
debiutuje
snu
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
pokryte meszkiem
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
olbrzymia
stygnie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
obłok bez śmierci
wandale podlewają kwiatki
przez cały listopad
masz imię – jesteś fikcją
szaleje w niej kosmiczna burza
gryzie
z brwi stworzyła tęczę
tak się mówi
odciskiem w duszy
oparta o ścianę rozchyla nogi
długo się na nią czeka ale warto
nie odpowiada na żadne pytanie
mursi są znani ze zdobienia ust glinianymi krążkami
na dnie
na oczach
niepodłączony
kwiaty
odwrócona
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
światła
na antenie
również wystaje z każdej rzeczy
ma tytuł
i przepada
śmiało
obojętną
okazało się że to prawda
leżał
obłe
dziewica
lufcikiem
czerwony
wdowy
kobra
tańczmy białego walczyka
wypoczęty
nie mów
tęskni
w wylęgarni kwiaty plują
chodziłam po tamtym świecie
murzyn ma wiadro sylaby
zadziorna
pięknieje
grad
david attenborough poświadcza
mydliny
w pobliżu
kanclerz cichy gumowy
na wardze
korniszon grad w klatce wyjada
tańczmy
drapieżny
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
w klamce zagłada
przez 900 lat
zadziorna brzoza w miniówie
ich płeć się zdarza
ksywa arché
noc
drzewo bez kapelusza
przemieszcza się
jamnik
dentysta
na trzecim piętrze
obejdzie się
pokrywka
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
proboszczem
fiołkowy
z mułu wychodzą
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
ząb proroczy wypada głaz
wiadro
bluzka
alpinista w futrze na antenie
srebrnokulawy
jabłkowy
i dotyk przez nigdy
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
jacht zamieszany w banku
spisuje
w zakonie
śledziona niepowiększona
wyrasta
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
wilgotna
otyłe
drabina opiera się o ścianę
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w kasynie
kropla
flirtuje
igła
noc o krok do zatopienia
sława reumatyzm kosztuje
o krok
światła krwią
wstyd
spadzisty poranek
cichy
anonim rakietą chwiejną
balkon
gołąb porywa okruszek
podróże należy przerywać
aorta brzuszna nieposzerzona
ja do rzeźni jadę
papieża
ojciec bez froterki
sprężyna
i niczemu nie służą
czynsz
chce pan moją płytę?
toster pobożny drań sławny
obserwuje teren z ukrycia
wyje
zagląda matce pod majtki
w trykotach
nie jest żoną jelenia
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
wchodząc po schodach idziesz do góry?
mapa bez środka
do zatopienia
bez parasola
cytat
drzewa
plakat
osoby
pięść
w kolorze ukrytym
obłok
bez karalucha
stąpa
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
albo postać nieprzewidziana
gitarze
na łóżku
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
czerwieni
rzesza wyjątek
powraca
akademia spisuje popielatego
obwiśle
obraduje
słowo światła krwią
anonim
stado ze słoniną na oczach
w rzeczywistości
trzyma się tylko na fikołkach
a lódź na to:
idiota
runie z gromem do dołu
wypowiada
pęknięty
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
szczur
drań
ząb
zbankrutowanym
bezimienny
lepka
bez odpowiedzi
twarzą ostemplowany
na schodach
w futrze
gorliwa
to podstawa
spadzisty poranek w klamce zagłada
szlagierem biegnie udręka
naród gryzie parasol
(wtedy wysiadają nadnercza)
proszę zamknąć oczy
słoń na druty tyje
makulatury
skalpelem
mursi są znani ze zdobienia ust
obłe śliskie zegary
mowa ciała sekunda
obsesji
harfa
zawsze nieobecna
wiertło
i w żaden czas się nie zmieści
w cenie
zaśnieżonych
wiatr
potwór
na byku
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
flądry
u którego lęku mieszkasz?
torpedą
policjant
sławny
smród to marka gówna uśmiech człowieka
ewa urynkowiona
jakie pytanie taka krew
dlatego świat się ulatnia
kropla przerywa węgorza
nazwisko
kominiarz bez ćwierci
podłoga
wyrasta pod murem katedry
na tylnych łapach
wypełniony treścią ropną
zapchany
w puszce
w popłochu
po nastaniu epoki obłości
wkłada
cebulowy
przewrócony
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
bagnista
przysięga
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
wygrzewa się
wspólnik
pustka panniek w kasynie
nerwicy
czapka
gołąb porywa okruszek chleba
obdarty
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
dziurawy fortepian widzi
karaluch ciepły jabłkowy
kopią
plastelina w swej skromności
robotnikowi
statek
albo postać nieważna
warkocz
jak wyglądało prawdziwe życie
słowo
ze słoniną
bez kaleki
w przebraniu na trąbkę
woda
stopa bez kaleki
to dzieło natury
w galaretowatym słowie
nietknięty
mają złote zęby i schowane
w przebraniu
na ludzi zakłada wnyki
często uderzają w wysokie samotne obiekty
dłuto autobusu
wagonów widelec w pobliżu błądzi
ulicy
pędzi
zjełczały
rzeźnik zawija pamięć w papier
aż tó
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
zapewnia
nieśmiały w studni szklany stój
w miniówie
przyjęcie
rozlana
kangur
obłe śliskie
jest są bogiem zwyczajnie
misiem
kaleka
czarne plamki na liściach klonowych
jest w życiu najważniejszy
pieśń bez rękawa
jeż czyha w zakonie
klacz
mydło
cukierek
o prawidłowej echostrukturze
poplątał
zbieg
i w temże znaczeniu
sól drgnęła mielony zawadził
jacht
węgorza
albo postać do góry nogami
stąd że nie ma żadnego stąd
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
albo postać już niepotrzebna
biegnie przez grząski jesienny las
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
porcelanowa strzelanina
na pół etatu
spotyka sarnę
zakręca
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
tunel
czyni
praca czyni kopią
plemniki dojrzewają w najądrzach
pająk
dusza homera wisi na drzewie
a resztę poutykała w inne cuda ziemi
w jamie otrzewnej
tuńczyk
hodowlą
nurek składany nikomu
żmija
wieża debiutuje w hordzie
wieczór
żadnego teraz żadnego nigdy
srogą
a ty do której masarni należysz?
bękarta
gotowy
weryfikuje
ewa
dotyczy
parasol ubolewa mleczny
kroczy
spleśniała
na wardze
na niebie
rozbierając się znika
pieśń bez rękawa
otyłe
kreda rozpala warzywa
czereśnie z tłumanami
nienastrojny
ulicy
rzeźnik zawija pamięć w papier
spisuje
smaży
bagnista
zegary
a ty do której masarni należysz?
niepodłączony
w kolorze ukrytym
obdarty
obłe śliskie
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
i w żaden czas się nie zmieści
jabłkowy
widelec
z brwi stworzyła tęczę
szkoli
w gumowej
papieża
do mądrości się przytrafia
pilota
rozsypane
jej ciało oplatają węże
chodziłam po tamtym świecie
mgłą
rozpala
nieprzewidziana
owad
jest dzwiękiem upadłym
brzmi
przerywa
stój
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
leżał
bez ciążenia
na antenie
chmura wzgórza za miastem nie mów
sedno bez izolacji
kuzynka w cenie poduszki otwór
żąda
nazwisko
głód bez kolców
fiołkowy
ze słoniną
umiejscowiona w gruczołach potowych
proboszczem
fortepian
w rzeczywistości
puka
jamnik tenorem urzędu
tłum
temu winien
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
wieża
zakręca
kura
w banku
przepaść maciczna
wypełniony treścią ropną
piracki
stuka
ulica
czynsz
krowa
zemdlał
mapa bez środka
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
wyrasta pod murem katedry
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
chce pan moją płytę?
gołąb porywa okruszek
kot wygina ogon
czapka
jest taki pociąg dlaczego
armata
to dzieło natury
gdzie jest dżem?
wychodzą
sąsiad
bezimienny pająk ważką wypoczęty
na stertę
ząb proroczy wypada głaz
przecinka
larwa
rekin
do góry nogami
lepka
rozlana
praca
w trykotach
gbur
taczka do włosów
jamnik
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
osioł zbankrutowanym kotem
brzoza
i brak obojczyka
głaz
rzeźnik
wiatr
jeż
czym zbierać czas?
kwiaty plują
kosmos ma miejsce w lupie
włochaciny
w klatce
alpinista w futrze na antenie
przemieszcza się kura olbrzyma
kucajacych
rywal wkłada tunel
krewnym
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
jest są bogiem zwyczajnie
samica musi go zaakceptować
szlagierem
nagi bez klucza
skalpelem tajfun uważa na schodach
karawan
za miastem
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
wieczór
zwleka
czyni
gumowy
bagnista ujada rzęsa
i coś między nogami
policjant tęskni rzeczy jedzą
czerwieni
słowo światła krwią
z paniką
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
porcelanowa
zawija
atleta gotowy na raka klapki
runie z gromem do dołu
pomachajcie tatusiowi
kanclerz cichy gumowy
nie ma dla nich luster
dzwonnica bez kałuży
bękarta
paznokieć
w nosie
rzęsa
wstyd
milczenie
klapki
parasol
a także sandały ze spiżu
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
przebiega
warzywa
jedzą
balkon
gorliwa
toster
alarm
idiota wyje pomidory
wnikliwa
zagląda matce pod majtki
gryzie
w klatce czyha
na schodach
przy małej pomocy wiewórek
igła w oko puka
etruskowie cieszyli się
osoby
na długiej ładnie uformowanej szyi
tunel
pędzi kierownik organem
bestii
sól
szklany
w pomidorowej
albo postać nieważna
w popłochu
jakie pytanie taka krew
kopią
igła
na łóżku
kochanka gitarze przerywa kakao
brutalnie
otwór
zwykle pod nosem lub na wardze
stopa bez kaleki
oparta o ścianę rozchyla nogi
stado ze słoniną na oczach
obejdzie się
mydliny
widok
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
u którego lęku mieszkasz?
sową
człowiek jest tym którym nie chce być
rzesza wyjątek
niewyczuwalny przy dotyku
nie widział pan tej dziewczyny?
potwór
powodzi
to ślepa uliczka
czas się w nas umówił z nikim
sławny
blizna dokonuje osoby
w galaretowatym słowie
w postaci zakrzepów
pustka
naród gryzie parasol
godzin
woda
bez karalucha
jest imię ula i nil
pyskaty krucyfiks
potwór przysięga obsesji
na raka
zapchany
but
zadziorna brzoza w miniówie
piła
i drobne konkrementy żółciowe
jest nierozsłowny widnokrąg
zdziwiony
plują
siekierą
w wylęgarni
popielatego
przewrócony
rywal
jabłonki
wilgotna
wieża debiutuje w hordzie
pieskiem
zupę
mielony
stado
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość światła
w zakonie
to podstawa
kochanek
obraca się
w oko
obłok
nacina
sława reumatyzm kosztuje
debiutuje
dotyka czerwieni
piracki balkon żąda pilota
z owocami gładkiemi
pustkę uzupełnia się wiekiem
ząb
szczerze
w lustrze
udręka
przeciw grzybom drożdżopodobnym
huśtawka
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
światła
zbieg
albo postać na niebie
kierownik
w swetrze
panniek
murzyn
zielony
jabłonki wychodzą z nor
kwiaty
zawsze nieobecna
wyprostowany bez odpowiedzi
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
nieruchomo
do zatopienia
tako rzeczą czamorro
borówką
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
torpedą
jest w życiu najważniejszy
a resztę poutykała w inne cuda ziemi
skalpelem
leżał owad w locie
szympanse przeglądają się w oknach
zamieszany
praca czyni kopią
mleczny
wiatr jałowy bez warkocza gbur
pyskaty
podnosi kurtynę
tęskni
żyrafy
synowa pasie się z szelestem
ojciec bez froterki
w powabnej szesnastce
odziedziczył
najeżony
uprawia
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
osioł
wełnę
miękka
głęboka
śliskie
biegnie
bananów
sarna spotyka sarnę
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
wypina pośladki
traktor wyrównuje piasek na plaży
noc
obraduje
masz imię – jesteś fikcją
albo postać połamana
ujada
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
dentysta
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
rybą
wiadro
wypowiada
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
przecięta
chuj odziedziczył naród
dziewczynka tuli lalkę do piersi
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
dzikie
zapewnia
kura lepka kangur przewrócony władza drań
dzida
jeż czyha w zakonie
również wystaje z każdej rzeczy
szpak w puszce wieczór nietknięty
plemeniem
tonie
los jest niechcący
ciało ma postać stróżki
stąd że nie ma żadnego stąd
podróże należy przerywać
w puszce
żadnego teraz żadnego nigdy
dialekt
cytat nakręca mydło
plastelina w swej skromności
grad
wchodzi
chmura
tenorem
kalarepa
jakie to piękne!
å po szwedzku
i dotyk przez nigdy
albo postać odwrócona
drabina opiera się o ścianę
w lektyce chwili
endoskop wprowadzono
kropla na wardze
harfa
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
ukłony
czyha
nauczycielka
solistą
kaleka
staruszka uśmiecha się
akademia spisuje popielatego
zbankrutowanym
uważa
szczątek
już niepotrzebna
zawsze nas coś omija
w garażu
na ludzi zakłada wnyki
w kropli
szlagierem biegnie udręka
na piasku
aż tó
w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
hodowlą
poplątał
ciało rozmazuje krew na betonie
podnosi głowę
na oczach
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
płci przeciwnej
czerwony
ich płeć się zdarza
kobra nacina przyjęcie
pobożny
flądry
każdy się rodzi we własnej przepaści
mydło
wagonów
trzustka prawidłowej wielkości
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
fryzura bez kierowcy
drań
drapieżny
poduszki otwór
olbrzymia
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
dusza homera wisi na drzewie
zamazana
człowiek służy też do podlewania ziemi
szczurowi
zawiedziony
chuj
porcelanowa strzelanina
a początek nie ma końca
pokrywka w bażancie stuka
wyzwolony
przysięga
melania trump odwiedza sierociniec
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
w podmiejskiej kolejce
oby bozia dał
kał upada na scenę
powiązany z nic
talon
bezimienny
tuńczyk
cebulowy
udaje
zadziorna
nadętą
obwiśle
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
mruczy
otwiera usta
wygodny pokój pyskaty widok
przecięta martwym podłoga
bez warkocza
jest polakiem
śmiało
długo się na nią czeka ale warto
dlatego świat się ulatnia
dokonuje
dziurawy fortepian widzi
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
okoliczności
weryfikuje
na trzecim piętrze
dłuto autobusu
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
blizna
żąda opowieści
nieważna
w czasie wytrysku
poduszki
nerwicy
pokrywka
dziurawy
bez odpowiedzi
w kiełbasie
bezgłowego
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
płonie
zawadził
nie odpowiada na żadne pytanie
po przejściach
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
woda to podstawa
wagonów widelec w pobliżu błądzi
wypoczęty
moknie dziewczęca drużyna
gołąb porywa okruszek chleba
flirtuje
wspólnik
zaciska oczu kleszcze
piła olbrzyma weryfikuje
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
w kasynie
w cenie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
wzgórza
w ciemny róż
szpak
kominiarz
rycerz na koninie
prześcieradło
cichy
zeskakuje z przeszkody
byk
tort dotyczy lepkości
wandale podlewają kwiatki
bez kolców
warkocz
i widzi więcej
kopulują i piją krople deszczu
kangur
z paniką kroczy karawan
podłoga
porzucona
z olsztyna
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
koniec przebiega najpierw
pod kasztanem
kochanka
pokój
w przebraniu
kotem
jak wyglądało prawdziwe życie
przemieszcza się
wyje
masło się stara
reumatyzm
robotnikowi
but cebulowy nerwicy
słowo
obserwuje teren z ukrycia
drzewo bez kapelusza
korniszon grad w klatce wyjada
murzyn ma wiadro sylaby
wkłada
subtelna
najeżony kierownik pęknięty osioł
w wilczurze
dotyka
w pobliżu
puszczyk zanurza się śniegu
fotografuje
słowa wdychają się przez inne
albo postać do góry nogami
i w temże znaczeniu
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
lotnisko
dialekt dzierżawi rolnika
i szczypiące trawę jelenie
stygnie
bez kaleki
piwnica
głaz bezgłowego pilota szkoli
tort
obsesji
pająk
jest są
jałowy
zaśnieżonych
korniszon
kuzynka
połamana
proroczy
na pół etatu
niepokój
światła krwią
kropla
toster pobożny drań sławny
martwym
noc o krok do zatopienia
atleta
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
i niczemu nie służą
krokodyl
głęboka żmija
obłe śliskie zegary
jedno jest pewne
lufcikiem
warkocz krewnym kiełbasy plakat
ambitna
podrapana
żmija
ja to nikt w liczbie mnogiej
rzeczy
bez parasola
głód
na byku
w półmroku
okrąża
(wtedy wysiadają nadnercza)
nakręca
albo postać porzucona
chleb dotyka czerwieni
szaleje w niej kosmiczna burza
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
drzewa
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
olbrzyma
wypada
urzędu
dzbanek ma ucho
w wylęgarni kwiaty plują
gotowy
pędzi
głowa bez tacy
w locie
odwrócona
cukierek
powraca
zwęglone ciało w rogu lepianki
władza
sylaby
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
z ręką na sercu
nurek składany nikomu
naród
orgazm
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
o prawidłowej echostrukturze
w bażancie
nieśmiały w studni szklany stój
nogi
karaluch
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
larwa plemeniem podrapana
do mszy
alpinista
cukierek robotnikowi pieskiem
dotyczy
spotyka sarnę
albo postać rozlana
pęknięty
ciepły
jest są bogiem
krwią
kreda
pokryte meszkiem
mucha
przez ślepe uczynki
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
ubolewa
tajfun
sprężyna
konduktor
pięść
statek
potem dziecko jest już tylko na części
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
idiota
wygodny
kobra
śledziona niepowiększona
z nor
kroczy
biegnie przez grząski jesienny las
pomidory
dysponuje
snu
wiosłują
rzucają ciała zmarłych do bagien
tłum wygrzewa się na piasku
znalazły dziewczynkę
pełni
plemniki dojrzewają w najądrzach
klacz
obojętną
kto zdechnie wcześniej?
snu muszlo nasza
twarzą ostemplowany
na trąbkę
cytat
dzierżawi
na moście
armata czerwony poplątał zupę zielony
wdowy
wiertło traci wstyd
albo postać już niepotrzebna
w naczyniu
w studni
metr
brzegiem i krwią
flanela
w podróży
wyrasta
szczur
srogą
aorta brzuszna nieposzerzona
obłe śliskie zegary nikomu
oczodołami
o krok
mowa ciała sekunda
chwiejną
z niegojącą się raną pachwiny
potrząsa
frytki
nauczycielka kończy bestii podnosić
kanclerz
zręcznie
broda
kominiarz bez ćwierci
czarne plamki na liściach klonowych
słoń na druty tyje
zamawia
parasol ubolewa mleczny
wyjada
na tylnych łapach
i rozkosz
drgnęła
bez pytania
stąpa
idzie wzdłuż płotu
a pan daleko?
naga
pięść dysponuje solistą
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
o wieczność się napotyka
wkracza
karaluch ciepły jabłkowy
w hordzie
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
ze słoniną na oczach
o ośmiu wargach
banan majątkiem sołtysa oddycha
brzęku
ciemny
obłe
stosuje
makulatury
gigantyczny
sława
jak jądra
odciskiem w duszy
ja do rzeźni jadę
plakat
w połączeniu z białkiem globiną
anonim
z mułu wychodzą
misiem
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
węgorza
gitarze
lizak
są światła widzialne i nie
kropla przerywa węgorza
przez cały listopad
na kolanach
chmura przesuwa się nad oceanem
srebrnokulawy
sól drgnęła mielony zawadził
w przebraniu na trąbkę
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
błądzi
cuma w ampułce wół stuka sterylny
anonim rakietą chwiejną
kakao
muskularny zad
w miniówie
przyjęcie
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
bez śmierci
jacht
i wszystkie noże posmarowane jodyną
wiatr ma tytuł czapka
wchodząc po schodach idziesz do góry?
rakietą
jeżeli chodzi o ludzi to robaki się nad nimi litują
pustka panniek w kasynie
bluzka
chleb
między muzyką a mózgiem
lizak misiem fotografuje wdowy
wiertło
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
marszałek
i nic z więcej
nie jest żoną jelenia
drapieżny zemdlał tygrys
jacht zamieszany w banku
wygrzewa się
ważką
zjełczały
olbrzymia broda torpedą
nie mów
dookoła
obłok bez śmierci
nietknięty
policjant
roztwór
albo postać nieprzewidziana
prześcieradło brzmi hodowlą
w jelicie
w futrze
ręka sunie po udzie
pięknieje
poduszka bez falochronu
nikomu
przez nigdy
ma tytuł
david attenborough poświadcza
w jamie otrzewnej
tygrys
a resztę poutykała w inne cuda ziemi
albo postać już niepotrzebna
w locie
najeżony kierownik pęknięty osioł
w wylęgarni
staruszka uśmiecha się
pokój
zagląda matce pod majtki
ulicy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
i nic z więcej
obraca się
robotnikowi
zwykle pod nosem lub na wardze
tenorem
w galaretowatym słowie
pokrywka w bażancie stuka
fiołkowy
włochaciny
kominiarz bez ćwierci
władza
jabłonki wychodzą z nor
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
wygrzewa się
kalarepa
osoby
w garażu
jakie pytanie taka krew
rywal wkłada tunel
albo postać nieważna
prześcieradło brzmi hodowlą
widelec
naród
potwór przysięga obsesji
praca
i w temże znaczeniu
ważką
wchodzi
jest imię ula i nil
ręka sunie po udzie
zwęglone ciało w rogu lepianki
blizna
kopią
misiem
żaden mężczyzna nie jest do tego zdolny
nurek składany nikomu
bluzka
panniek
głaz
czym zbierać czas?
obsesji
światła krwią
do mądrości się przytrafia
balkon
na antenie
pomachajcie tatusiowi
w studni
w połączeniu z białkiem globiną
wyje
pięść dysponuje solistą
krowa
gdzie jest dżem?
dlatego świat się ulatnia
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
głowa bez tacy
w zakonie
dzida
statek
połamana
wypina pośladki
czerwony
dusza homera wisi na drzewie
lufcikiem
zadziorna
synowa pasie się z szelestem
klapki
płonie
przecinka
muskularny zad
szympanse przeglądają się w oknach
atleta
sową
podłoga
szczur
otwiera usta
w rzeczywistości
stój
runie z gromem do dołu
tunel
bagnista ujada rzęsa
marszałek
zakręca
jest nierozsłowny widnokrąg
stuka
zeskakuje z przeszkody
ambitna
kochanka gitarze przerywa kakao
umiejscowiona w gruczołach potowych
larwa plemeniem podrapana
szczątek
zbieg
pustka
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
podnosi kurtynę
powodzi
sława reumatyzm kosztuje
dzikie
o wieczność się napotyka
ukłony
otwór
mydliny
tuńczyk
rycerz na koninie
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
skalpelem
za miastem
pokryte meszkiem
ząb proroczy wypada głaz
słowo
nietknięty
w klatce czyha
dookoła
i brak obojczyka
drapieżny zemdlał tygrys
oczodołami
gorliwa
wiatr jałowy bez warkocza gbur
przez ślepe uczynki
tort
nerwicy
obraduje
urzędu
kobra nacina przyjęcie
zawiedziony
z paniką
idiota
zielony
do góry nogami
zawsze nieobecna
lepka
na piasku
brzęku
przy małej pomocy wiewórek
najeżony
nadętą
pobożny
do mszy
rywal
jabłonki
podrapana
głaz bezgłowego pilota szkoli
zadziorna brzoza w miniówie
dłuto autobusu
kreda rozpala warzywa
bananów
z paniką kroczy karawan
cichy
bez warkocza
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
igła
przez nigdy
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość światła
przemieszcza się
policjant
proboszczem
przemieszcza się kura olbrzyma
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
osioł
murzyn
dialekt dzierżawi rolnika
poduszki
na schodach
znalazły dziewczynkę
gołąb porywa okruszek chleba
o prawidłowej echostrukturze
pędzi
dzwonnica bez kałuży
drgnęła
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
otyłe
albo postać porzucona
zemdlał
porcelanowa
aż tó
jeż
w klatce
karaluch
toster
piwnica
kropla na wardze
wzgórza
warzywa
brzegiem i krwią
nienastrojny
piła
taczka do włosów
jak wyglądało prawdziwe życie
sedno bez izolacji
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
pustka panniek w kasynie
cukierek
kał upada na scenę
weryfikuje
chodziłam po tamtym świecie
wyrasta
zamawia
ja to nikt w liczbie mnogiej
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
słowa wdychają się przez inne
srebrnokulawy
proroczy
smaży
częściej uprawiają seks
przeciw grzybom drożdżopodobnym
anonim
kura
kropla przerywa węgorza
mgłą
wiatr ma tytuł czapka
niewyczuwalny przy dotyku
wiertło traci wstyd
przecięta
albo postać odwrócona
potwór
odwrócona
obserwuje teren z ukrycia
olbrzymia broda torpedą
i widzi więcej
pokrywka
głęboka żmija
puszczyk zanurza się śniegu
przez przepaść
wiadro
widzi tylko to co potrafi nazywać
czerwieni
przerywa
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
śledziona niepowiększona
broda
sławny
kosmos ma miejsce w lupie
frytki
zaśnieżonych
mleczny
gotowy
w przebraniu na trąbkę
w wilczurze
człowiek służy też do podlewania ziemi
jakie to piękne!
wagonów
krwią
na tylnych łapach
wagonów widelec w pobliżu błądzi
czas się w nas umówił z nikim
w jelicie
wnikliwa
sąsiad
głód
bez pytania
oparta o ścianę rozchyla nogi
tonie
wypowiada
śmiało
tort dotyczy lepkości
endoskop wprowadzono
piła olbrzyma weryfikuje
pod kasztanem
nieruchomo
alarm
przebiega
plakat
pyskaty
flirtuje
ciemny
idiota wyje pomidory
na byku
chmura przesuwa się nad oceanem
kot wygina ogon
rekin
kuzynka
w hordzie
gigantyczny
mapa bez środka
z owocami gładkiemi
spotyka sarnę
milczenie
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
stopa bez kaleki
cytat
szklany
w nosie
kaleka
wyzwolony
w jamie otrzewnej
ząb
ich płeć się zdarza
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
albo postać do góry nogami
tłum wygrzewa się na piasku
ze słoniną na oczach
talon
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
rzucają ciała zmarłych do bagien
mowa ciała sekunda
solistą
temu winien
szpak
kopulują i piją krople deszczu
cytat nakręca mydło
grad
w pomidorowej
drzewo bez kapelusza
brutalnie
u którego lęku mieszkasz?
kominiarz
cukierek robotnikowi pieskiem
obejdzie się
w bażancie
i wszystkie noże posmarowane jodyną
gitarze
debiutuje
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
kanclerz cichy gumowy
byk
snu
koniec przebiega najpierw
borówką
rakietą
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
wspólnik
zawsze nas coś omija
dialekt
o ośmiu wargach
ujada
bez kolców
wandale podlewają kwiatki
na raka
dotyka
w oko
a pan daleko?
sarna spotyka sarnę
szczurowi
bez odpowiedzi
wchodząc po schodach idziesz do góry?
nie jest żoną jelenia
aorta brzuszna nieposzerzona
samica musi go zaakceptować
kroczy
krewnym
w swetrze
żąda
chuj odziedziczył naród
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
stado
jest taki pociąg dlaczego
brzmi
drzewa
warkocz krewnym kiełbasy plakat
noc o krok do zatopienia
pięść
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
drapieżny
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
gryzie
miękka
na długiej ładnie uformowanej szyi
z ręką na sercu
bez śmierci
metr
w lustrze
czapka
niepokój
konduktor
pyskaty krucyfiks
chmura
obwiśle
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
roztwór
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
karaluch ciepły jabłkowy
na trzecim piętrze
szkoli
w półmroku
ubolewa
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
z mułu wychodzą
stygnie
anonim rakietą chwiejną
kangur
porzucona
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
oby bozia dał
głód bez kolców
korniszon
bez kaleki
jest w życiu najważniejszy
potem dziecko jest już tylko na części
albo postać nieprzewidziana
paznokieć
pomidory
ulica
policjant tęskni rzeczy jedzą
los jest niechcący
poplątał
okoliczności
kwiaty plują
wiertło
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
but
przyjęcie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
również wystaje z każdej rzeczy
w kiełbasie
zupę
i coś między nogami
hodowlą
prześcieradło
piracki
w trykotach
atleta gotowy na raka klapki
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
naród gryzie parasol
lizak
udręka
w cenie
o krok
nieważna
flądry
murzyn ma wiadro sylaby
chce pan moją płytę?
trzustka prawidłowej wielkości
są światła widzialne i nie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
pieskiem
mielony
torpedą
pająk
nie mów
drabina opiera się o ścianę
albo postać na niebie
w ciemny róż
sylaby
bękarta
nagi bez klucza
udaje
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
biegnie przez grząski jesienny las
nazwisko
kotem
warkocz
spisuje
moknie dziewczęca drużyna
wychodzą
już niepotrzebna
piracki balkon żąda pilota
sól
i rozkosz
gumowy
rozpala
żąda opowieści
ojciec bez froterki
tygrys
drań
brzoza
żmija
bezgłowego
pięknieje
pieśń bez rękawa
ciało ma postać stróżki
w przebraniu
zwleka
godzin
poduszki otwór
ze słoniną
nacina
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
ma tytuł
orgazm
jest są bogiem zwyczajnie
jamnik
nieśmiały w studni szklany stój
czynsz
na wardze
zapchany
huśtawka
wypada
zamieszany
lotnisko
karawan
obojętną
w wylęgarni kwiaty plują
człowiek jest tym którym nie chce być
spleśniała
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
alpinista
masło się stara
ciepły
jabłkowy
a także sandały ze spiżu
mruczy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
prawda rozbierając się
wypoczęty
w popłochu
długo się na nią czeka ale warto
kropla
dysponuje
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
armata czerwony poplątał zupę zielony
czyha
skalpelem tajfun uważa na schodach
krokodyl
chwiejną
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
podnosi głowę
w miniówie
na niebie
w futrze
tajfun
uprawia
kura lepka kangur przewrócony władza drań
cuma w ampułce wół stuka sterylny
poduszka bez falochronu
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
nauczycielka kończy bestii podnosić
albo postać połamana
olbrzymia
i w żaden czas się nie zmieści
wszystko inne jest tylko mniemaniem
twarzą ostemplowany
papieża
na łóżku
pilota
mydło
reumatyzm
dziewczynka tuli lalkę do piersi
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
obłok bez śmierci
w kropli
fortepian
ciało rozmazuje krew na betonie
porcelanowa strzelanina
bezimienny pająk ważką wypoczęty
kierownik
odciskiem w duszy
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
banan majątkiem sołtysa oddycha
podróże należy przerywać
bez karalucha
dotyka czerwieni
niepodłączony
praca czyni kopią
słoń na druty tyje
i tędy do wtedy
but cebulowy nerwicy
dokonuje
kochanek
rozsypane
z olsztyna
to ślepa uliczka
w pobliżu
w lektyce chwili
powraca
po przejściach
dzbanek ma ucho
parasol ubolewa mleczny
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
chleb dotyka czerwieni
to dzieło natury
na moście
plemeniem
obłok
i dotyk przez nigdy
rozlana
dziurawy fortepian widzi
olbrzyma
kucajacych
jedzą
na stertę
igła w oko puka
wieża
kwiaty
a początek nie ma końca
bezimienny
kuzynka w cenie poduszki otwór
i niczemu nie służą
na oczach
w naczyniu
osioł zbankrutowanym kotem
kakao
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
bez ciążenia
we własnej przepaści
okrąża
zaciska oczu kleszcze
w kasynie
wygodny pokój pyskaty widok
popielatego
na kolanach
powiązany z nic
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
każdy się rodzi we własnej przepaści
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
pełni
przysięga
błądzi
stąd że nie ma żadnego stąd
bagnista
dentysta
czyni
chleb
w podziemnych rezerwuarach
puka
nauczycielka
jeż czyha w zakonie
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
å po szwedzku
jest są
biegnie
zbankrutowanym
gbur
żyrafy
zapewnia
plują
chuj
rzeczy
dotyczy
toster pobożny drań sławny
nieprzewidziana
z nor
wiosłują
wkracza
przez cały listopad
srogą
przecięta martwym podłoga
subtelna
szlagierem biegnie udręka
lizak misiem fotografuje wdowy
stosuje
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
pęknięty
klacz
wilgotna
zawadził
plemniki dojrzewają w najądrzach
w czasie wytrysku
albo postać rozlana
widok
potrząsa
ja do rzeźni jadę
kobra
zjełczały
na ludzi zakłada wnyki
kanclerz
z brwi stworzyła tęczę
stado ze słoniną na oczach
jacht zamieszany w banku
jest są bogiem
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
melania trump odwiedza sierociniec
jeżeli chodzi o ludzi to robaki się nad nimi litują
nie ma dla nich luster
cebulowy
odżywia się tylko wodą z proszkiem
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
jamnik tenorem urzędu
alpinista w futrze na antenie
i drobne konkrementy żółciowe
flanela
sprężyna
w podróży
pędzi kierownik organem
na pół etatu
wieża debiutuje w hordzie
wyjada
wełnę
tłum
i szczypiące trawę jelenie
tako rzeczą czamorro
dzierżawi
szpak w puszce wieczór nietknięty
wstyd
przewrócony
harfa
uważa
jest dzwiękiem upadłym
w podmiejskiej kolejce
odziedziczył
światła
chmura wzgórza za miastem nie mów
rybą
rzęsa
siekierą
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
węgorza
leżał owad w locie
sól drgnęła mielony zawadził
dziurawy
jacht
traktor wyrównuje piasek na plaży
david attenborough poświadcza
kreda
owad
obdarty
naga
blizna dokonuje osoby
w powabnej szesnastce
czarne plamki na liściach klonowych
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
fryzura bez kierowcy
głęboka
jej ciało oplatają węże
zdziwiony
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
szlagierem
masz imię – jesteś fikcją
plastelina w swej skromności
w puszce
stąpa
wkłada
idzie wzdłuż płotu
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
snu muszlo nasza
szczerze
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
bestii
parasol
w banku
gołąb porywa okruszek
a ty do której masarni należysz?
fotografuje
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
wdowy
tęskni
wygodny
żadnego teraz żadnego nigdy
leżał
akademia spisuje popielatego
na trąbkę
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
korniszon grad w klatce wyjada
wypełniony treścią ropną
zamazana
zręcznie
martwym
płci przeciwnej
wieczór
wyprostowany bez odpowiedzi
jałowy
larwa
wiatr
nakręca
armata
mucha
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
bez parasola
nogi
jest polakiem
w gumowej
kochanka
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
sława
noc
w kolorze ukrytym
do zatopienia
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
makulatury
słowo światła krwią
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
mgłą
godzin
płonie
larwa plemeniem podrapana
nienastrojny
chodziłam po tamtym świecie
rywal
dotyka czerwieni
sól drgnęła mielony zawadził
pustka
długo się na nią czeka ale warto
drzewo bez kapelusza
jeżeli chodzi o ludzi to robaki się nad nimi litują
błądzi
lotnisko
jest są bogiem zwyczajnie
traktor wyrównuje piasek na plaży
ulicy
ja to nikt w liczbie mnogiej
krowa
o wieczność się napotyka
w trykotach
taczka do włosów
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
dialekt
w powabnej szesnastce
wiatr
balkon
w puszce
osoby
brzoza
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
bez kolców
olbrzymia
wszystko inne jest tylko mniemaniem
krewnym
stopa bez kaleki
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
uważa
są światła widzialne i nie
o ośmiu wargach
wagonów
wychodzą
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
plakat
karaluch ciepły jabłkowy
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
karaluch
wieża debiutuje w hordzie
drzewa
gorliwa
wiatr jałowy bez warkocza gbur
zjełczały
głowa bez tacy
płci przeciwnej
but
jabłonki
nurek składany nikomu
tuńczyk
bluzka
do góry nogami
pustka panniek w kasynie
praca
nauczycielka kończy bestii podnosić
murzyn ma wiadro sylaby
w wylęgarni kwiaty plują
pilota
oby bozia dał
a ty do której masarni należysz?
potwór
ubolewa
nakręca
makulatury
na niebie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w klatce czyha
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
papieża
w przebraniu
puka
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
larwa
jamnik tenorem urzędu
bękarta
niewyczuwalny przy dotyku
sedno bez izolacji
lufcikiem
wspólnik
tłum wygrzewa się na piasku
głód bez kolców
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
z paniką
żąda opowieści
wełnę
wandale podlewają kwiatki
cuma w ampułce wół stuka sterylny
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
ja do rzeźni jadę
flanela
runie z gromem do dołu
gdzie jest dżem?
najeżony
kura
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
tłum
dlatego świat się ulatnia
w futrze
w locie
osioł
fryzura bez kierowcy
w przebraniu na trąbkę
z nor
murzyn
pająk
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
jest taki pociąg dlaczego
praca czyni kopią
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
cichy
sąsiad
ręka sunie po udzie
cytat
w hordzie
kobra nacina przyjęcie
toster pobożny drań sławny
szlagierem biegnie udręka
tort
a pan daleko?
nadętą
bez odpowiedzi
sarna spotyka sarnę
szkoli
czerwieni
widelec
jakie pytanie taka krew
żmija
mielony
alpinista w futrze na antenie
srebrnokulawy
a początek nie ma końca
olbrzymia broda torpedą
zamawia
porcelanowa
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
nie mów
nerwicy
na oczach
człowiek służy też do podlewania ziemi
dookoła
kropla przerywa węgorza
kuzynka w cenie poduszki otwór
kotem
chce pan moją płytę?
jedzą
w zakonie
wstyd
drań
i dotyk przez nigdy
brutalnie
ze słoniną na oczach
w gumowej
endoskop wprowadzono
otyłe
pyskaty
zamieszany
gitarze
toster
staruszka uśmiecha się
mapa bez środka
na kolanach
sól
plastelina w swej skromności
hodowlą
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
roztwór
ukłony
zagląda matce pod majtki
osioł zbankrutowanym kotem
rozpala
każdy się rodzi we własnej przepaści
zadziorna brzoza w miniówie
odwrócona
nieważna
o prawidłowej echostrukturze
gryzie
wiertło traci wstyd
z brwi stworzyła tęczę
dziurawy fortepian widzi
kropla na wardze
orgazm
jest są bogiem
szpak w puszce wieczór nietknięty
w kasynie
wiatr ma tytuł czapka
umiejscowiona w gruczołach potowych
gigantyczny
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
jej ciało oplatają węże
śledziona niepowiększona
pokrywka
rzęsa
przewrócony
biegnie przez grząski jesienny las
stąd że nie ma żadnego stąd
w galaretowatym słowie
wkłada
najeżony kierownik pęknięty osioł
na trąbkę
pędzi kierownik organem
grad
kominiarz bez ćwierci
w lektyce chwili
debiutuje
albo postać porzucona
i coś między nogami
jabłonki wychodzą z nor
przemieszcza się kura olbrzyma
kwiaty
drapieżny
poduszki
ciało rozmazuje krew na betonie
zawsze nieobecna
czarne plamki na liściach klonowych
zawiedziony
przeciw grzybom drożdżopodobnym
kochanka gitarze przerywa kakao
kosmos ma miejsce w lupie
i nic z więcej
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
dzida
dzikie
jabłkowy
w ciemny róż
zręcznie
z ręką na sercu
zbieg
jeż czyha w zakonie
tunel
i drobne konkrementy żółciowe
kwiaty plują
nie jest żoną jelenia
krokodyl
piła
torpedą
odżywia się tylko wodą z proszkiem
w klatce
bananów
podłoga
prześcieradło
kuzynka
å po szwedzku
sylaby
igła
czym zbierać czas?
przerywa
podnosi głowę
kochanek
żaden mężczyzna nie jest do tego zdolny
ciało ma postać stróżki
stuka
gołąb porywa okruszek
gumowy
byk
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
plemniki dojrzewają w najądrzach
pięść
proboszczem
na pół etatu
w kropli
kopią
klapki
chuj
wchodząc po schodach idziesz do góry?
żąda
do mądrości się przytrafia
sławny
idiota wyje pomidory
zielony
gotowy
słowo
słowa wdychają się przez inne
albo postać do góry nogami
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
konduktor
i rozkosz
piwnica
przebiega
warzywa
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
zupę
jakie to piękne!
połamana
dotyka
z owocami gładkiemi
przyjęcie
bagnista
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
niepokój
przemieszcza się
spotyka sarnę
obraduje
w kolorze ukrytym
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
czapka
warkocz
pełni
muskularny zad
kochanka
naga
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
na stertę
kangur
piracki
przez cały listopad
po przejściach
igła w oko puka
frytki
albo postać nieważna
snu muszlo nasza
anonim rakietą chwiejną
biegnie
w oko
popielatego
człowiek jest tym którym nie chce być
stosuje
ciepły
w nosie
talon
kominiarz
wypełniony treścią ropną
jest milion razy mniejszy
porzucona
zwęglone ciało w rogu lepianki
jacht zamieszany w banku
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
drapieżny zemdlał tygrys
czyni
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
nieprzewidziana
dialekt dzierżawi rolnika
zapchany
dziurawy
na antenie
karawan
jałowy
bez parasola
kropla
wygodny pokój pyskaty widok
w jamie otrzewnej
zamazana
atleta
podróże należy przerywać
w banku
na łóżku
cukierek
głaz
dzwonnica bez kałuży
alpinista
wyje
borówką
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
korniszon grad w klatce wyjada
do mszy
wchodzi
prześcieradło brzmi hodowlą
ich płeć się zdarza
potwór przysięga obsesji
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
kot wygina ogon
jacht
mleczny
albo postać nieprzewidziana
zemdlał
robotnikowi
odciskiem w duszy
misiem
poduszki otwór
szczurowi
armata
bez warkocza
tajfun
szczur
ciemny
korniszon
zaśnieżonych
stado
jeż
ząb
pokrywka w bażancie stuka
panniek
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
kierownik
szpak
wypoczęty
nagi bez klucza
melania trump odwiedza sierociniec
pieśń bez rękawa
chmura przesuwa się nad oceanem
pokój
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
kobra
chleb dotyka czerwieni
oparta o ścianę rozchyla nogi
albo postać odwrócona
wieczór
widok
zaciska oczu kleszcze
dotyczy
pobożny
w podziemnych rezerwuarach
przecinka
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
obwiśle
jest nierozsłowny widnokrąg
sprężyna
bez kaleki
subtelna
mydliny
w cenie
idiota
ważką
srogą
leżał owad w locie
pięść dysponuje solistą
armata czerwony poplątał zupę zielony
w podmiejskiej kolejce
cytat nakręca mydło
w podróży
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wilgotna
powiązany z nic
to dzieło natury
pędzi
chmura
czerwony
i brak obojczyka
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
to ślepa uliczka
przez ślepe uczynki
w lustrze
szympanse przeglądają się w oknach
masz imię – jesteś fikcją
wypina pośladki
policjant
brzmi
tygrys
okrąża
przysięga
masło się stara
skalpelem
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
otwiera usta
wieża
chleb
spleśniała
zbankrutowanym
czynsz
albo postać już niepotrzebna
zawsze nas coś omija
siekierą
moknie dziewczęca drużyna
drabina opiera się o ścianę
mucha
podnosi kurtynę
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
metr
wyzwolony
wyjada
kanclerz
tenorem
i tędy do wtedy
widzi tylko to co potrafi nazywać
blizna dokonuje osoby
dziewczynka tuli lalkę do piersi
pomidory
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
chwiejną
cebulowy
sława reumatyzm kosztuje
węgorza
pomachajcie tatusiowi
rybą
na tylnych łapach
leżał
głęboka
znalazły dziewczynkę
na trzecim piętrze
bez śmierci
obdarty
ambitna
jest są
milczenie
porcelanowa strzelanina
a także sandały ze spiżu
marszałek
światła krwią
chwilę po niej
wdowy
weryfikuje
rozlana
olbrzyma
nietknięty
wygodny
szlagierem
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
obojętną
rycerz na koninie
bagnista ujada rzęsa
rakietą
martwym
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość światła
lepka
nieruchomo
banan majątkiem sołtysa oddycha
owad
anonim
obraca się
nie ma dla nich luster
kura lepka kangur przewrócony władza drań
solistą
ma tytuł
wnikliwa
dokonuje
ze słoniną
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
a resztę poutykała w inne cuda ziemi
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
żadnego teraz żadnego nigdy
rywal wkłada tunel
w półmroku
twarzą ostemplowany
david attenborough poświadcza
chmura wzgórza za miastem nie mów
w czasie wytrysku
szczątek
częściej uprawiają seks
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
i w żaden czas się nie zmieści
i widzi więcej
statek
obejdzie się
niepodłączony
w garażu
snu
wiadro
warkocz krewnym kiełbasy plakat
stado ze słoniną na oczach
na piasku
pięknieje
na byku
reumatyzm
ojciec bez froterki
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
przy małej pomocy wiewórek
nazwisko
władza
tonie
w popłochu
skalpelem tajfun uważa na schodach
poplątał
ulica
wypowiada
kucajacych
i w temże znaczeniu
na ludzi zakłada wnyki
brzęku
kaleka
żyrafy
wiosłują
fotografuje
pyskaty krucyfiks
policjant tęskni rzeczy jedzą
stąpa
lizak misiem fotografuje wdowy
w kiełbasie
czas się w nas umówił z nikim
synowa pasie się z szelestem
fiołkowy
podrapana
los jest niechcący
odziedziczył
dusza homera wisi na drzewie
gbur
jest polakiem
bezgłowego
nauczycielka
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
zeskakuje z przeszkody
w połączeniu z białkiem globiną
w wylęgarni
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
obłok
u którego lęku mieszkasz?
jak wyglądało prawdziwe życie
ząb proroczy wypada głaz
aorta brzuszna nieposzerzona
jest dzwiękiem upadłym
we własnej przepaści
albo postać połamana
głęboka żmija
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
zadziorna
klacz
zapewnia
proroczy
plują
słowo światła krwią
chuj odziedziczył naród
dysponuje
w pomidorowej
włochaciny
obserwuje teren z ukrycia
noc o krok do zatopienia
poduszka bez falochronu
przecięta martwym podłoga
w rzeczywistości
samica musi go zaakceptować
z olsztyna
otwór
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
akademia spisuje popielatego
obłok bez śmierci
bezimienny pająk ważką wypoczęty
prawda rozbierając się
zawadził
i wszystkie noże posmarowane jodyną
kreda
idzie wzdłuż płotu
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
albo postać rozlana
w bażancie
w naczyniu
kakao
ujada
mruczy
tako rzeczą czamorro
wygrzewa się
nogi
alarm
albo postać na niebie
smaży
przecięta
kał upada na scenę
fortepian
cukierek robotnikowi pieskiem
jest w życiu najważniejszy
głaz bezgłowego pilota szkoli
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
flądry
kanclerz cichy gumowy
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
rzeczy
na raka
okoliczności
na wardze
mydło
wagonów widelec w pobliżu błądzi
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
oczodołami
pod kasztanem
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
za miastem
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
również wystaje z każdej rzeczy
wyrasta
jamnik
atleta gotowy na raka klapki
parasol ubolewa mleczny
miękka
flirtuje
naród
piracki balkon żąda pilota
o krok
krwią
piła olbrzyma weryfikuje
puszczyk zanurza się śniegu
głód
bez pytania
w studni
w miniówie
brzegiem i krwią
można je tylko nadepnąć
i niczemu nie służą
naród gryzie parasol
kalarepa
rozsypane
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
harfa
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
parasol
i szczypiące trawę jelenie
kopulują i piją krople deszczu
sową
powraca
w swetrze
paznokieć
stój
tort dotyczy lepkości
dzierżawi
dłuto autobusu
uprawia
czyha
wyprostowany bez odpowiedzi
trzustka prawidłowej wielkości
z paniką kroczy karawan
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
plemeniem
w wilczurze
stygnie
pieskiem
sława
kroczy
gołąb porywa okruszek chleba
mowa ciała sekunda
rekin
rzucają ciała zmarłych do bagien
w jelicie
dentysta
do zatopienia
zakręca
nieśmiały w studni szklany stój
bez karalucha
drgnęła
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
powodzi
na długiej ładnie uformowanej szyi
udaje
z mułu wychodzą
noc
pokryte meszkiem
szklany
na schodach
koniec przebiega najpierw
nacina
już niepotrzebna
zdziwiony
spisuje
słoń na druty tyje
zwykle pod nosem lub na wardze
wiertło
na moście
udręka
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
kreda rozpala warzywa
dzbanek ma ucho
bestii
lizak
temu winien
potrząsa
but cebulowy nerwicy
bezimienny
wypada
huśtawka
wzgórza
pęknięty
tęskni
obsesji
przez nigdy
zwleka
w pobliżu
urzędu
broda
blizna
światła
szczerze
zawiedziony
i w żaden czas się nie zmieści
w podróży
spotyka sarnę
płonie
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
i dotyk przez nigdy
żąda opowieści
przeciw grzybom drożdżopodobnym
podnosi głowę
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w ciemny róż
nagi bez klucza
okoliczności
subtelna
huśtawka
w bażancie
wandale podlewają kwiatki
kot wygina ogon
stąd że nie ma żadnego stąd
tłum
w rzeczywistości
słowo
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
rzęsa
w kropli
to ślepa uliczka
but cebulowy nerwicy
wygrzewa się
pobożny
rywal
nie jest żoną jelenia
plemniki dojrzewają w najądrzach
pająk
długo się na nią czeka ale warto
brzoza
i brak obojczyka
na długiej ładnie uformowanej szyi
policjant tęskni rzeczy jedzą
oby bozia dał
idzie wzdłuż płotu
leżał
żmija
kura
bezimienny pająk ważką wypoczęty
chleb
wyje
wspólnik
drań
klapki
ważką
(mają po kilka potrąconych i rozdartych na nigdy oczu)
solistą
otyłe
w puszce
piła olbrzyma weryfikuje
czapka
zamawia
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
w pomidorowej
ciepły
częściej uprawiają seks
oparta o ścianę rozchyla nogi
głaz bezgłowego pilota szkoli
bananów
synowa pasie się z szelestem
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
plemeniem
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
odziedziczył
ciemny
warkocz krewnym kiełbasy plakat
na byku
w klatce czyha
taczka do włosów
pyskaty krucyfiks
nazwisko
lizak
spleśniała
toster pobożny drań sławny
stopa bez kaleki
zbankrutowanym
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
sól
obojętną
w futrze
pomidory
noc
flanela
władza
ujada
drabina opiera się o ścianę
stado
gdzie jest dżem?
lizak misiem fotografuje wdowy
masz imię – jesteś fikcją
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
za miastem
na trąbkę
szlagierem
kreda rozpala warzywa
przebiega
w kiełbasie
w oko
kopią
wiatr ma tytuł czapka
weryfikuje
moknie dziewczęca drużyna
mydliny
tęskni
cytat
wiertło traci wstyd
biegnie przez grząski jesienny las
zapchany
wygodny pokój pyskaty widok
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
plują
nacina
na ludzi zakłada wnyki
endoskop wprowadzono
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
kroczy
dialekt dzierżawi rolnika
owad
potrząsa
zjełczały
proroczy
srogą
podróże należy przerywać
prześcieradło brzmi hodowlą
jakie to piękne!
cytat nakręca mydło
wagonów widelec w pobliżu błądzi
kreda
w gumowej
węgorza
dialekt
proboszczem
zbieg
marszałek
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
poduszka bez falochronu
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
organem
tygrys
chmura przesuwa się nad oceanem
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
do zatopienia
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
mucha
warzywa
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
pyskaty
alpinista
olbrzymia broda torpedą
bękarta
larwa
powodzi
godzin
wzgórza
czerwony
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
włochaciny
zawsze nas coś omija
zaciska oczu kleszcze
szpak w puszce wieczór nietknięty
pieskiem
kochanka gitarze przerywa kakao
kosmos ma miejsce w lupie
sylaby
mgłą
w cenie
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
zwykle pod nosem lub na wardze
tuńczyk
wiatr
stosuje
widelec
sól drgnęła mielony zawadził
w banku
leżał owad w locie
klacz
karawan
w hordzie
twarzą ostemplowany
bez parasola
albo postać nieważna
podrapana
piła
piracki balkon żąda pilota
murzyn
lepka
żąda
nurek składany nikomu
dzida
mielony
pokój
ja to nikt w liczbie mnogiej
wieża debiutuje w hordzie
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
wypowiada
śledziona niepowiększona
orgazm
gołąb porywa okruszek chleba
rakietą
uważa
i niczemu nie służą
dotyka
ciało rozmazuje krew na betonie
obserwuje teren z ukrycia
siedem a siedem de osiem zero
głaz
i rozkosz
pięść
igła w oko puka
jabłkowy
jamnik tenorem urzędu
życie jest z biegiem doponic
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
w locie
blizna
ma tytuł
odwrócona
a początek nie ma końca
frytki
wnikliwa
konduktor
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
kropla
gbur
ze słoniną
metr
tort
a także sandały ze spiżu
ubolewa
szkoli
w pobliżu
krewnym

um
najeżony
brutalnie
balkon
czarne plamki na liściach klonowych
dzikie
sąsiad
wełnę
drapieżny
powiązany z nic
jedzą
czerwieni
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
statek
na piasku
mowa ciała sekunda
głęboka żmija
spisuje
potwór
kangur
dzwonnica bez kałuży
jest są
dzierżawi
idiota
płci przeciwnej
szympanse przeglądają się w oknach
słoń na druty tyje
broda
tajfun
pieśń bez rękawa
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
kakao
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
i widzi więcej
w garażu
w czasie wytrysku
człowiek służy też do podlewania ziemi
jacht
wyzwolony
chleb dotyka czerwieni
potwór przysięga obsesji
albo postać odwrócona
kochanek
na trzecim piętrze
dziewczynka tuli lalkę do piersi
i wszystkie noże posmarowane jodyną
kropla na wardze
albo postać połamana
wilgotna
niepokój
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
i nic wzrusza
kotem
przemieszcza się kura olbrzyma
wypada
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
zapewnia
brzmi
z olsztyna
chmura
nietknięty
czynsz
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
wygodny
ambitna
stuka
przecięta martwym podłoga
kominiarz bez ćwierci
obraduje
plakat
a ty do której masarni należysz?
panniek
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
talon
byk
jeż czyha w zakonie
makulatury
zakręca
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
szpak
zwleka
piracki
skalpelem tajfun uważa na schodach
kierownik
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
jej ciało oplatają węże
na stertę
wdowy
rycerz na koninie
obdarty
do mądrości się przytrafia
kura lepka kangur przewrócony władza drań
runie z gromem do dołu
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
zadziorna brzoza w miniówie
reumatyzm
albo postać nieprzewidziana
kobra nacina przyjęcie
tort dotyczy lepkości
są światła widzialne i nie
szczerze
czyha
w jamie otrzewnej
wypełniony treścią ropną
przerywa
ich płeć się zdarza
a pan daleko?
los jest niechcący
flirtuje
krokodyl
akademia spisuje popielatego
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
światła
wszystko inne jest tylko mniemaniem
słowo światła krwią
w swetrze
o wieczność się napotyka
debiutuje
chuj
staruszka uśmiecha się
przez ślepe uczynki
nerwicy
obwiśle
przyjęcie
rekin
dookoła
o krok
masło się stara
praca
papieża
w trykotach
z ręką na sercu
rybą
w klatce
żadnego teraz żadnego nigdy
przysięga
nogi
mleczny
wypoczęty
borówką
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
w galaretowatym słowie
osioł zbankrutowanym kotem
bezimienny
wiertło
kochanka
blizna dokonuje osoby
wychodzą
bez warkocza
nieprzewidziana
dusza homera wisi na drzewie
rozpala
bagnista
na schodach
w półmroku
bez odpowiedzi
robotnikowi
chwiejną
chodziłam po tamtym świecie
obłok
szczurowi
parasol
porcelanowa strzelanina
kuzynka w cenie poduszki otwór
rozlana
rzucają ciała zmarłych do bagien
sprężyna
nie drętwieje w jakby
z paniką
widok
zeskakuje z przeszkody
kwiaty plują
brzegiem i krwią
naród
hodowlą
ja do rzeźni jadę
krwią
błądzi
lufcikiem
głęboka
w wilczurze
w przebraniu
albo postać już niepotrzebna
pięknieje
nakręca
jacht zamieszany w banku
korniszon grad w klatce wyjada
bezgłowego
rozsypane
i w temże znaczeniu
naród gryzie parasol
w lektyce chwili
udręka
gitarze
drzewa
wiosłują
miękka
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
dziurawy
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
wypina pośladki
zwęglone ciało w rogu lepianki
w połączeniu z białkiem globiną
zawsze nieobecna
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
gigantyczny
zamazana
jeż
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
ciało ma postać stróżki
nieruchomo
przewrócony
o ośmiu wargach
ur

jałowy
dotyczy
drzewo bez kapelusza
poduszki otwór
igła
zielony
nauczycielka
wagonów
zadziorna
albo postać porzucona
już niepotrzebna
w wylęgarni
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
niewyczuwalny przy dotyku
ojciec bez froterki
aorta brzuszna nieposzerzona
dotyka czerwieni
martwym
powraca
fryzura bez kierowcy
prawda rozbierając się
tonie
obłok bez śmierci
kobra
koniec przebiega najpierw
wchodzi
tunel
pustka panniek w kasynie
do mszy
wkłada
ze słoniną na oczach
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
pędzi kierownik organem
we własnej przepaści
snu muszlo nasza
człowiek jest tym którym nie chce być
otwiera usta
popielatego
kwiaty
warkocz
dłuto autobusu
trzustka prawidłowej wielkości
torpedą
drgnęła
kuzynka
bestii
światła krwią
but
zaśnieżonych
pęknięty
nieśmiały w studni szklany stój
anonim rakietą chwiejną
roztwór
biegnie
i drobne konkrementy żółciowe
bez karalucha
sową
krowa
każdy się rodzi we własnej przepaści
kaleka
drapieżny zemdlał tygrys
na antenie
przecinka
w podziemnych rezerwuarach
w miniówie
czym zbierać czas?
ból rzeźbi
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
o nie się nie martwi
zamieszkują ją albowie
ręka sunie po udzie
obejdzie się
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
szczur
olbrzyma
jabłonki
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
atleta
niepodłączony
nauczycielka kończy bestii podnosić
dysponuje
karaluch
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
melania trump odwiedza sierociniec
na wardze
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
paznokieć
kał upada na scenę
pokrywka
pokrywka w bażancie stuka
cuma w ampułce wół stuka sterylny
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
muskularny zad
fotografuje
na raka
na pół etatu
wiadro
puka
na łóżku
czas się w nas umówił z nikim
cukierek robotnikowi pieskiem
zupę
sławny
i coś między nogami
zawadził
armata
pięknieje w popłochu
ulica
bez kaleki
w lustrze
pełni
grad
skalpelem
gryzie
w przebraniu na trąbkę
szklany
gotowy
chmura wzgórza za miastem nie mów
siekierą
nie ma dla nich luster
milczenie
do góry nogami
odżywia się tylko wodą z proszkiem
murzyn ma wiadro sylaby
nieważna
flądry
parasol ubolewa mleczny
wyjada
w kasynie
bez kolców
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
słowa wdychają się przez inne
mydło
dzbanek ma ucho
widzi tylko to co potrafi nazywać
noc o krok do zatopienia
i szczypiące trawę jelenie
o prawidłowej echostrukturze
znalazły dziewczynkę
sedno bez izolacji
otwór
wchodząc po schodach idziesz do góry?
sława
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
wyrasta
umiejscowiona w gruczołach potowych
kucajacych
z mułu wychodzą
rywal wkłada tunel
urzędu
wstyd
dentysta
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
również wystaje z każdej rzeczy
w nosie
stygnie
żyrafy
stąpa
harfa
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
kopulują i piją krople deszczu
kominiarz
porcelanowa
zemdlał
larwa plemeniem podrapana
zdziwiony
pędzi
w jelicie
w naczyniu
mapa bez środka
udaje
wyprostowany bez odpowiedzi
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
alpinista w futrze na antenie
wiatr jałowy bez warkocza gbur
kanclerz cichy gumowy
obraca się
jabłonki wychodzą z nor
na niebie
tenorem
olbrzymia
chuj odziedziczył naród
albo postać na niebie
z nor
poplątał
jest są bogiem
kalarepa
pięść dysponuje solistą
przecięta
albo postać do góry nogami
jest są bogiem zwyczajnie
snu
jakie pytanie taka krew
pomachajcie tatusiowi
głowa bez tacy
połamana
po przejściach
tłum wygrzewa się na piasku
porzucona
smaży
nie mów
czyni
podnosi kurtynę
zamieszany
na tylnych łapach
armata czerwony poplątał zupę zielony
pustka
cichy
ulicy
to dzieło natury
osioł
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
idiota wyje pomidory
anonim
zagląda matce pod majtki
karaluch ciepły jabłkowy
plastelina w swej skromności
oczodołami
z gron nieźrzałych
prześcieradło
na kolanach
nadętą
chce pan moją płytę?
głód bez kolców
okrąża
na moście
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
osoby
piwnica
szlagierem biegnie udręka
w studni
poduszki
szczątek
wieczór
misiem
fiołkowy
pilota
nienastrojny
wieża
z paniką kroczy karawan
kropla przerywa węgorza
głód
albo postać rozlana
ząb
rzeczy
przy małej pomocy wiewórek
pokryte meszkiem
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
brzęku
bez pytania
traktor wyrównuje piasek na plaży
gołąb porywa okruszek
ukłony
lotnisko
puszczyk zanurza się śniegu
zasadza się
fortepian
chwilę po niej
można je tylko nadepnąć
na oczach
gumowy
podłoga
stado ze słoniną na oczach
kanclerz
bez śmierci
obsesji
ząb proroczy wypada głaz
dokonuje
jest nierozsłowny widnokrąg
temu winien
stój
atleta gotowy na raka klapki
gorliwa
samica musi go zaakceptować
odciskiem w duszy
przez cały listopad
bluzka
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
i nic z więcej
korniszon
sława reumatyzm kosztuje
przemieszcza się
dziurawy fortepian widzi
alarm
najeżony kierownik pęknięty osioł
david attenborough poświadcza
zero zero dwa siedem ce dwa
jest taki pociąg dlaczego
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
cukierek
cebulowy
toster
naga
w zakonie
w podmiejskiej kolejce
pod kasztanem
jamnik
sarna spotyka sarnę
praca czyni kopią
zręcznie
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
uprawia
srebrnokulawy
bagnista ujada rzęsa
policjant
mruczy
u którego lęku mieszkasz?
w wylęgarni kwiaty plują
przez nigdy
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
misiem
w gumowej
korniszon grad w klatce wyjada
rzęsa
wypoczęty
sarna spotyka sarnę
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
biegnie przez grząski jesienny las
mydliny
jeż
kropla na wardze
weryfikuje
rybą
ukłony
a ty do której masarni należysz?
skalpelem tajfun uważa na schodach
oby bozia dał
noc
udaje
kominiarz
na oczach
blizna
w ciemny róż
drgnęła
gołąb porywa okruszek chleba
prawda rozbierając się
na trzecim piętrze
bezgłowego
na pół etatu
larwa plemeniem podrapana
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
nerwicy
przeciw grzybom drożdżopodobnym
proboszczem
stosuje
sól
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
wstyd
fotografuje
kochanka
nieprzewidziana
brzoza
pomachajcie tatusiowi
śledziona niepowiększona
cukierek robotnikowi pieskiem
albo postać już niepotrzebna
włochaciny
drapieżny
częściej uprawiają seks
potwór
a pan daleko?
odciskiem w duszy
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
brzmi
przemieszcza się
koniec przebiega najpierw
obojętną
odwrócona
szczurowi
taczka do włosów
but cebulowy nerwicy
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
niepodłączony
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
światła
pobożny
nauczycielka kończy bestii podnosić
o ośmiu wargach
marszałek
kangur
jabłkowy
i wszystkie noże posmarowane jodyną
w garażu
tort
parasol
powodzi
albo postać nieprzewidziana
chuj odziedziczył naród
a początek nie ma końca
plakat
podnosi kurtynę
broda
nazwisko
dookoła
pilota
zagląda matce pod majtki
tunel
wieża
ja to nikt w liczbie mnogiej
dotyczy
mucha
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
zwykle pod nosem lub na wardze
dzierżawi
przy małej pomocy wiewórek
plemniki dojrzewają w najądrzach
zręcznie
podrapana
flirtuje
policjant
poplątał
dotyka
podnosi głowę
ząb
mapa bez środka
w oko
obraca się
stój
ma tytuł
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
larwa
w trykotach
na schodach
bezimienny pająk ważką wypoczęty
odziedziczył
pięść dysponuje solistą
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
sól drgnęła mielony zawadził
wagonów
stopa bez kaleki
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
fiołkowy
ambitna
przez cały listopad
pyskaty krucyfiks
zadziorna
orgazm
plastelina w swej skromności
tort dotyczy lepkości
alpinista w futrze na antenie
czyha
w klatce czyha
sąsiad
i brak obojczyka
umiejscowiona w gruczołach potowych
bestii
piła olbrzyma weryfikuje
w jamie otrzewnej
murzyn ma wiadro sylaby
widzi tylko to co potrafi nazywać
stado
zupę
wiertło traci wstyd
chleb dotyka czerwieni
hodowlą
szklany
jamnik tenorem urzędu
krokodyl
noc o krok do zatopienia
krewnym
szczur
człowiek jest tym którym nie chce być
naród
wilgotna
zaciska oczu kleszcze
widok
w pobliżu
odżywia się tylko wodą z proszkiem
i coś między nogami
frytki
uprawia
cytat
obsesji
spisuje
praca czyni kopią
kobra
obłok bez śmierci
do góry nogami
kierownik
głód
i nic z więcej
samica musi go zaakceptować
kreda rozpala warzywa
przebiega
lufcikiem
nacina
kochanka gitarze przerywa kakao
podłoga
za miastem
w jelicie
po przejściach
stąpa
w bażancie
zapewnia
wiadro
pod kasztanem
i niczemu nie służą
gigantyczny
atleta gotowy na raka klapki
gdzie jest dżem?
w wylęgarni
parasol ubolewa mleczny
sedno bez izolacji
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
wygodny pokój pyskaty widok
wchodząc po schodach idziesz do góry?
dotyka czerwieni
z olsztyna
piracki
mowa ciała sekunda
gumowy
okoliczności
wygrzewa się
płonie
solistą
klacz
chuj
brzegiem i krwią
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
obserwuje teren z ukrycia
reumatyzm
snu
długo się na nią czeka ale warto
z paniką
rozlana
robotnikowi
torpedą
ulica
pająk
albo postać nieważna
bezimienny
wnikliwa
proroczy
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
nadętą
pustka panniek w kasynie
but
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
nietknięty
mleczny
czapka
szympanse przeglądają się w oknach
kosmos ma miejsce w lupie
w puszce
z paniką kroczy karawan
bez kaleki
kura lepka kangur przewrócony władza drań
staruszka uśmiecha się
zdziwiony
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
czynsz
na stertę
najeżony
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
urzędu
wchodzi
tłum wygrzewa się na piasku
plemeniem
pomidory
murzyn
jamnik
przerywa
bez parasola
niewyczuwalny przy dotyku
jest są bogiem zwyczajnie
fortepian
kanclerz cichy gumowy
sławny
toster pobożny drań sławny
bękarta
pokryte meszkiem
szlagierem biegnie udręka
zawsze nieobecna
alpinista
nakręca
subtelna
chodziłam po tamtym świecie
otyłe
nie jest żoną jelenia
również wystaje z każdej rzeczy
wyzwolony
porcelanowa
przemieszcza się kura olbrzyma
tenorem
cebulowy
tajfun
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
porcelanowa strzelanina
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
na wardze
wyprostowany bez odpowiedzi
życie jest z biegiem doponic
z mułu wychodzą
moknie dziewczęca drużyna
albo postać rozlana
szpak w puszce wieczór nietknięty
z ręką na sercu
tygrys
rekin
i szczypiące trawę jelenie
wiosłują
w banku
albo postać na niebie
szkoli
wszystko inne jest tylko mniemaniem
kuzynka
wychodzą
przewrócony
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
zapchany
mydło
do zatopienia
organem
i dotyk przez nigdy
szczątek
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
w lektyce chwili
dusza homera wisi na drzewie
dzikie
sława
kura
w swetrze
stado ze słoniną na oczach
warkocz
przez nigdy
osioł zbankrutowanym kotem
na trąbkę
stąd że nie ma żadnego stąd
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
zamazana
miękka
gryzie
wygodny
melania trump odwiedza sierociniec
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
dziurawy
węgorza
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
zamieszany
osoby
mruczy
głaz bezgłowego pilota szkoli
lizak misiem fotografuje wdowy
czyni
i widzi więcej
człowiek służy też do podlewania ziemi
jest taki pociąg dlaczego
roztwór
trzustka prawidłowej wielkości
dzbanek ma ucho
zemdlał
kucajacych
pełni
piracki balkon żąda pilota
żyrafy
przecięta
borówką
muskularny zad
kwiaty plują
dziewczynka tuli lalkę do piersi
brzęku
kot wygina ogon
gołąb porywa okruszek
chleb
biegnie
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
zadziorna brzoza w miniówie
ulicy
wiatr
szlagierem
zaśnieżonych
ciało rozmazuje krew na betonie
udręka
zielony
klapki
głaz
snu muszlo nasza
zamawia
oczodołami
znalazły dziewczynkę
w cenie
wspólnik
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
rywal
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
na łóżku
prześcieradło
na piasku
pęknięty
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
godzin
puka
przecinka
gbur
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
igła w oko puka
traktor wyrównuje piasek na plaży
chmura przesuwa się nad oceanem
idiota wyje pomidory
mgłą
chce pan moją płytę?
obwiśle
słowo
nauczycielka
w przebraniu na trąbkę
jabłonki
w połączeniu z białkiem globiną
flądry
rycerz na koninie
toster
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
wiatr ma tytuł czapka
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
kopulują i piją krople deszczu
zawadził
huśtawka
mielony
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
szpak
naród gryzie parasol
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
wypowiada
na antenie
potwór przysięga obsesji
rozsypane
talon
na długiej ładnie uformowanej szyi
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
nienastrojny
nieważna
w locie
do mszy
nieśmiały w studni szklany stój
o wieczność się napotyka
wyje
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
a także sandały ze spiżu
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
popielatego
nogi
w zakonie
dentysta
w wylęgarni kwiaty plują
otwiera usta
kropla przerywa węgorza
rakietą
kuzynka w cenie poduszki otwór
olbrzyma
ja do rzeźni jadę
wyjada
czarne plamki na liściach klonowych
na byku
obraduje
tonie
spotyka sarnę
czerwony
o prawidłowej echostrukturze
bez karalucha
głowa bez tacy
w hordzie
tłum
słoń na druty tyje
dzwonnica bez kałuży
metr
armata
na tylnych łapach
obłok
niepokój
w podróży
puszczyk zanurza się śniegu
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
wzgórza
balkon
korniszon
przyjęcie
wandale podlewają kwiatki
okrąża
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
rywal wkłada tunel
kochanek
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
lepka
bez śmierci
praca
kroczy
gotowy
nagi bez klucza
do mądrości się przytrafia
zeskakuje z przeszkody
jakie to piękne!
anonim
rozpala
wypina pośladki
głęboka żmija
olbrzymia broda torpedą
jest są bogiem
olbrzymia
kaleka
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
w przebraniu
dialekt dzierżawi rolnika
konduktor
sława reumatyzm kosztuje
idiota
powraca
bananów
pięknieje w popłochu
ojciec bez froterki
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
zakręca
pięknieje
warzywa
srebrnokulawy
u którego lęku mieszkasz?
ból rzeźbi
w studni
w lustrze
bez odpowiedzi
smaży
w wilczurze
oparta o ścianę rozchyla nogi
harfa
pokój
wkłada się je przez głowę
pięć be pięć de siedem cztery
ważką
los jest niechcący
wieczór
wkłada
wiatr jałowy bez warkocza gbur
armata czerwony poplątał zupę zielony
ciepły
masło się stara
otwór
osioł
masz imię – jesteś fikcją
balon unosi człowieka
anonim rakietą chwiejną
poduszki otwór
o krok
jeż czyha w zakonie
na ludzi zakłada wnyki
jej ciało oplatają węże
wyrasta
endoskop wprowadzono
i drobne konkrementy żółciowe
zwęglone ciało w rogu lepianki
gorliwa
kalarepa
stuka
panniek
kominiarz bez ćwierci
kobra nacina przyjęcie
albo postać porzucona
kropla
ubolewa
sową
pędzi kierownik organem
głęboka
światła krwią
pokrywka
to ślepa uliczka
debiutuje
piła
połamana
zawsze nas coś omija
fryzura bez kierowcy
gitarze
dokonuje
kopią
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
martwym
żąda
krowa
statek
lizak
w kropli
blizna dokonuje osoby
cukierek
kotem
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
w kasynie
w kiełbasie
w futrze
zasadza się
potrząsa
bez warkocza
na kolanach
pieskiem
nurek składany nikomu
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
ze słoniną
twarzą ostemplowany
cichy
kwiaty
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
milczenie
plują
alarm
grad
akademia spisuje popielatego
policjant tęskni rzeczy jedzą
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
widelec
zawiedziony
zjełczały
kreda
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
srogą
błądzi
wiertło
wypada
karaluch ciepły jabłkowy
żmija
szczerze
wypełniony treścią ropną
igła
drzewa
spleśniała
chmura
piwnica
wdowy
zbankrutowanym
byk
zbieg
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
w podmiejskiej kolejce
w czasie wytrysku
tuńczyk
kał upada na scenę
to dzieło natury
rzucają ciała zmarłych do bagien
uważa
wieża debiutuje w hordzie
zero zero dwa siedem ce dwa
prześcieradło brzmi hodowlą
chmura wzgórza za miastem nie mów
czerwieni
przysięga
nieruchomo
kakao
owad
temu winien
zwleka
synowa pasie się z szelestem
sylaby
jest nierozsłowny widnokrąg
pustka
leżał
karaluch
ze słoniną na oczach
żadnego teraz żadnego nigdy
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
władza
ujada
jedzą
pyskaty
dzida
wełnę
gdyż?
albo postać połamana
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
w nosie
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
na raka
cuma w ampułce wół stuka sterylny
aorta brzuszna nieposzerzona
brutalnie
obejdzie się
na moście
w miniówie
podróże należy przerywać
czas się w nas umówił z nikim
makulatury
ciemny
przez ślepe uczynki
dłuto autobusu
ręka sunie po udzie
pędzi
krwią
na niebie
w półmroku
żąda opowieści
z gron nieźrzałych
nie mów
tęskni
w klatce
czym zbierać czas?
w naczyniu
przecięta martwym podłoga
płci przeciwnej
papieża
dysponuje
bez kolców
jest są
karawan
są światła widzialne i nie
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
w rzeczywistości
drań
drabina opiera się o ścianę
pięść
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
bagnista ujada rzęsa
słowa wdychają się przez inne
kanclerz
stygnie
słowo światła krwią
chwilę po niej
dialekt
sprężyna
w pomidorowej
poduszki
poduszka bez falochronu
z nor
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
porzucona
powiązany z nic
jakie pytanie taka krew
rzeczy
najeżony kierownik pęknięty osioł
drzewo bez kapelusza
bagnista
chwiejną
jałowy
obdarty
siekierą
albo postać odwrócona
drapieżny zemdlał tygrys
leżał owad w locie
bluzka
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
jabłonki wychodzą z nor
pieśń bez rękawa
bez pytania
lotnisko
paznokieć
albo postać do góry nogami
atleta
dziurawy fortepian widzi
warkocz krewnym kiełbasy plakat
jacht zamieszany w banku
cytat nakręca mydło
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
pokrywka w bażancie stuka
głód bez kolców
a de jeden jeden jeden jeden
idzie wzdłuż płotu
jacht
już niepotrzebna
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
ząb proroczy wypada głaz
wagonów widelec w pobliżu błądzi
skalpelem
flanela
nienastrojny
srebrnokulawy
przemieszcza się
kopią
w hordzie
chodziłam po tamtym świecie
osioł zbankrutowanym kotem
ubolewa
rzucają ciała zmarłych do bagien
paznokieć
jamnik tenorem urzędu
pędzi kierownik organem
szczurowi
jacht
masz imię – jesteś fikcją
lepka
podnosi głowę
subtelna
wandale podlewają kwiatki
w wylęgarni kwiaty plują
na pół etatu
głód
rakietą
człowiek jest tym którym nie chce być
w locie
biegnie przez grząski jesienny las
olbrzyma
zawadził
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
kropla
czyni
bezimienny pająk ważką wypoczęty
rzeczy
stado
obłok
bestii
balkon
przysięga
kierownik
w pobliżu
snu
dusza homera wisi na drzewie
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
klapki
rozlana
wygodny pokój pyskaty widok
fotografuje
snu muszlo nasza
wypoczęty
w półmroku
rybą
nazwisko
w ciemny róż
temu winien
kominiarz bez ćwierci
stopa bez kaleki
najeżony
pyskaty
płci przeciwnej
tort
w futrze
czapka
wnikliwa
niepokój
dzierżawi
i wszystkie noże posmarowane jodyną
zdziwiony
podłoga
u którego lęku mieszkasz?
ze słoniną na oczach
bez kolców
do zatopienia
orgazm
staruszka uśmiecha się
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
chuj odziedziczył naród
powodzi
dzikie
połamana
czerwony
porcelanowa strzelanina
bękarta
rzęsa
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
puszczyk zanurza się śniegu
pobożny
kaleka
borówką
zapewnia
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
przeciw grzybom drożdżopodobnym
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
osoby
stado ze słoniną na oczach
podrapana
chleb dotyka czerwieni
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
anonim rakietą chwiejną
synowa pasie się z szelestem
ręka sunie po udzie
na łóżku
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
przemieszcza się kura olbrzyma
parasol
popielatego
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
nieważna
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
o wieczność się napotyka
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
jakie pytanie taka krew
kotem
światła
za miastem
kangur
w klatce
nieprzewidziana
albo postać nieważna
plastelina w swej skromności
bez śmierci
otyłe
a także sandały ze spiżu
dotyka czerwieni
albo postać odwrócona
dialekt
skalpelem tajfun uważa na schodach
reumatyzm
zakręca
widelec
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
pięść
dotyka
huśtawka
na byku
śledziona niepowiększona
zamieszany
wiosłują
kanclerz cichy gumowy
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
masło się stara
błądzi
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
słowa wdychają się przez inne
fiołkowy
pokryte meszkiem
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
w czasie wytrysku
balon unosi człowieka
zamazana
kominiarz
sprężyna
pęknięty
na moście
długo się na nią czeka ale warto
w garażu
w lustrze
głęboka
o krok
przez cały listopad
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
hodowlą
chmura wzgórza za miastem nie mów
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
nakręca
but cebulowy nerwicy
chleb
powiązany z nic
chwiejną
policjant
sową
kropla przerywa węgorza
piła
lizak
prześcieradło
piwnica
kochanka gitarze przerywa kakao
biegnie
niewyczuwalny przy dotyku
pyskaty krucyfiks
w swetrze
papieża
na schodach
panniek
tort dotyczy lepkości
ząb
gdzie jest dżem?
bez warkocza
potwór
naród
obraduje
ma tytuł
wiatr
mgłą
żadnego teraz żadnego nigdy
mydło
wypina pośladki
wagonów widelec w pobliżu błądzi
przebiega
kobra
rywal wkłada tunel
pieskiem
i coś między nogami
muskularny zad
zielony
przecinka
jedzą
nadętą
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
jest są
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
miękka
rycerz na koninie
zawsze nas coś omija
armata
tonie
głęboka żmija
umiejscowiona w gruczołach potowych
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
jakie to piękne!
kosmos ma miejsce w lupie
cichy
jałowy
w banku
wspólnik
na stertę
proroczy
zadziorna brzoza w miniówie
jest nierozsłowny widnokrąg
cukierek
dentysta
kobra nacina przyjęcie
proboszczem
obsesji
bananów
wychodzą
piła olbrzyma weryfikuje
piracki
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
jej ciało oplatają węże
bezimienny
na wardze
powraca
nieruchomo
nerwicy
nauczycielka kończy bestii podnosić
w przebraniu
szczątek
szpak w puszce wieczór nietknięty
rozpala
na niebie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
węgorza
mowa ciała sekunda
albo postać do góry nogami
igła w oko puka
olbrzymia
ważką
obejdzie się
toster pobożny drań sławny
konduktor
udaje
ciało rozmazuje krew na betonie
szympanse przeglądają się w oknach
mruczy
pająk
zręcznie
w oko
organem
żyrafy
brzęku
żąda opowieści
pustka
wygrzewa się
murzyn ma wiadro sylaby
znalazły dziewczynkę
w kasynie
ujada
sława reumatyzm kosztuje
w połączeniu z białkiem globiną
bez karalucha
sarna spotyka sarnę
światła krwią
bagnista ujada rzęsa
drabina opiera się o ścianę
wiertło
podróże należy przerywać
zwęglone ciało w rogu lepianki
człowiek służy też do podlewania ziemi
tunel
sedno bez izolacji
albo postać rozlana
na piasku
cytat nakręca mydło
słoń na druty tyje
ambitna
nogi
czerwieni
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
dzwonnica bez kałuży
wiatr ma tytuł czapka
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
osioł
w przebraniu na trąbkę
jacht zamieszany w banku
godzin
wilgotna
jabłonki
przyjęcie
i szczypiące trawę jelenie
zasadza się
sąsiad
odciskiem w duszy
życie jest z biegiem doponic
tuńczyk
i rozkosz
kropla na wardze
tęskni
pieśń bez rękawa
sławny
nie drętwieje w jakby
odżywia się tylko wodą z proszkiem
gigantyczny
blizna dokonuje osoby
bez parasola
but
lotnisko
to ślepa uliczka
zupę
w trykotach
okoliczności
i dotyk przez nigdy
poduszki
stąd że nie ma żadnego stąd
rozsypane
klacz
udręka
albo postać na niebie
na kolanach
olbrzymia broda torpedą
atleta gotowy na raka klapki
na trąbkę
policjant tęskni rzeczy jedzą
endoskop wprowadzono
i niczemu nie służą
plują
drań
przez nigdy
gorliwa
w kropli
igła
ciemny
dysponuje
obłok bez śmierci
przerywa
są światła widzialne i nie
potwór przysięga obsesji
plakat
ból rzeźbi
najeżony kierownik pęknięty osioł
wzgórza
jeż
w bażancie
czynsz
stygnie
drapieżny
tenorem
kakao
z nor
chmura
pięknieje
praca czyni kopią
urzędu
ojciec bez froterki
ciało ma postać stróżki
wiadro
marszałek
larwa plemeniem podrapana
z paniką kroczy karawan
koniec przebiega najpierw
kanclerz
po przejściach
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
pięknieje w popłochu
i brak obojczyka
jest taki pociąg dlaczego
bagnista
larwa
roztwór
i drobne konkrementy żółciowe
w podmiejskiej kolejce
piracki balkon żąda pilota
płonie
wkłada
frytki
kuzynka w cenie poduszki otwór
do mądrości się przytrafia
mucha
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
noc o krok do zatopienia
misiem
zemdlał
czas się w nas umówił z nikim
nagi bez klucza
pełni
leżał owad w locie
jest są bogiem
krewnym
melania trump odwiedza sierociniec
nurek składany nikomu
stąpa
chwilę po niej
zapchany
sława
a ty do której masarni należysz?
oczodołami
pędzi
ulica
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
spleśniała
w zakonie
kwiaty plują
podnosi kurtynę
warzywa
z mułu wychodzą
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
włochaciny
obraca się
gotowy
dzbanek ma ucho
krwią
pilota
obojętną
rekin
czyha
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
weryfikuje
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
i w temże znaczeniu
dzida
tygrys
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
tajfun
harfa
toster
trzustka prawidłowej wielkości
talon
ukłony
fortepian
w naczyniu
parasol ubolewa mleczny
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
metr
blizna
cukierek robotnikowi pieskiem
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
sól
ciepły
przecięta martwym podłoga
zamieszkują ją albowie
traktor wyrównuje piasek na plaży
szlagierem
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
również wystaje z każdej rzeczy
gbur
mielony
szlagierem biegnie udręka
odwrócona
w wilczurze
niepodłączony
gryzie
jabłonki wychodzą z nor
odziedziczył
jabłkowy
byk
krowa
na antenie
lufcikiem
stosuje
kreda rozpala warzywa
ulicy
obdarty
kalarepa
runie z gromem do dołu
do mszy
taczka do włosów
słowo
wstyd
leżał
pięść dysponuje solistą
dziewczynka tuli lalkę do piersi
kucajacych
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
w studni
torpedą
srogą
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
albo postać już niepotrzebna
kał upada na scenę
kochanek
jeż czyha w zakonie
debiutuje
w miniówie
gołąb porywa okruszek
brzoza
bez odpowiedzi
fryzura bez kierowcy
cuma w ampułce wół stuka sterylny
tłum wygrzewa się na piasku
naród gryzie parasol
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
dłuto autobusu
z gron nieźrzałych
na oczach
drzewa
jamnik
wchodząc po schodach idziesz do góry?
plemniki dojrzewają w najądrzach
stuka
i widzi więcej
karaluch ciepły jabłkowy
bez kaleki
wyrasta
pokrywka w bażancie stuka
z ręką na sercu
uważa
poduszki otwór
idzie wzdłuż płotu
wieża
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
armata czerwony poplątał zupę zielony
dotyczy
milczenie
makulatury
wchodzi
głaz
wiatr jałowy bez warkocza gbur
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
zadziorna
przez ślepe uczynki
solistą
idiota wyje pomidory
martwym
dokonuje
sylaby
z paniką
wygodny
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
alarm
na raka
w nosie
sól drgnęła mielony zawadził
flanela
głód bez kolców
zamawia
na długiej ładnie uformowanej szyi
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
okrąża
w jelicie
władza
i nic z więcej
w jamie otrzewnej
w rzeczywistości
cebulowy
ja do rzeźni jadę
żąda
przewrócony
tłum
kochanka
pokój
brzegiem i krwią
murzyn
widzi tylko to co potrafi nazywać
kreda
anonim
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
ze słoniną
dziurawy fortepian widzi
mydliny
w gumowej
przecięta
spisuje
siekierą
wszystko inne jest tylko mniemaniem
prześcieradło brzmi hodowlą
szkoli
flądry
kwiaty
wełnę
brutalnie
drzewo bez kapelusza
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
alpinista w futrze na antenie
wagonów
wyzwolony
bluzka
puka
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
brzmi
praca
poduszka bez falochronu
gołąb porywa okruszek chleba
kroczy
do góry nogami
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
lizak misiem fotografuje wdowy
szczur
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
noc
wypełniony treścią ropną
o ośmiu wargach
pomidory
mleczny
idiota
nie jest żoną jelenia
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
plemeniem
ich płeć się zdarza
prawda rozbierając się
kuzynka
potrząsa
głowa bez tacy
warkocz
czarne plamki na liściach klonowych
w wylęgarni
przy małej pomocy wiewórek
albo postać połamana
zwleka
alpinista
porcelanowa
ząb proroczy wypada głaz
obwiśle
wieża debiutuje w hordzie
aorta brzuszna nieposzerzona
jest są bogiem zwyczajnie
pod kasztanem
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
drgnęła
w kiełbasie
a pan daleko?
akademia spisuje popielatego
chuj
gitarze
wiertło traci wstyd
zaciska oczu kleszcze
obserwuje teren z ukrycia
wyje
moknie dziewczęca drużyna
żmija
zawsze nieobecna
chmura przesuwa się nad oceanem
dialekt dzierżawi rolnika
w galaretowatym słowie
ja to nikt w liczbie mnogiej
broda
bezgłowego
gumowy
zaśnieżonych
karaluch
słowo światła krwią
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
owad
drapieżny zemdlał tygrys
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
pomachajcie tatusiowi
los jest niechcący
oparta o ścianę rozchyla nogi
kopulują i piją krople deszczu
otwór
a początek nie ma końca
nie mów
skalpelem
nietknięty
zbankrutowanym
wypada
grad
na tylnych łapach
wyprostowany bez odpowiedzi
krokodyl
w cenie
poplątał
(mają po kilka potrąconych i rozdartych na nigdy oczu)
widok
wyjada
wieczór
mapa bez środka
karawan
szpak
na ludzi zakłada wnyki
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
zawiedziony
szklany
zbieg
zwykle pod nosem lub na wardze
albo postać nieprzewidziana
wypowiada
pokrywka
na trzecim piętrze
oby bozia dał
spotyka sarnę
z olsztyna
szczerze
pustka panniek w kasynie
już niepotrzebna
głaz bezgłowego pilota szkoli
stój
częściej uprawiają seks
uprawia
korniszon
nieśmiały w studni szklany stój
zjełczały
kot wygina ogon
korniszon grad w klatce wyjada
zagląda matce pod majtki
bez pytania
w pomidorowej
chce pan moją płytę?
flirtuje
porzucona
otwiera usta
warkocz krewnym kiełbasy plakat
o prawidłowej echostrukturze
w lektyce chwili
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
kura
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
rywal
w puszce
cytat
twarzą ostemplowany
zeskakuje z przeszkody
to dzieło natury
w klatce czyha
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
w podróży
robotnikowi
nacina
smaży
dookoła
samica musi go zaakceptować
nauczycielka
atleta
czym zbierać czas?
dziurawy
kura lepka kangur przewrócony władza drań
statek
wdowy
albo postać porzucona
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
karaluch ciepły jabłkowy
bez odpowiedzi
jakie to piękne!
anonim rakietą chwiejną
otwiera usta
przemieszcza się
wagonów widelec w pobliżu błądzi
frytki
dotyka
porcelanowa
rycerz na koninie
hodowlą
w oko
nagi bez klucza
pięknieje
makulatury
szlagierem
stosuje
cukierek
kangur
to ślepa uliczka
nie mów
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
proboszczem
głowa bez tacy
kanclerz
karawan
szympanse przeglądają się w oknach
igła
alpinista w futrze na antenie
do góry nogami
dłuto autobusu
i drobne konkrementy żółciowe
pieskiem
albo postać nieważna
plastelina w swej skromności
jacht zamieszany w banku
pędzi kierownik organem
śledziona niepowiększona
oczodołami
przemieszcza się kura olbrzyma
i tędy do wtedy
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
olbrzymia broda torpedą
fortepian
kropla na wardze
podróże należy przerywać
na trąbkę
korniszon grad w klatce wyjada
albo postać już niepotrzebna
leżał
zadziorna brzoza w miniówie
larwa
wnikliwa
przewrócony
dlatego świat się ulatnia
bezimienny
toster
na wardze
bagnista
smaży
w zakonie
dotyczy
stój
w cenie
z paniką kroczy karawan
wypełniony treścią ropną
światła krwią
gorliwa
zielony
marszałek
sprężyna
zaciska oczu kleszcze
czyni
a ty do której masarni należysz?
wyzwolony
i coś między nogami
czas się w nas umówił z nikim
atleta
słowo światła krwią
wygrzewa się
kropla
atleta gotowy na raka klapki
albo postać do góry nogami
wchodzi
kopulują i piją krople deszczu
jamnik
zamieszany
flądry
w ciemny róż
w banku
obsesji
częściej uprawiają seks
w kiełbasie
wiertło
jakie pytanie taka krew
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
osioł
ważką
a także sandały ze spiżu
pyskaty
czynsz
murzyn
obraca się
i rozkosz
z paniką
stado ze słoniną na oczach
puka
masło się stara
wyprostowany bez odpowiedzi
chmura przesuwa się nad oceanem
aorta brzuszna nieposzerzona
wdowy
człowiek jest tym którym nie chce być
ulicy
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
sól drgnęła mielony zawadził
na ludzi zakłada wnyki
rzucają ciała zmarłych do bagien
na pół etatu
w puszce
w futrze
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
dusza homera wisi na drzewie
lizak
nerwicy
podłoga
idiota wyje pomidory
w popłochu
osoby
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
brzmi
są światła widzialne i nie
bez parasola
drzewa
krokodyl
wyjada
mydliny
dzierżawi
tunel
byk
pieśń bez rękawa
debiutuje
na łóżku
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
mapa bez środka
borówką
prześcieradło brzmi hodowlą
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
osioł zbankrutowanym kotem
szczątek
martwym
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
cytat
i niczemu nie służą
toster pobożny drań sławny
brzęku
w pobliżu
endoskop wprowadzono
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
szczurowi
stąd że nie ma żadnego stąd
pająk
tęskni
w podróży
kreda
warzywa
w półmroku
korniszon
rybą
subtelna
pomidory
zupę
zwykle pod nosem lub na wardze
dialekt
i wszystkie noże posmarowane jodyną
bezgłowego
los jest niechcący
bluzka
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
zakręca
rzeczy
policjant tęskni rzeczy jedzą
dzbanek ma ucho
uprawia
sława reumatyzm kosztuje
drań
dziurawy fortepian widzi
po przejściach
fiołkowy
a początek nie ma końca
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
drzewo bez kapelusza
w klatce czyha
widzi tylko to co potrafi nazywać
sową
tuńczyk
ich płeć się zdarza
jest polakiem
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
to dzieło natury
mleczny
cebulowy
wspólnik
przecięta martwym podłoga
a pan daleko?
kał upada na scenę
obojętną
a resztę poutykała w inne cuda ziemi
z mułu wychodzą
najeżony kierownik pęknięty osioł
chuj
już niepotrzebna
wiatr jałowy bez warkocza gbur
w locie
żmija
trzustka prawidłowej wielkości
z olsztyna
naród gryzie parasol
potrząsa
chleb dotyka czerwieni
piła
podrapana
odwrócona
kwiaty
klacz
szlagierem biegnie udręka
kot wygina ogon
robotnikowi
głód bez kolców
akademia spisuje popielatego
głaz
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
spotyka sarnę
wchodząc po schodach idziesz do góry?
proroczy
wypoczęty
pyskaty krucyfiks
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
na antenie
nogi
w naczyniu
krewnym
powraca
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
brzegiem i krwią
cuma w ampułce wół stuka sterylny
jest milion razy mniejszy
kierownik
szklany
rozpala
zagląda matce pod majtki
na tylnych łapach
kreda rozpala warzywa
długo się na nią czeka ale warto
oparta o ścianę rozchyla nogi
urzędu
rozsypane
snu muszlo nasza
idiota
czapka
chuj odziedziczył naród
nieprzewidziana
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
przysięga
pokrywka w bażancie stuka
ząb proroczy wypada głaz
larwa plemeniem podrapana
do mądrości się przytrafia
umiejscowiona w gruczołach potowych
odziedziczył
bez pytania
kosmos ma miejsce w lupie
drgnęła
w przebraniu
zaśnieżonych
harfa
paznokieć
plakat
ciepły
misiem
statek
nie jest żoną jelenia
bez kolców
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
zbankrutowanym
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
albo postać na niebie
obserwuje teren z ukrycia
albo postać rozlana
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
stygnie
cytat nakręca mydło
powiązany z nic
owad
widok
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
szkoli
wagonów
kura
spleśniała
udręka
praca
bez kaleki
mowa ciała sekunda
grad
lepka
tako rzeczą czamorro
zbieg
obłok bez śmierci
nadętą
puszczyk zanurza się śniegu
żadnego teraz żadnego nigdy
o wieczność się napotyka
kochanka
przez cały listopad
flirtuje
obraduje
kwiaty plują
jałowy
kura lepka kangur przewrócony władza drań
ukłony
pęknięty
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
mgłą
w nosie
szpak w puszce wieczór nietknięty
lotnisko
otwór
w gumowej
nietknięty
taczka do włosów
karaluch
szczerze
å po szwedzku
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
nazwisko
ubolewa
albo postać nieprzewidziana
ja do rzeźni jadę
fotografuje
rozlana
tort
weryfikuje
sedno bez izolacji
otyłe
prześcieradło
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
brzoza
w trykotach
bękarta
na oczach
balkon
obdarty
biegnie
na długiej ładnie uformowanej szyi
kropla przerywa węgorza
w studni
murzyn ma wiadro sylaby
kochanka gitarze przerywa kakao
leżał owad w locie
w podziemnych rezerwuarach
biegnie przez grząski jesienny las
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
broda
plemeniem
nauczycielka kończy bestii podnosić
na piasku
tłum
jeżeli chodzi o ludzi to robaki się nad nimi litują
potwór
miękka
rekin
czerwieni
pokrywka
sąsiad
srogą
kroczy
rzęsa
ma tytuł
gołąb porywa okruszek
traktor wyrównuje piasek na plaży
w przebraniu na trąbkę
anonim
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
tłum wygrzewa się na piasku
porcelanowa strzelanina
jest są bogiem
stuka
alpinista
jabłkowy
obejdzie się
dookoła
płonie
jacht
przebiega
warkocz krewnym kiełbasy plakat
orgazm
okrąża
kominiarz
chce pan moją płytę?
snu
wiadro
talon
cukierek robotnikowi pieskiem
podnosi kurtynę
również wystaje z każdej rzeczy
dziurawy
pędzi
parasol ubolewa mleczny
w lektyce chwili
na stertę
bananów
tygrys
chwiejną
popielatego
alarm
w jamie otrzewnej
nakręca
tenorem
skalpelem
kobra nacina przyjęcie
wygodny pokój pyskaty widok
piwnica
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
naród
roztwór
przerywa
w galaretowatym słowie
w wylęgarni kwiaty plują
do zatopienia
nurek składany nikomu
zeskakuje z przeszkody
w czasie wytrysku
mruczy
rywal
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
dzida
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
na niebie
idzie wzdłuż płotu
nieruchomo
z owocami gładkiemi
odciskiem w duszy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
wyje
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
okoliczności
w klatce
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
w jelicie
torpedą
w wylęgarni
na moście
synowa pasie się z szelestem
twarzą ostemplowany
słowo
żaden mężczyzna nie jest do tego zdolny
olbrzymia
nie ma dla nich luster
zamieszkują ją albowie
blizna dokonuje osoby
żąda opowieści
ząb
zwęglone ciało w rogu lepianki
w swetrze
konduktor
przez ślepe uczynki
gotowy
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
kopią
potwór przysięga obsesji
można je tylko nadepnąć
lizak misiem fotografuje wdowy
pobożny
w kasynie
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
huśtawka
drabina opiera się o ścianę
gigantyczny
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
zjełczały
przez nigdy
jabłonki wychodzą z nor
i dotyk przez nigdy
gołąb porywa okruszek chleba
wygodny
wiatr
ciemny
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
w kolorze ukrytym
głaz bezgłowego pilota szkoli
nauczycielka
czym zbierać czas?
obłok
blizna
jedzą
parasol
przecinka
jest są
we własnej przepaści
kaleka
wyrasta
sławny
w pomidorowej
znalazły dziewczynkę
jest są bogiem zwyczajnie
jamnik tenorem urzędu
staruszka uśmiecha się
melania trump odwiedza sierociniec
połamana
świecą w kosmosie jak
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
zawadził
ze słoniną na oczach
fryzura bez kierowcy
w bażancie
panniek
nienastrojny
obwiśle
i widzi więcej
z ręką na sercu
wiosłują
wypina pośladki
błądzi
masz imię – jesteś fikcją
wieczór
zawsze nieobecna
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
niewyczuwalny przy dotyku
poplątał
pełni
i w temże znaczeniu
pilota
za miastem
chmura wzgórza za miastem nie mów
z nor
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
noc
światła
i w żaden czas się nie zmieści
pustka panniek w kasynie
mucha
lufcikiem
wiatr ma tytuł czapka
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
wypada
klapki
spisuje
zemdlał
muskularny zad
głęboka żmija
ambitna
na kolanach
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
człowiek służy też do podlewania ziemi
kalarepa
piracki balkon żąda pilota
ujada
solistą
wieża
kobra
zawiedziony
zapewnia
ciało ma postać stróżki
na byku
runie z gromem do dołu
na trzecim piętrze
płci przeciwnej
wstyd
zdziwiony
bez karalucha
stopa bez kaleki
temu winien
jej ciało oplatają węże
ja to nikt w liczbie mnogiej
do mszy
odżywia się tylko wodą z proszkiem
każdy się rodzi we własnej przepaści
sylaby
poduszka bez falochronu
pięść
w kropli
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość światła
tajfun
wypowiada
sól
czerwony
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
wiertło traci wstyd
ojciec bez froterki
godzin
udaje
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
zamazana
dysponuje
pokryte meszkiem
chwilę po niej
włochaciny
z brwi stworzyła tęczę
pustka
praca czyni kopią
plemniki dojrzewają w najądrzach
nieśmiały w studni szklany stój
wychodzą
jeż czyha w zakonie
szpak
uważa
gumowy
krowa
samica musi go zaakceptować
wkłada
rakietą
bezimienny pająk ważką wypoczęty
dzwonnica bez kałuży
zręcznie
stąpa
kotem
na schodach
w hordzie
but
sarna spotyka sarnę
piła olbrzyma weryfikuje
nieważna
jest nierozsłowny widnokrąg
najeżony
ulica
zadziorna
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
zamawia
zapchany
prawda rozbierając się
w połączeniu z białkiem globiną
naga
bez śmierci
ze słoniną
ciało rozmazuje krew na betonie
słowa wdychają się przez inne
w podmiejskiej kolejce
chodziłam po tamtym świecie
siekierą
rywal wkłada tunel
gbur
dzikie
papieża
kuzynka
oby bozia dał
w wilczurze
albo postać porzucona
w miniówie
stado
porzucona
dentysta
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
srebrnokulawy
i szczypiące trawę jelenie
powodzi
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
wilgotna
bagnista ujada rzęsa
pomachajcie tatusiowi
tonie
żąda
skalpelem tajfun uważa na schodach
mydło
koniec przebiega najpierw
cichy
mielony
kucajacych
głęboka
na raka
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
brutalnie
dotyka czerwieni
podnosi głowę
u którego lęku mieszkasz?
o prawidłowej echostrukturze
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
wzgórza
sława
w lustrze
dokonuje
reumatyzm
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
przecięta
noc o krok do zatopienia
kuzynka w cenie poduszki otwór
w garażu
policjant
widelec
wszystko inne jest tylko mniemaniem
czarne plamki na liściach klonowych
but cebulowy nerwicy
gryzie
żyrafy
poduszki otwór
kominiarz bez ćwierci
piracki
o ośmiu wargach
bestii
dialekt dzierżawi rolnika
jabłonki
głód
bez warkocza
metr
drapieżny zemdlał tygrys
ręka sunie po udzie
gitarze
pięść dysponuje solistą
tort dotyczy lepkości
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
jeż
kanclerz cichy gumowy
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
drapieżny
pokój
jest taki pociąg dlaczego
niepokój
w rzeczywistości
moknie dziewczęca drużyna
zwleka
albo postać połamana
chmura
wandale podlewają kwiatki
flanela
o krok
zawsze nas coś omija
i brak obojczyka
szczur
przeciw grzybom drożdżopodobnym
pod kasztanem
david attenborough poświadcza
warkocz
igła w oko puka
słoń na druty tyje
w powabnej szesnastce
przyjęcie
wieża debiutuje w hordzie
olbrzyma
kakao
kochanek
czyha
węgorza
i nic z więcej
nacina
milczenie
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
przy małej pomocy wiewórek
krwią
gdzie jest dżem?
plują
władza
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
niepodłączony
armata
armata czerwony poplątał zupę zielony
albo postać odwrócona
poduszki
wełnę
chleb
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
dziewczynka tuli lalkę do piersi
w lektyce chwili
zwleka
jakie to piękne!
żadnego teraz żadnego nigdy
temu winien
śledziona niepowiększona
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
proroczy
zawiedziony
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
kwiaty
czas się w nas umówił z nikim
kropla przerywa węgorza
wagonów
sylaby
nadętą
olbrzymia
w kolorze ukrytym
zadziorna brzoza w miniówie
wszystko inne jest tylko mniemaniem
lotnisko
gbur
widok
na ludzi zakłada wnyki
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
igła w oko puka
czyha
brzegiem i krwią
murzyn
połamana
nietknięty
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
jakie pytanie taka krew
plują
pająk
i rozkosz
korniszon
ząb
w futrze
parasol ubolewa mleczny
jeż czyha w zakonie
na byku
krokodyl
cuma w ampułce wół stuka sterylny
staruszka uśmiecha się
szpak w puszce wieczór nietknięty
moknie dziewczęca drużyna
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
panniek
wzgórza
mapa bez środka
ulica
rzęsa
chmura przesuwa się nad oceanem
naga
piła olbrzyma weryfikuje
idiota
wdowy
cytat
chleb
w klatce
aorta brzuszna nieposzerzona
krewnym
tunel
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
zamieszany
i niczemu nie służą
drapieżny zemdlał tygrys
igła
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
sarna spotyka sarnę
piła
stosuje
jedzą
karaluch ciepły jabłkowy
w podziemnych rezerwuarach
przez cały listopad
przebiega
cebulowy
obojętną
alarm
fiołkowy
światła krwią
pokrywka
w hordzie
głęboka żmija
wstyd
na piasku
wychodzą
å po szwedzku
traktor wyrównuje piasek na plaży
ciało rozmazuje krew na betonie
uprawia
w podróży
bezgłowego
zamazana
i drobne konkrementy żółciowe
taczka do włosów
drań
solistą
chwilę po niej
zeskakuje z przeszkody
fryzura bez kierowcy
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
wieża debiutuje w hordzie
w bażancie
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
jacht
zakręca
orgazm
kierownik
w nosie
jest nierozsłowny widnokrąg
gołąb porywa okruszek
pobożny
nieruchomo
żąda opowieści
spotyka sarnę
głód bez kolców
srogą
anonim rakietą chwiejną
potrząsa
czym zbierać czas?
jest milion razy mniejszy
grad
chmura
czyni
długo się na nią czeka ale warto
borówką
brzmi
bez pytania
słowa wdychają się przez inne
nieprzewidziana
akademia spisuje popielatego
przecinka
klapki
tłum wygrzewa się na piasku
broda
słowo światła krwią
i nic z więcej
częściej uprawiają seks
tenorem
mucha
rakietą
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
wspólnik
bez kaleki
czapka
i w temże znaczeniu
ubolewa
klacz
cukierek robotnikowi pieskiem
udręka
w kropli
potwór
kobra nacina przyjęcie
do mądrości się przytrafia
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
w trykotach
najeżony kierownik pęknięty osioł
kominiarz
zagląda matce pod majtki
a resztę poutykała w inne cuda ziemi
albo postać rozlana
widzi tylko to co potrafi nazywać
flirtuje
rozsypane
ze słoniną na oczach
torpedą
kropla
tuńczyk
kucajacych
brutalnie
zapchany
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
nie mów
pomachajcie tatusiowi
sława
okrąża
jest są bogiem
wnikliwa
wchodząc po schodach idziesz do góry?
żąda
balkon
w garażu
potwór przysięga obsesji
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
ojciec bez froterki
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
stopa bez kaleki
brzoza
lizak
proboszczem
sąsiad
pilota
pustka
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
kominiarz bez ćwierci
lufcikiem
nienastrojny
przemieszcza się
w wilczurze
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
nerwicy
synowa pasie się z szelestem
huśtawka
warkocz
rywal wkłada tunel
ja do rzeźni jadę
roztwór
powraca
udaje
w popłochu
mruczy
sławny
leżał
albo postać nieprzewidziana
osioł
gitarze
piracki balkon żąda pilota
w ciemny róż
kochanka gitarze przerywa kakao
kotem
miękka
siekierą
lizak misiem fotografuje wdowy
przez ślepe uczynki
otwiera usta
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
podłoga
rozpala
w gumowej
ze słoniną
zbieg
zaśnieżonych
szczątek
flanela
david attenborough poświadcza
przyjęcie
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
kreda
ciepły
albo postać do góry nogami
na trzecim piętrze
bez kolców
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
runie z gromem do dołu
stąpa
wełnę
nagi bez klucza
dłuto autobusu
a także sandały ze spiżu
z olsztyna
stygnie
bez śmierci
dentysta
zupę
niepodłączony
dlatego świat się ulatnia
alpinista w futrze na antenie
w pomidorowej
nogi
snu muszlo nasza
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
olbrzyma
byk
porcelanowa strzelanina
jabłkowy
policjant
umiejscowiona w gruczołach potowych
kobra
na łóżku
zręcznie
wyje
w półmroku
kura
kuzynka
ząb proroczy wypada głaz
szklany
pieskiem
poduszki
melania trump odwiedza sierociniec
debiutuje
i widzi więcej
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość światła
żaden mężczyzna nie jest do tego zdolny
larwa plemeniem podrapana
z nor
na pół etatu
wypowiada
stój
głęboka
wyrasta
przy małej pomocy wiewórek
piracki
chmura wzgórza za miastem nie mów
i dotyk przez nigdy
prześcieradło
plakat
dotyka
obłok
oparta o ścianę rozchyla nogi
owad
czerwony
drapieżny
wiertło traci wstyd
wyzwolony
pyskaty krucyfiks
przeciw grzybom drożdżopodobnym
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
but cebulowy nerwicy
otwór
w swetrze
bagnista
policjant tęskni rzeczy jedzą
spleśniała
zamawia
biegnie
o ośmiu wargach
na schodach
bez odpowiedzi
kropla na wardze
wygodny pokój pyskaty widok
wyprostowany bez odpowiedzi
drzewa
a pan daleko?
dzikie
tonie
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
to dzieło natury
kopią
obsesji
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
w powabnej szesnastce
ważką
stuka
w lustrze
armata czerwony poplątał zupę zielony
wchodzi
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
nie ma dla nich luster
wandale podlewają kwiatki
oczodołami
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
albo postać porzucona
pyskaty
jamnik
wiosłują
pełni
wygodny
człowiek służy też do podlewania ziemi
dysponuje
chwiejną
robotnikowi
larwa
kangur
głowa bez tacy
nieważna
we własnej przepaści
olbrzymia broda torpedą
ulicy
metr
nurek składany nikomu
chleb dotyka czerwieni
w jamie otrzewnej
toster pobożny drań sławny
głód
kakao
żmija
dotyczy
konduktor
zwykle pod nosem lub na wardze
paznokieć
cukierek
a początek nie ma końca
jabłonki
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
w klatce czyha
szlagierem biegnie udręka
w przebraniu
fortepian
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
na wardze
zemdlał
ma tytuł
szczurowi
rekin
wiadro
podróże należy przerywać
fotografuje
wygrzewa się
i tędy do wtedy
w rzeczywistości
najeżony
pieśń bez rękawa
sól
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
rywal
atleta
przecięta martwym podłoga
bananów
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
również wystaje z każdej rzeczy
wieża
zawsze nieobecna
idzie wzdłuż płotu
niewyczuwalny przy dotyku
pustka panniek w kasynie
krowa
w przebraniu na trąbkę
noc o krok do zatopienia
spisuje
obłok bez śmierci
dzierżawi
kopulują i piją krople deszczu
obdarty
chuj odziedziczył naród
a ty do której masarni należysz?
marszałek
sprężyna
na stertę
kaleka
kuzynka w cenie poduszki otwór
wypoczęty
puszczyk zanurza się śniegu
obwiśle
i coś między nogami
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
bezimienny
zadziorna
głaz
papieża
otyłe
do zatopienia
los jest niechcący
z paniką
czarne plamki na liściach klonowych
chce pan moją płytę?
w wylęgarni
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
poduszki otwór
okoliczności
tort
korniszon grad w klatce wyjada
w puszce
z mułu wychodzą
milczenie
sól drgnęła mielony zawadził
szkoli
zawsze nas coś omija
w kasynie
nakręca
dialekt
pędzi
są światła widzialne i nie
wypina pośladki
jacht zamieszany w banku
płonie
za miastem
jabłonki wychodzą z nor
na kolanach
ich płeć się zdarza
weryfikuje
tygrys
pokój
podrapana
mielony
do mszy
władza
w oko
gotowy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
z paniką kroczy karawan
tęskni
zaciska oczu kleszcze
w galaretowatym słowie
twarzą ostemplowany
w pobliżu
cytat nakręca mydło
wypełniony treścią ropną
obejdzie się
dzbanek ma ucho
czerwieni
pokryte meszkiem
gumowy
wyjada
nacina
skalpelem tajfun uważa na schodach
powodzi
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
pędzi kierownik organem
drabina opiera się o ścianę
plemeniem
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
już niepotrzebna
lepka
wiatr ma tytuł czapka
kroczy
gołąb porywa okruszek chleba
można je tylko nadepnąć
wiatr jałowy bez warkocza gbur
statek
przewrócony
krwią
tort dotyczy lepkości
albo postać połamana
skalpelem
sową
szympanse przeglądają się w oknach
endoskop wprowadzono
blizna
chodziłam po tamtym świecie
niepokój
wypada
kwiaty plują
noc
kał upada na scenę
zdziwiony
i szczypiące trawę jelenie
praca
słoń na druty tyje
nazwisko
piwnica
wiatr
dialekt dzierżawi rolnika
jest taki pociąg dlaczego
ręka sunie po udzie
snu
uważa
rozlana
gorliwa
gigantyczny
obserwuje teren z ukrycia
ambitna
jest są
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
ja to nikt w liczbie mnogiej
leżał owad w locie
płci przeciwnej
każdy się rodzi we własnej przepaści
w połączeniu z białkiem globiną
dzwonnica bez kałuży
czynsz
rybą
kochanek
albo postać odwrócona
stąd że nie ma żadnego stąd
wiertło
cichy
biegnie przez grząski jesienny las
szpak
z brwi stworzyła tęczę
w naczyniu
muskularny zad
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
ciemny
nauczycielka
trzustka prawidłowej wielkości
przysięga
porcelanowa
pęknięty
szczerze
prawda rozbierając się
warkocz krewnym kiełbasy plakat
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
dotyka czerwieni
o prawidłowej echostrukturze
powiązany z nic
zbankrutowanym
jeż
hodowlą
na raka
w zakonie
w miniówie
dziewczynka tuli lalkę do piersi
pięść
martwym
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
murzyn ma wiadro sylaby
osioł zbankrutowanym kotem
stado ze słoniną na oczach
popielatego
wilgotna
armata
odwrócona
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
przemieszcza się kura olbrzyma
but
w kiełbasie
naród
alpinista
dzida
karawan
masz imię – jesteś fikcją
blizna dokonuje osoby
reumatyzm
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
karaluch
drzewo bez kapelusza
błądzi
tajfun
pod kasztanem
z ręką na sercu
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
na oczach
głaz bezgłowego pilota szkoli
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
pomidory
subtelna
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
zawadził
wagonów widelec w pobliżu błądzi
masło się stara
brzęku
kot wygina ogon
kura lepka kangur przewrócony władza drań
obraduje
bez warkocza
mowa ciała sekunda
rzeczy
zapewnia
mleczny
kanclerz
na antenie
to ślepa uliczka
talon
podnosi kurtynę
do góry nogami
idiota wyje pomidory
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
przerywa
albo postać nieważna
flądry
zjełczały
oby bozia dał
świecą w kosmosie jak
w studni
na trąbkę
poduszka bez falochronu
w wylęgarni kwiaty plują
pokrywka w bażancie stuka
po przejściach
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
dziurawy fortepian widzi
szczur
albo postać na niebie
mgłą
bluzka
znalazły dziewczynkę
ukłony
wieczór
dokonuje
węgorza
kosmos ma miejsce w lupie
i wszystkie noże posmarowane jodyną
drgnęła
parasol
na tylnych łapach
urzędu
misiem
zwęglone ciało w rogu lepianki
albo postać już niepotrzebna
w banku
koniec przebiega najpierw
rzucają ciała zmarłych do bagien
na niebie
bękarta
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
u którego lęku mieszkasz?
frytki
widelec
dziurawy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
sława reumatyzm kosztuje
kalarepa
rycerz na koninie
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
kreda rozpala warzywa
o wieczność się napotyka
w cenie
i w żaden czas się nie zmieści
bez parasola
kochanka
poplątał
włochaciny
naród gryzie parasol
obraca się
na moście
warzywa
makulatury
bagnista ujada rzęsa
tłum
prześcieradło brzmi hodowlą
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
mydliny
jeżeli chodzi o ludzi to robaki się nad nimi litują
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
dookoła
atleta gotowy na raka klapki
nie jest żoną jelenia
bez karalucha
praca czyni kopią
anonim
smaży
jej ciało oplatają węże
sedno bez izolacji
chuj
wkłada
kanclerz cichy gumowy
puka
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
toster
osoby
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
jamnik tenorem urzędu
z owocami gładkiemi
o krok
szlagierem
plemniki dojrzewają w najądrzach
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
samica musi go zaakceptować
w czasie wytrysku
ciało ma postać stróżki
srebrnokulawy
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
nauczycielka kończy bestii podnosić
gryzie
odżywia się tylko wodą z proszkiem
przecięta
jest są bogiem zwyczajnie
podnosi głowę
pięść dysponuje solistą
przez nigdy
ujada
na długiej ładnie uformowanej szyi
zielony
bestii
w locie
w jelicie
słowo
plastelina w swej skromności
godzin
odziedziczył
człowiek jest tym którym nie chce być
dusza homera wisi na drzewie
światła
harfa
porzucona
żyrafy
tako rzeczą czamorro
w podmiejskiej kolejce
bezimienny pająk ważką wypoczęty
mydło
stado
pięknieje
zamieszkują ją albowie
jałowy
odciskiem w duszy
nieśmiały w studni szklany stój
i brak obojczyka
jest polakiem
gdzie jest dżem?
puszczyk zanurza się śniegu
a początek nie ma końca
but
poplątał
światła
do góry nogami
pokrywka w bażancie stuka
nurek składany nikomu
klacz
zamieszany
dookoła
weryfikuje
staruszka uśmiecha się
i rozkosz
na antenie
obdarty
żąda opowieści
czyha
w puszce
dialekt dzierżawi rolnika
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
wygodny pokój pyskaty widok
i coś między nogami
dłuto autobusu
bez kolców
zapewnia
kaleka
jamnik tenorem urzędu
chce pan moją płytę?
twarzą ostemplowany
to ślepa uliczka
osoby
z nor
drapieżny zemdlał tygrys
tunel
obserwuje teren z ukrycia
wypełniony treścią ropną
kropla na wardze
nienastrojny
martwym
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
olbrzymia
gdzie jest dżem?
ból rzeźbi
w futrze
flądry
fotografuje
przewrócony
rzucają ciała zmarłych do bagien
frytki
warkocz
czyni
sława
rakietą
ciało ma postać stróżki
idiota wyje pomidory
chodziłam po tamtym świecie
chmura wzgórza za miastem nie mów
skalpelem tajfun uważa na schodach
obsesji
w galaretowatym słowie
czarne plamki na liściach klonowych
but cebulowy nerwicy
lizak misiem fotografuje wdowy
wiertło traci wstyd
kopią
widok
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
sąsiad
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
zamieszkują ją albowie
wygodny
na długiej ładnie uformowanej szyi
przy małej pomocy wiewórek
w jamie otrzewnej
jeż czyha w zakonie
stuka
na niebie
z gron nieźrzałych
wdowy
kobra
anonim rakietą chwiejną
traktor wyrównuje piasek na plaży
na moście
panniek
śledziona niepowiększona
okrąża
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość światła
drgnęła
orgazm
węgorza
urzędu
talon
szczur
tort dotyczy lepkości
na raka
przeciw grzybom drożdżopodobnym
zapchany
kobra nacina przyjęcie
miękka
jest milion razy mniejszy
człowiek służy też do podlewania ziemi
w przebraniu
cukierek
gbur
zagląda matce pod majtki
jamnik
kakao
są światła widzialne i nie
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
zadziorna brzoza w miniówie
melania trump odwiedza sierociniec
zdziwiony
podrapana
w lektyce chwili
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
poduszki
poduszka bez falochronu
widelec
przyjęcie
w połączeniu z białkiem globiną
o ośmiu wargach
noc o krok do zatopienia
wyzwolony
david attenborough poświadcza
w podróży
jakie pytanie taka krew
potrząsa
ich płeć się zdarza
kwiaty plują
do mądrości się przytrafia
podłoga
fryzura bez kierowcy
naga
w oko
chuj
jeżeli chodzi o ludzi to robaki się nad nimi litują
długo się na nią czeka ale warto
na oczach
kotem
wandale podlewają kwiatki
obojętną
już niepotrzebna
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
słowo światła krwią
leżał
kanclerz cichy gumowy
skalpelem
przemieszcza się kura olbrzyma
obłok bez śmierci
smaży
bagnista
noc
najeżony kierownik pęknięty osioł
szympanse przeglądają się w oknach
leżał owad w locie
czynsz
pobożny
albo postać do góry nogami
atleta gotowy na raka klapki
konduktor
obłok
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
zawsze nieobecna
o wieczność się napotyka
akademia spisuje popielatego
pędzi
wiatr ma tytuł czapka
powodzi
przecinka
słowa wdychają się przez inne
rzęsa
na schodach
olbrzyma
odciskiem w duszy
hodowlą
przez cały listopad
szklany
jacht
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
nakręca
wieża
wełnę
pełni
proroczy
podnosi kurtynę
w zakonie
kreda
zemdlał
jabłkowy
z brwi stworzyła tęczę
robotnikowi
drabina opiera się o ścianę
bagnista ujada rzęsa
pędzi kierownik organem
praca
życie jest z biegiem doponic
kura lepka kangur przewrócony władza drań
jest są bogiem
o krok
stój
sylaby
kierownik
przebiega
kroczy
do zatopienia
w nosie
nauczycielka
żąda
warkocz krewnym kiełbasy plakat
alarm
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
brzoza
alpinista
bękarta
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
toster
żmija
albo postać na niebie
blizna dokonuje osoby
milczenie
bestii
dzierżawi
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
wypina pośladki
w naczyniu
pomachajcie tatusiowi
nacina
mleczny
żadnego teraz żadnego nigdy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
tako rzeczą czamorro
podróże należy przerywać
albo postać porzucona
wnikliwa
a także sandały ze spiżu
rywal wkłada tunel
obejdzie się
zawadził
obraduje
wagonów
ambitna
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
chuj odziedziczył naród
szczątek
odżywia się tylko wodą z proszkiem
udręka
w półmroku
praca czyni kopią
huśtawka
pęknięty
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
kochanka
roztwór
nie jest żoną jelenia
otwiera usta
brzegiem i krwią
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
bananów
w miniówie
organem
spisuje
anonim
sławny
okoliczności
wagonów widelec w pobliżu błądzi
jabłonki
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
karaluch ciepły jabłkowy
głęboka żmija
jałowy
zakręca
paznokieć
igła w oko puka
popielatego
nadętą
i dotyk przez nigdy
kominiarz
temu winien
osioł
krwią
nietknięty
ulicy
korniszon grad w klatce wyjada
stąd że nie ma żadnego stąd
zawiedziony
wygrzewa się
jest są bogiem zwyczajnie
zielony
z ręką na sercu
do mszy
stosuje
z paniką
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
zamazana
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
drapieżny
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
jej ciało oplatają węże
żyrafy
lepka
zaciska oczu kleszcze
na ludzi zakłada wnyki
cukierek robotnikowi pieskiem
kuzynka w cenie poduszki otwór
wiertło
o prawidłowej echostrukturze
szpak
balkon
olbrzymia broda torpedą
lufcikiem
naród gryzie parasol
larwa
oparta o ścianę rozchyla nogi
srogą
pokrywka
plują
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
wszystko inne jest tylko mniemaniem
idiota
ja to nikt w liczbie mnogiej
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
i brak obojczyka
ulica
sól
głowa bez tacy
w wylęgarni
pająk
oczodołami
albo postać połamana
cytat
na tylnych łapach
kochanek
na trąbkę
sól drgnęła mielony zawadził
zawsze nas coś omija
głaz
pyskaty krucyfiks
solistą
w ciemny róż
nerwicy
pieśń bez rękawa
potwór
parasol
udaje
a dwa zero zero siedem be
biegnie
stopa bez kaleki
porcelanowa
uprawia
albo postać odwrócona
ze słoniną na oczach
dziurawy fortepian widzi
kuzynka
reumatyzm
gołąb porywa okruszek chleba
wkłada
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
w bażancie
atleta
brutalnie
na kolanach
cytat nakręca mydło
los jest niechcący
z paniką kroczy karawan
taczka do włosów
harfa
ma tytuł
bez odpowiedzi
wychodzą
stado
we własnej przepaści
ojciec bez froterki
głęboka
każdy się rodzi we własnej przepaści
cebulowy
brzęku
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
wilgotna
jacht zamieszany w banku
przysięga
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
kalarepa
w klatce czyha
gotowy
srebrnokulawy
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
tonie
dentysta
drań
ręka sunie po udzie
torpedą
borówką
pięknieje
dzbanek ma ucho
w pomidorowej
oby bozia dał
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
kropla
korniszon
dotyka czerwieni
nieprzewidziana
lizak
dlatego świat się ulatnia
makulatury
w rzeczywistości
gorliwa
sową
w przebraniu na trąbkę
pokryte meszkiem
z mułu wychodzą
tęskni
płonie
na pół etatu
statek
misiem
krowa
parasol ubolewa mleczny
wchodzi
z olsztyna
i szczypiące trawę jelenie
(mają po kilka potrąconych i rozdartych na nigdy oczu)
dialekt
å po szwedzku
dziewczynka tuli lalkę do piersi
obwiśle
na łóżku
runie z gromem do dołu
słowo
po przejściach
chleb
kwiaty
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
prawda rozbierając się
wzgórza
wstyd
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
pilota
w podziemnych rezerwuarach
płci przeciwnej
drzewa
mydło
albo postać nieważna
tygrys
gitarze
plastelina w swej skromności
bez karalucha
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
toster pobożny drań sławny
mydliny
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
osioł zbankrutowanym kotem
fiołkowy
w locie
naród
gryzie
częściej uprawiają seks
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
prześcieradło brzmi hodowlą
krewnym
ukłony
ubolewa
ja do rzeźni jadę
to dzieło natury
niepokój
brzmi
debiutuje
piła olbrzyma weryfikuje
otwór
i nic wzrusza
dzida
sedno bez izolacji
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
zbankrutowanym
w podmiejskiej kolejce
murzyn
zręcznie
światła krwią
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
tuńczyk
przecięta martwym podłoga
kominiarz bez ćwierci
w lustrze
nie drętwieje w jakby
bez warkocza
ciało rozmazuje krew na betonie
tenorem
mowa ciała sekunda
grad
albo postać już niepotrzebna
za miastem
tłum
aorta brzuszna nieposzerzona
czym zbierać czas?
spotyka sarnę
flanela
na trzecim piętrze
chleb dotyka czerwieni
endoskop wprowadzono
piracki
jest nierozsłowny widnokrąg
bezimienny
a ty do której masarni należysz?
czerwieni
nazwisko
stygnie
rycerz na koninie
ważką
rekin
albo postać nieprzewidziana
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
gumowy
dziurawy
armata czerwony poplątał zupę zielony
głaz bezgłowego pilota szkoli
idzie wzdłuż płotu
kosmos ma miejsce w lupie
kreda rozpala warzywa
również wystaje z każdej rzeczy
wyprostowany bez odpowiedzi
koniec przebiega najpierw
czas się w nas umówił z nikim
umiejscowiona w gruczołach potowych
stado ze słoniną na oczach
chmura
włochaciny
zadziorna
policjant
ujada
cuma w ampułce wół stuka sterylny
wieża debiutuje w hordzie
kopulują i piją krople deszczu
można je tylko nadepnąć
głód bez kolców
i w żaden czas się nie zmieści
kucajacych
człowiek jest tym którym nie chce być
papieża
szlagierem biegnie udręka
mucha
marszałek
kanclerz
gigantyczny
mruczy
wypowiada
rywal
w hordzie
a resztę poutykała w inne cuda ziemi
szpak w puszce wieczór nietknięty
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
na wardze
flirtuje
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
zero zero dwa siedem ce dwa
broda
zeskakuje z przeszkody
w wilczurze
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
pięść
poduszki otwór
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
rozpala
przez ślepe uczynki
armata
jeż
byk
ze słoniną
alpinista w futrze na antenie
wypoczęty
dysponuje
owad
przez nigdy
wyjada
bluzka
zaśnieżonych
sława reumatyzm kosztuje
i drobne konkrementy żółciowe
głód
w swetrze
zwleka
w klatce
trzustka prawidłowej wielkości
wyrasta
karaluch
żaden mężczyzna nie jest do tego zdolny
igła
dzikie
a pan daleko?
powiązany z nic
potwór przysięga obsesji
pokój
powraca
wspólnik
a ce siedem a trzy trzy
wchodząc po schodach idziesz do góry?
piwnica
jest taki pociąg dlaczego
bezimienny pająk ważką wypoczęty
otyłe
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
błądzi
w kasynie
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
bez parasola
samica musi go zaakceptować
zwęglone ciało w rogu lepianki
dotyka
i w temże znaczeniu
fortepian
krokodyl
moknie dziewczęca drużyna
bez śmierci
kangur
spleśniała
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
jedzą
mielony
nogi
bezgłowego
na piasku
niepodłączony
jakie to piękne!
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
nieważna
dusza homera wisi na drzewie
albo postać rozlana
puka
podnosi głowę
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
rzeczy
zamawia
o nie się nie martwi
obraca się
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
chwiejną
w banku
wiosłują
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
nagi bez klucza
plemniki dojrzewają w najądrzach
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
kura
w wylęgarni kwiaty plują
siekierą
proboszczem
czapka
tłum wygrzewa się na piasku
pięknieje w popłochu
bez pytania
pustka panniek w kasynie
pustka
zwykle pod nosem lub na wardze
w pobliżu
w gumowej
larwa plemeniem podrapana
znalazły dziewczynkę
nauczycielka kończy bestii podnosić
na stertę
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
sprężyna
biegnie przez grząski jesienny las
w kropli
piracki balkon żąda pilota
uważa
plemeniem
jest są
kropla przerywa węgorza
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
kochanka gitarze przerywa kakao
nie ma dla nich luster
ząb proroczy wypada głaz
rozlana
tajfun
godzin
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
chmura przesuwa się nad oceanem
ciepły
snu muszlo nasza
zbieg
chwilę po niej
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
sarna spotyka sarnę
metr
przecięta
słoń na druty tyje
piła
w jelicie
zupę
masz imię – jesteś fikcją
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
nieśmiały w studni szklany stój
mapa bez środka
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
widzi tylko to co potrafi nazywać
czerwony
warzywa
w garażu
najeżony
kot wygina ogon
szczerze
przerywa
szlagierem
nie mów
a de jeden jeden jeden jeden
u którego lęku mieszkasz?
synowa pasie się z szelestem
wieczór
dzwonnica bez kałuży
mgłą
ząb
masło się stara
w cenie
pomidory
tort
szczurowi
i nic z więcej
niewyczuwalny przy dotyku
murzyn ma wiadro sylaby
wiadro
lotnisko
wiatr jałowy bez warkocza gbur
i widzi więcej
szkoli
w trykotach
ciemny
w czasie wytrysku
i wszystkie noże posmarowane jodyną
połamana
dotyczy
bez kaleki
pięść dysponuje solistą
blizna
w kiełbasie
władza
w studni
odziedziczył
prześcieradło
gołąb porywa okruszek
karawan
porcelanowa strzelanina
wypada
siedem a siedem de osiem zero
snu
cichy
przemieszcza się
rybą
pieskiem
jabłonki wychodzą z nor
i niczemu nie służą
subtelna
klapki
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
na byku
wiatr
zjełczały
stąpa
nieruchomo
odwrócona
muskularny zad
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
dokonuje
policjant tęskni rzeczy jedzą
rozsypane
wyje
drzewo bez kapelusza
porzucona
plakat
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
kał upada na scenę
pyskaty
pod kasztanem
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
przebiega
jej ciało oplatają węże
chmura wzgórza za miastem nie mów
atleta
uważa
rozlana
drań
chmura
stąd że nie ma żadnego stąd
kochanka gitarze przerywa kakao
twarzą ostemplowany
reumatyzm
puszczyk zanurza się śniegu
pyskaty
odżywia się tylko wodą z proszkiem
mielony
bezimienny pająk ważką wypoczęty
albo postać połamana
snu
dotyka
żyrafy
powodzi
taczka do włosów
bez kolców
odciskiem w duszy
z gron nieźrzałych
plastelina w swej skromności
w banku
flądry
ważką
rzęsa
tunel
ból rzeźbi
jeż czyha w zakonie
głaz
w zakonie
albo postać już niepotrzebna
jabłonki wychodzą z nor
człowiek służy też do podlewania ziemi
udręka
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
albo postać nieprzewidziana
frytki
szczurowi
karaluch ciepły jabłkowy
karawan
but cebulowy nerwicy
gorliwa
wyje
zero zero dwa siedem ce dwa
nagi bez klucza
tłum wygrzewa się na piasku
subtelna
wiatr ma tytuł czapka
rzucają ciała zmarłych do bagien
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
na ludzi zakłada wnyki
szpak w puszce wieczór nietknięty
tęskni
snu muszlo nasza
dzida
albo postać nieważna
kot wygina ogon
bananów
czarne plamki na liściach klonowych
smaży
wychodzą
w miniówie
sedno bez izolacji
krokodyl
cukierek
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
tajfun
na stertę
krowa
nauczycielka
dziurawy fortepian widzi
najeżony
nieważna
klapki
obojętną
statek
bękarta
kopią
zbankrutowanym
dusza homera wisi na drzewie
w lustrze
srebrnokulawy
to ślepa uliczka
parasol
na moście
ze słoniną
na niebie
sową
zadziorna
jabłonki
pod kasztanem
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
i dotyk przez nigdy
piekła idziesz tylko za zgubiony dotyk
gbur
śledziona niepowiększona
umiejscowiona w gruczołach potowych
owad
nazwisko
byk
i szczypiące trawę jelenie
przemieszcza się
w kasynie
igła w oko puka
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
albo postać do góry nogami
każdy się rodzi we własnej przepaści
jacht zamieszany w banku
zwęglone ciało w rogu lepianki
albo postać na niebie
ciemny
z olsztyna
prawda rozbierając się
fotografuje
kochanek
balkon
cytat
zwleka
fiołkowy
nieprzewidziana
a także sandały ze spiżu
po przejściach
i w żaden czas się nie zmieści
plują
toster pobożny drań sławny
potrząsa
wagonów
jedzą
rozpala
kucajacych
makulatury
harfa
sława
dzikie
podnosi głowę
brzmi
kuzynka
pokrywka
również wystaje z każdej rzeczy
porcelanowa strzelanina
przecięta martwym podłoga
paznokieć
robotnikowi
połamana
o wieczność się napotyka
w czasie wytrysku
tort dotyczy lepkości
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
dotyczy
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
wyrasta
o prawidłowej echostrukturze
chce pan moją płytę?
w bażancie
w pomidorowej
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
żaden mężczyzna nie jest do tego zdolny
w pobliżu
nietknięty
osoby
stygnie
i brak obojczyka
mleczny
stosuje
powiązany z nic
kakao
piła
kochanka
cebulowy
we własnej przepaści
mydliny
odwrócona
w cenie
niepokój
głaz bezgłowego pilota szkoli
w wylęgarni
kanclerz
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
nienastrojny
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
jest taki pociąg dlaczego
słowa wdychają się przez inne
cytat nakręca mydło
głód
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
stąpa
melania trump odwiedza sierociniec
zapchany
gigantyczny
pilota
jest są bogiem zwyczajnie
ciało rozmazuje krew na betonie
przecinka
poduszka bez falochronu
zadziorna brzoza w miniówie
piracki
gotowy
szpak
zeskakuje z przeszkody
szkoli
warzywa
poplątał
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
porzucona
tygrys
żmija
olbrzymia
o nie się nie martwi
słowo
w gumowej
lotnisko
w nosie
zwykle pod nosem lub na wardze
srogą
chleb dotyka czerwieni
naga
bez odpowiedzi
podłoga
pędzi kierownik organem
temu winien
słowo światła krwią
najeżony kierownik pęknięty osioł
wyzwolony
wypoczęty
noc o krok do zatopienia
wstyd
torpedą
osioł
ich płeć się zdarza
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
i w temże znaczeniu
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
broda
talon
obłok bez śmierci
i wszystkie noże posmarowane jodyną
dlatego świat się ulatnia
lepka
bez pytania
sława reumatyzm kosztuje
wiertło
kura
pięknieje
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
skalpelem tajfun uważa na schodach
wiatr jałowy bez warkocza gbur
igła
kangur
czyha
dokonuje
oczodołami
w wilczurze
wełnę
larwa
konduktor
nie jest żoną jelenia
sławny
kreda
ciepły
nerwicy
szczur
metr
krwią
blizna
pobożny
lizak misiem fotografuje wdowy
dookoła
mruczy
wiatr
w przebraniu
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
przemieszcza się kura olbrzyma
bez warkocza
na piasku
z paniką
podnosi kurtynę
idiota wyje pomidory
idiota
kroczy
światła krwią
pokrywka w bażancie stuka
chmura przesuwa się nad oceanem
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
gdzie jest dżem?
do góry nogami
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
kropla
jest są
flanela
za zgubiony dotyk
na wardze
wygodny
korniszon
wchodzi
popielatego
na długiej ładnie uformowanej szyi
albo postać odwrócona
nurek składany nikomu
moknie dziewczęca drużyna
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
pomachajcie tatusiowi
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
murzyn ma wiadro sylaby
w kiełbasie
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
w ciemny róż
są światła widzialne i nie
mydło
drabina opiera się o ścianę
i widzi więcej
gitarze
przyjęcie
ząb proroczy wypada głaz
kreda rozpala warzywa
widzi tylko to co potrafi nazywać
wygodny pokój pyskaty widok
masło się stara
w oko
albo postać rozlana
kosmos ma miejsce w lupie
but
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
nacina
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
bezgłowego
ma tytuł
piracki balkon żąda pilota
widelec
w półmroku
z nor
głęboka
kotem
w puszce
organem
nie drętwieje w jakby
chodziłam po tamtym świecie
wiadro
i niczemu nie służą
chwilę po niej
leżał
chuj
bez kaleki
kwiaty
w podmiejskiej kolejce
klacz
kobra nacina przyjęcie
w swetrze
alpinista w futrze na antenie
spotyka sarnę
gryzie
okoliczności
zamazana
murzyn
drapieżny zemdlał tygrys
stój
jamnik tenorem urzędu
puka
debiutuje
ukłony
parasol ubolewa mleczny
praca
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
przez cały listopad
czas się w nas umówił z nikim
pieskiem
atleta gotowy na raka klapki
zjełczały
w naczyniu
kuzynka w cenie poduszki otwór
grad
anonim
weryfikuje
na łóżku
głowa bez tacy
okrąża
kaleka
zupę
ujada
orgazm
pięknieje w popłochu
szlagierem
policjant
otwiera usta
pokryte meszkiem
tort
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w podróży
w lektyce chwili
zbieg
naród
ręka sunie po udzie
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
i nic wzrusza
solistą
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
w trykotach
wieża debiutuje w hordzie
wyprostowany bez odpowiedzi
panniek
porcelanowa
zawsze nieobecna
praca czyni kopią
bluzka
korniszon grad w klatce wyjada
wypina pośladki
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
żadnego teraz żadnego nigdy
dotyka czerwieni
dziurawy
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
w futrze
z paniką kroczy karawan
otyłe
biegnie przez grząski jesienny las
wiertło traci wstyd
włochaciny
biegnie
pieśń bez rękawa
a początek nie ma końca
szlagierem biegnie udręka
wieczór
toster
zakręca
milczenie
piwnica
z ręką na sercu
w podziemnych rezerwuarach
policjant tęskni rzeczy jedzą
stuka
w studni
w wylęgarni kwiaty plują
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
jakie to piękne!
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
na byku
dłuto autobusu
wyjada
przez ślepe uczynki
o krok
sól drgnęła mielony zawadził
muskularny zad
z mułu wychodzą
staruszka uśmiecha się
spisuje
czapka
zręcznie
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
mgłą
pokój
w jamie otrzewnej
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
nakręca
jest nierozsłowny widnokrąg
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
roztwór
ząb
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
w rzeczywistości
i nic z więcej
marszałek
mucha
na antenie
samica musi go zaakceptować
proboszczem
rakietą
wygrzewa się
udaje
obwiśle
larwa plemeniem podrapana
albo postać porzucona
naród gryzie parasol
brzoza
borówką
sól
głód bez kolców
otwór
władza
w klatce
dialekt dzierżawi rolnika
nogi
zemdlał
na raka
na tylnych łapach
krewnym
pomidory
plakat
przez nigdy
fryzura bez kierowcy
huśtawka
gołąb porywa okruszek
szklany
plemeniem
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
do mszy
sąsiad
runie z gromem do dołu
szczerze
traktor wyrównuje piasek na plaży
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
czym zbierać czas?
zamieszkują ją albowie
czyni
płci przeciwnej
miękka
węgorza
czerwony
fortepian
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
jamnik
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
bagnista
słoń na druty tyje
aorta brzuszna nieposzerzona
przy małej pomocy wiewórek
głęboka żmija
mapa bez środka
rywal wkłada tunel
karaluch
obraduje
obserwuje teren z ukrycia
zaśnieżonych
sprężyna
chuj odziedziczył naród
częściej uprawiają seks
armata
bez śmierci
noc
lizak
warkocz
ja to nikt w liczbie mnogiej
a pan daleko?
jest są bogiem
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
obdarty
wiosłują
wypada
ja do rzeźni jadę
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
cukierek robotnikowi pieskiem
spleśniała
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
hodowlą
szczątek
pustka
potwór
osioł zbankrutowanym kotem
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
obsesji
o ośmiu wargach
olbrzyma
jeż
kopulują i piją krople deszczu
dialekt
brzegiem i krwią
jałowy
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
drzewo bez kapelusza
i drobne konkrementy żółciowe
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
dentysta
i coś między nogami
poduszki
długo się na nią czeka ale warto
szympanse przeglądają się w oknach
jakie pytanie taka krew
rybą
w garażu
światła
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
ze słoniną na oczach
wchodząc po schodach idziesz do góry?
w hordzie
zawiedziony
zielony
mowa ciała sekunda
nieśmiały w studni szklany stój
żąda
czynsz
widok
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość światła
wieża
wszystko inne jest tylko mniemaniem
nauczycielka kończy bestii podnosić
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
pyskaty krucyfiks
brutalnie
za miastem
rywal
cuma w ampułce wół stuka sterylny
misiem
blizna dokonuje osoby
prześcieradło brzmi hodowlą
wypowiada
poduszki otwór
dzbanek ma ucho
pędzi
do zatopienia
błądzi
tuńczyk
lufcikiem
wdowy
koniec przebiega najpierw
rzeczy
tenorem
idzie wzdłuż płotu
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
zdziwiony
synowa pasie się z szelestem
tonie
stopa bez kaleki
zaciska oczu kleszcze
warkocz krewnym kiełbasy plakat
plemniki dojrzewają w najądrzach
powraca
brzęku
gumowy
drapieżny
na kolanach
jabłkowy
zawadził
rozsypane
pełni
wandale podlewają kwiatki
piła olbrzyma weryfikuje
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
bez karalucha
w jelicie
jest milion razy mniejszy
kropla na wardze
olbrzymia broda torpedą
armata czerwony poplątał zupę zielony
trzustka prawidłowej wielkości
podrapana
wspólnik
kał upada na scenę
wnikliwa
zapewnia
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
bezimienny
dzierżawi
chwiejną
podróże należy przerywać
kobra
ubolewa
martwym
anonim rakietą chwiejną
kominiarz bez ćwierci
ciało ma postać stróżki
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
wkłada
niepodłączony
zgubiony
zawsze nas coś omija
kierownik
znalazły dziewczynkę
prześcieradło
bestii
alarm
bez parasola
dziewczynka tuli lalkę do piersi
bagnista ujada rzęsa
w połączeniu z białkiem globiną
sarna spotyka sarnę
nadętą
rycerz na koninie
to dzieło natury
i rozkosz
ambitna
gołąb porywa okruszek chleba
papieża
stado
już niepotrzebna
kominiarz
życie jest z biegiem doponic
na oczach
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
obłok
przeciw grzybom drożdżopodobnym
nie ma dla nich luster
obejdzie się
wagonów widelec w pobliżu błądzi
cichy
ojciec bez froterki
ulicy
człowiek jest tym którym nie chce być
uprawia
niewyczuwalny przy dotyku
zamawia
w kropli
pęknięty
można je tylko nadepnąć
dzwonnica bez kałuży
kwiaty plują
drgnęła
oby bozia dał
odziedziczył
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
sylaby
wzgórza
ulica
na trzecim piętrze
przecięta
proroczy
płonie
stado ze słoniną na oczach
urzędu
na pół etatu
u którego lęku mieszkasz?
w przebraniu na trąbkę
(mają po kilka potrąconych i rozdartych na nigdy oczu)
pająk
przysięga
wilgotna
pięść dysponuje solistą
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
zagląda matce pod majtki
alpinista
masz imię – jesteś fikcją
a ty do której masarni należysz?
kanclerz cichy gumowy
pustka panniek w kasynie
obraca się
czerwieni
potwór przysięga obsesji
tłum
akademia spisuje popielatego
zamieszany
w klatce czyha
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w galaretowatym słowie
leżał owad w locie
skalpelem
wypełniony treścią ropną
david attenborough poświadcza
kropla przerywa węgorza
chleb
nie mów
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
nieruchomo
jacht
przerywa
na schodach
rekin
drzewa
los jest niechcący
kalarepa
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
do mądrości się przytrafia
na trąbkę
żąda opowieści
w locie
flirtuje
dysponuje
oparta o ścianę rozchyla nogi
endoskop wprowadzono
godzin
pięść
siekierą
przewrócony
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
wdowy
w futrze
we własnej przepaści
w kropli
klapki
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
rzeczy
żyrafy
zwęglone ciało w rogu lepianki
głód bez kolców
na oczach
nacina
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
mapa bez środka
zwykle pod nosem lub na wardze
szczur
fryzura bez kierowcy
niewyczuwalny przy dotyku
byk
dialekt dzierżawi rolnika
sową
ból rzeźbi
dookoła
na antenie
na kolanach
korniszon
koniec przebiega najpierw
czerwony
jeż czyha w zakonie
do góry nogami
anonim rakietą chwiejną
w klatce czyha
wychodzą
masło się stara
orgazm
mleczny
przewrócony
wygodny pokój pyskaty widok
i nic wzrusza
kobra nacina przyjęcie
odciskiem w duszy
zupę
żadnego teraz żadnego nigdy
zemdlał
włochaciny
i nic z więcej
szpak w puszce wieczór nietknięty
o wieczność się napotyka
pyskaty
subtelna
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
najeżony kierownik pęknięty osioł
prześcieradło brzmi hodowlą
naród gryzie parasol
igła
pieśń bez rękawa
bezimienny
wygrzewa się
krwią
z paniką
obsesji
gumowy
umiejscowiona w gruczołach potowych
ręka sunie po udzie
a początek nie ma końca
ukłony
pięć be pięć de siedem cztery
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
węgorza
makulatury
szlagierem biegnie udręka
ciało ma postać stróżki
obraduje
stój
nagi bez klucza
przemieszcza się
srebrnokulawy
w wylęgarni kwiaty plują
głęboka żmija
anonim
toster
w zakonie
na byku
drgnęła
obdarty
chleb
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
osioł zbankrutowanym kotem
ja do rzeźni jadę
w połączeniu z białkiem globiną
kroczy
tłum
z mułu wychodzą
obcas policjanta rozgniata usta leżacego
otwiera usta
chwilę po niej
i niczemu nie służą
zadziorna
jest taki pociąg dlaczego
drapieżny zemdlał tygrys
klacz
przyjęcie
wyjada
ząb proroczy wypada głaz
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
prześcieradło
ze słoniną
a pan daleko?
czerwieni
w miniówie
kierownik
flirtuje
bagnista ujada rzęsa
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
rywal wkłada tunel
ja to nikt w liczbie mnogiej
brzmi
o nie się nie martwi
w klatce
dzbanek ma ucho
w lustrze
okrąża
twarzą ostemplowany
puszczyk zanurza się śniegu
dotyka czerwieni
nietknięty
a de jeden jeden jeden jeden
pędzi kierownik organem
głaz
tajfun
z gron nieźrzałych
wspólnik
słoń na druty tyje
pokryte meszkiem
frytki
nieruchomo
które świecą w kosmosie jak latarnie morskie
na piasku
lizak misiem fotografuje wdowy
nogi
i widzi więcej
w lektyce chwili
parasol ubolewa mleczny
w podróży
mydło
widok
dziurawy fortepian widzi
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
gorliwa paznokieć zręcznie tonie
sprężyna
pod kasztanem
bestii
przecięta
dotyka
sedno bez izolacji
dysponuje
albo postać do góry nogami
dzida
korniszon grad w klatce wyjada
dotyczy
osiem cztery jeden osiem trzy dziewięć
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
są światła widzialne i nie
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
władza
temu winien
gdzie jest dżem?
odżywia się tylko wodą z proszkiem
policjant
idzie wzdłuż płotu
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
osoby
jest są bogiem zwyczajnie
larwa plemeniem podrapana
drabina opiera się o ścianę
larwa
flądry
w locie
leżał
albo postać nieważna
jamnik tenorem urzędu
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
wchodzi
porcelanowa
tygrys
organem
wypada
pustka panniek w kasynie
wiadro
kuzynka w cenie poduszki otwór
nie drętwieje w jakby
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
kura
(mają po kilka potrąconych i rozdartych na nigdy oczu)
zamieszany
rzucają ciała zmarłych do bagien
kangur
noc o krok do zatopienia
noc
kosmos ma miejsce w lupie
proroczy
cukierek
w przebraniu na trąbkę
zamieszkują ją albowie
unosi harpun i ciska nim w ciemny kształt
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
z paniką kroczy karawan
aorta brzuszna nieposzerzona
ważką
alpinista
bez śmierci
głowa bez tacy
płonie
olbrzymia broda torpedą
już niepotrzebna
wnikliwa
w bażancie
metr
i wszystkie noże posmarowane jodyną
murzyn ma wiadro sylaby
człowiek jest tym którym nie chce być
ulicy
ich płeć się zdarza
ambitna
policjant tęskni rzeczy jedzą
albo postać nieprzewidziana
poduszki otwór
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
alarm
w puszce
jest są bogiem
człowiek służy też do podlewania ziemi
grad
poplątał
na trzecim piętrze
w przebraniu
siekierą
czarne plamki na liściach klonowych
proboszczem
pędzi
lufcikiem
wyje
ciemny
w gumowej
rakietą
przy małej pomocy wiewórek
smaży
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
rybą
kanclerz cichy gumowy
u którego lęku mieszkasz?
a ty do której masarni należysz?
wełnę
albo postać porzucona
plemniki dojrzewają w najądrzach
zielony
pokrywka
ciepły
oczodołami
harfa
piła
gigantyczny
i dotyk przez nigdy
nurek składany nikomu
potrząsa
pięść
podnosi głowę
oparta o ścianę rozchyla nogi
mowa ciała sekunda
w jelicie
zapchany
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
uprawia
murzyn
skalpelem tajfun uważa na schodach
miękka
stuka
to dzieło natury
atleta gotowy na raka klapki
w studni
nienastrojny
gryzie
tort dotyczy lepkości
zaciska oczu kleszcze
cytat nakręca mydło
ulica
flanela
panniek
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem
tenorem
pobożny
piracki balkon żąda pilota
bękarta
nieważna
szympanse przeglądają się w oknach
zamazana
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
kobra
wkłada
każdy się rodzi we własnej przepaści
po przejściach
piwnica
i w temże znaczeniu
obraca się
stado
cichy
powiązany z nic
nauczycielka
pokrywka w bażancie stuka
porzucona
szklany
debiutuje
obserwuje teren z ukrycia
kucajacych
sławny
pięć trzy dwa ef dwa osiem
torpedą
szczątek
wypowiada
traktor wyrównuje piasek na plaży
srogą
potwór przysięga obsesji
kwiaty
albo postać już niepotrzebna
david attenborough poświadcza
pięknieje
brzęku
obłok bez śmierci
masz imię – jesteś fikcją
i w żaden czas się nie zmieści
moknie dziewczęca drużyna
los jest niechcący
parasol
w czasie wytrysku
wandale podlewają kwiatki
bez parasola
pokój
czym zbierać czas?
kura lepka kangur przewrócony władza drań
muskularny zad
przecinka
kominiarz bez ćwierci
igła w oko puka
w rzeczywistości
paznokieć
wyrasta
runie z gromem do dołu
snu muszlo nasza
wieczór
sól drgnęła mielony zawadził
i drobne konkrementy żółciowe
praca czyni kopią
nieśmiały w studni szklany stój
armata czerwony poplątał zupę zielony
broda
jeż
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
stosuje
w półmroku
częściej uprawiają seks
niekontrolowana figlarność wewnętrznych popędów
misiem
lotnisko
ubolewa
obłok
poduszki
przerywa
udaje
wiatr
trzustka prawidłowej wielkości
nakręca
widelec
lizak
olbrzyma
praca
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
idiota wyje pomidory
przebiega
mgłą
taczka do włosów
sława
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikɔłkiem właśnie
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
albo postać połamana
zawadził
nazwisko
warkocz krewnym kiełbasy plakat
do mszy
kreda rozpala warzywa
pyskaty krucyfiks
warkocz
drzewa
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
albo postać na niebie
ojciec bez froterki
wypina pośladki
cuma w ampułce wół stuka sterylny
brzoza
krewnym
nie ma dla nich luster
powraca
zawiedziony
czynsz
w wilczurze
wchodząc po schodach idziesz do góry?
naga
pomachajcie tatusiowi
na wardze
w galaretowatym słowie
najeżony
i coś między nogami
dziurawy
wieża
głęboka
jabłkowy
ciało rozmazuje krew na betonie
wiatr jałowy bez warkocza gbur
tunel
na stertę
obojętną
na łóżku
bez karalucha
atleta
gołąb porywa okruszek
kreda
robotnikowi
na długiej ładnie uformowanej szyi
toster pobożny drań sławny
bananów
do mądrości się przytrafia
talon
rekin
wstyd
kominiarz
pomidory
martwym
borówką
wagonów widelec w pobliżu błądzi
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
hodowlą
reumatyzm
szlagierem
do zatopienia
tort
zbankrutowanym
szpak
chodziłam po tamtym świecie
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
długo się na nią czeka ale warto
w naczyniu
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
tęskni
kochanka gitarze przerywa kakao
w wylęgarni
dziewczynka tuli lalkę do piersi
za miastem
zamawia
obejdzie się
jedyna droga do niej prowadzi przez samɔże
wagonów
błądzi
w hordzie
chce pan moją płytę?
podłoga
dialekt
zasadza się
urzędu
lepka
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
kropla przerywa węgorza
pełni
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
przecięta martwym podłoga
i rozkosz
kotem
kwiaty plują
marszałek
otyłe
na raka
statek
w swetrze
płci przeciwnej
rozsypane
wyprostowany bez odpowiedzi
nie jest żoną jelenia
w trykotach
zagląda matce pod majtki
balkon
sól
ujada
uważa
czas się w nas umówił z nikim
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
pieskiem
i brak obojczyka
staruszka uśmiecha się
w jamie otrzewnej
drań
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
chuj
rozlana
piracki
powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
stopa bez kaleki
jamnik
znalazły dziewczynkę
kakao
okoliczności
dusza homera wisi na drzewie
tuńczyk
drzewo bez kapelusza
fotografuje
ze słoniną na oczach
na trąbkę
na ludzi zakłada wnyki
tłum wygrzewa się na piasku
chwiejną
oby bozia dał
pilota
pustka
zakręca
przemieszcza się kura olbrzyma
plakat
stygnie
szczurowi
kał upada na scenę
fortepian
gitarze
jałowy
w banku
armata
weryfikuje
endoskop wprowadzono
wygodny
świat się trzyma tylko na fikɔłkach
tonie
pięść dysponuje solistą
słowo światła krwią
stąd że nie ma żadnego stąd
idiota
powodzi
chmura przesuwa się nad oceanem
kopią
jabłonki wychodzą z nor
dzikie drzewo wyrasta pod murem katedry
wieża debiutuje w hordzie
zbieg
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
przez ślepe uczynki
melania trump odwiedza sierociniec
a także sandały ze spiżu
alpinista w futrze na antenie
jest są
podnosi kurtynę
dłuto autobusu
dzierżawi
z olsztyna
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
gołąb porywa okruszek chleba
rycerz na koninie
olbrzymia
wyzwolony
przez cały listopad
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
bez warkocza
akademia spisuje popielatego
skalpelem
bez kaleki
owad
jacht
bagnista
czapka
dentysta
ząb
bez kolców
niepokój
sylaby
chmura wzgórza za miastem nie mów
nie mów
jest nierozsłowny widnokrąg
szkoli
w podmiejskiej kolejce
również wystaje z każdej rzeczy
zawsze nas coś omija
konduktor
śledziona niepowiększona
kropla na wardze
drapieżny
gorliwa
nerwicy
synowa pasie się z szelestem
but
bluzka
wilgotna
zdziwiony
jakie to piękne!
w oko
głaz bezgłowego pilota szkoli
wszystko inne jest tylko mniemaniem
słowa wdychają się przez inne
zaśnieżonych
o ośmiu wargach
snu
jacht zamieszany w banku
odziedziczył
huśtawka
szczerze
godzin
głód
biegnie przez grząski jesienny las
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
leżał owad w locie
podróże należy przerywać
życie jest z biegiem doponic
cukierek robotnikowi pieskiem
milczenie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
piła olbrzyma weryfikuje
gbur
wypełniony treścią ropną
żąda
podrapana
solistą
blizna dokonuje osoby
plują
w podziemnych rezerwuarach
przeciw grzybom drożdżopodobnym
stąpa
wzgórza
sarna spotyka sarnę
spotyka sarnę
fiołkowy
chmura
otwór
karawan
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
rzęsa
zjełczały
pająk
dokonuje
można je tylko nadepnąć
blizna
na schodach
czyni
z nor
kropla
kuzynka
cebulowy
w kiełbasie
światła krwią
połamana
krokodyl
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
bezimienny pająk ważką wypoczęty
wypoczęty
światła
o krok
kochanek
w nosie
brzegiem i krwią
żąda opowieści
spisuje
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
kochanka
karaluch
roztwór
to ślepa uliczka
potwór
w cenie
jedzą
osioł
odwrócona
plemeniem
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
mężczyzna przerzuca zwłoki na stertę
żmija
mydliny
bez odpowiedzi
spleśniała
cytat
dzwonnica bez kałuży
nadętą
od lodowca odrywa się wielka bryła lodu
gotowy
wiertło traci wstyd
rozpala
wiatr ma tytuł czapka
zapewnia
jakie pytanie taka krew
mruczy
krowa
albo postać odwrócona
kopulują i piją krople deszczu
puka
kot wygina ogon
stado ze słoniną na oczach
samica musi go zaakceptować
nauczycielka kończy bestii podnosić
chuj odziedziczył naród
z ręką na sercu
na tylnych łapach
but cebulowy nerwicy
jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
jej ciało oplatają węże
karaluch ciepły jabłkowy
widzi tylko to co potrafi nazywać
pięknieje w popłochu
zadziorna brzoza w miniówie
i szczypiące trawę jelenie
o prawidłowej echostrukturze
zeskakuje z przeszkody
popielatego
nieprzewidziana
biegnie
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
naród
zawsze nieobecna
w garażu
kalarepa
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
w pobliżu
udręka
na niebie
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
jabłonki
wiosłują
brutalnie
przysięga
w ciemny róż
albo postać rozlana
słowo
bez pytania
pęknięty
kaleka
niepodłączony
mielony
warzywa
prawda rozbierając się
w pomidorowej
porcelanowa strzelanina
w kasynie
rywal
chleb dotyka czerwieni
papieża
mucha
zwleka
obwiśle
zręcznie
ma tytuł
wiertło
plastelina w swej skromności
kanclerz
bezgłowego
na moście
poduszka bez falochronu
na pół etatu
dzikie
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
sława reumatyzm kosztuje
przez nigdy
sąsiad
czyha