mielony ziemi

mielony
olbrzyma
armata czerwony poplątał zupę zielony
człowiek służy też do podlewania ziemi
twarzą ostemplowany
kwiaty plują
tęskni
jest taki pociąg dlaczego
szympanse przeglądają się w oknach
sylaby
fortepian
kroczy
między muzyką a mózgiem
sową
snu
ma coś na sumieniu
poduszka bez falochronu
siekierą
w bażancie
mgłą
kropla
z ręką na sercu
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
zaczyna od odnóg
tako rzeczą czamorro
i drobne konkrementy żółciowe
orgazm
umiejscowiona w gruczołach potowych
poplątał
jest są bogiem
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
a marzenia dzień za dniem tanieją
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
chuj odziedziczył naród
świnie bez parasola samotne
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
plemniki dojrzewają w najądrzach
wyprostowany
żąda opowieści
idzie wzdłuż płotu
wyprostowany bez odpowiedzi
głęboka
po tamtej stronie wątła
wyje
anonim
murzyn ma wiadro sylaby
å po szwedzku
dialekt dzierżawi rolnika
pustkę uzupełnia się wiekiem
cytat nakręca mydło
mydło
krwią
wilgotna
nienastrojony
ma tytuł
but cebulowy nerwicy
zamawia
zręcznie
fotografuje
proboszczem
z paniką kroczy karawan
sedno bez izolacji
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
udręka
ząb proroczy wypada głaz
celebryta
samotne
w wylęgarni
czerwieni
tunel
jedno jest pewne
kuzynka
czereśnie z tłumanami
widok
w nosie
w locie
okrąża
tenorem
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
obsesji
bez parasola
tonie
~ krzesło
wnikliwa
kaleka
w przebraniu
jeż czyha w zakonie
pobożny
nieśmiały w studni szklany stój
dzięki katapulcie
podrapana
spotyka sarnę
tygrys
oby bozia dał
bez karalucha
cebulowy
na stertę
blizna
rzeka
rozsypane
przerywa
śnieg wymiotuje
przy małej pomocy wiewórek
dłuto autobusu
srebrnokulawy
wydają się ślepo przecinać niebo
żadnego teraz żadnego nigdy
albo postać do góry nogami
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
piła olbrzyma weryfikuje
rybą
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
nieruchomo
jakie to piękne!
noc
obłok
igła w oko puka
pieśń bez rękawa
brzęku
wagonów
nie wiadomo po co
cuma w ampułce wół stuka sterylny
ciało ma postać stróżki
naród gryzie parasol
poranek
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
papieża
szczurowi
na trzecim piętrze
nieważna
w przebraniu na trąbkę
truchleje
czarne plamki na liściach klonowych
porcelanowa strzelanina
w magiczny sposób
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
o wieczność się napotyka
plakat
ubolewa
na niebie
z nor
mniejsza o to
o ośmiu wargach
księżyc zgasło
od zarania
albo postać odwrócona
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
nietknięty
sarna spotyka sarnę
dziś to baśń bez dna
pomachajcie tatusiowi
masło się stara
przesuwa się
w popłochu
osioł
policjant tęskni rzeczy jedzą
jego kolec
byk
stój
jedzą
ojciec bez froterki
znalazły dziewczynkę
szkoli
jakie pytanie taka krew
na trąbkę
wandale podlewają kwiatki
pustka
szczebiota mięso
flądry
powraca
parasol
przysięga
kwiaty
wślizguje się
do góry nogami
język jak każde żyjątko
plują
jest nierozsłowny widnokrąg
wełnę
w puszce
albo postać rozlana
wkłada
w masarni
się mówi
pełni
w klatce
nogi
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
spisuje
stygnie
przebiega
odziedziczył
błądzi
skalpelem
widelec
zawadził
czapka
obraduje
wydarte
wiązki nikomu
szczur
piracki balkon żąda pilota
karaluch ciepły jabłkowy
sąsiad
kotem
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
drań
w kropli
oczodołami
zawsze nas coś omija
czas się w nas umówił z nikim
rozlana
grad
proroczy
żyrafy
osioł zbankrutowanym kotem
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
ambitna
miękka
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
piach bez stóp ślepnie
ja to nikt w liczbie mnogiej
piach rozkwita
mleczny
alpinista w futrze na antenie
albo postać na niebie
albo postać już niepotrzebna
w swetrze
odciskiem w duszy
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
moknie dziewczęca drużyna
brzmi
w półmroku
wę że urwane
zaśnieżonych
stuka
chmura przesuwa się nad oceanem
we śnie
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
jest są bogiem zwyczajnie
~ ulica
larwa
daleko mu do spiewu płetwali
larwa plemeniem podrapana
z mułu wychodzą tysiące
ja do rzeźni jadę
brzegiem i krwią
i wszystkie noże posmarowane jodyną
smród to marka gówna uśmiech człowieka
na ludzi zakłada wnyki
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
połamana
bagnista
stado ze słoniną na oczach
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
zagląda matce pod majtki
w cenie
jabłonki
wyjada
frytki
zawiedziony
obskurny
w czasie wytrysku
na kocią łapę
świnie
ze słoniną na oczach
klacz
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
głęboka żmija
gryzie
jacht
kominiarz
za miastem
stopa bez kaleki
bananów
fryzura bez kierowcy
wypowiada
sława
o niej chmarzy ziemia
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
rzęsa
w szyfonowej sukni
synowa pasie się z szelestem
owad
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
w pomidorowej
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
robotnikowi
któremu stadu się kłaniasz?
obejdzie się
gorliwa
sól drgnęła mielony zawadził
kardynał sztucznych tulipanów
statek
zemdlał
w każdym kierunku zamglone
otyłe
~ schody
paryżanka
pokrywka
kreda
sławny
okɔliczności
cukierek robotnikowi pieskiem
są światła widzialne i nie
przez cały listopad
rekin
igła
w pobliżu
potrząsa
wiadro
karawan
~ ucieczka
leżał owad w locie
strumień lawy pochłania wszystko
z turkusowym kamieniem
pokrzywie dłoń wyrasta
dziurawy
koniec przebiega najpierw
porzucona
pieskiem
brzoza
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
gigantyczny
przewrócony
blizna dokonuje osoby
pokryte meszkiem
każdy się rodzi we własnej przepaści
w powabnej szesnastce
policjant
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
kochanka
unoszą się
nurek składany nikomu
rozpala
zamęt obła opoka
rzesza wyjątek
obywatele istnieją by służyć państwu
pęknięty
o krok
aorta brzuszna nieposzerzona
uważa
poduszki
poduszki otwór
o prawidłowej echostrukturze
kura
w wilczurze
ciele oknem
plastelina w swej skromności
muskularny zad
wdowy
puszczyk zanurza się śniegu
warzywa
pyskaty
jak gęsty bywa
na tylnych łapach
olbrzymia
dlatego świat się ulatnia
jacht zamieszany w banku
konduktor
zamieszany
proszę zamknąć oczy
to ślep stróż
przemieszcza się
jego wysokość
lepka
albo postać nieprzewidziana
wczesnopierzasta
mowa ciała sekunda
w lektyce chwili
bez postaci
szaleniec
wzgórza
nieziemskiej urody
zdziwiony
fiołkowy
wiatr ma tytuł czapka
kominiarz bez ćwierci
w studni
idiota wyje pomidory
drapieżny
do zatopienia
~ klucz
rywal wkłada tunel
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
jest niezwykle prosta
pająk
huśtawka
bez śmierci
wstyd
w postaci zakrzepów
na południowy wschód od vöru
bezgłowego
porywa
w klatce czyha
bez stóp
solistą
trzustka prawidłowej wielkości
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
również wystaje z każdej rzeczy
w kiełbasie
olbrzymia broda torpedą
do mszy
bez oczu
kochanek
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
dzida
snu muszlo nasza
szczerze
stąpa
żmija
wiosłują
zwleka
tajfun
jej ciało oplatają węże
marszałek
traktor wyrównuje piasek na plaży
zdolne do niewysuwania wniosków
trup
noc o krok do zatopienia
statek mniejsza o to burza
i islandzkie wulkanów koraliki
węgorza
piwnica
pilota
cichy
rycerz na koninie
drapieżny zemdlał tygrys
biegnie przez grząski jesienny las
ptak się kończy
ciemniejący w światło
~ mansarda
ukłony
proszę zamknąć oczy gitarze
w jamie otrzewnej
wygodny
okazało się że to prawda
morze karłów przewozi oliwa
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
po dwóch sekundach
albo postać nieważna
głód
stosuje
dziecko i narośl
drabina opiera się o ścianę
albo postać połamana
na odludnej wyspie
wypełniony treścią ropną
szpak
często uderzają w wysokie samotne obiekty
biegnie
drzewo bez kapelusza
udaje
i coś między nogami
zadziorna
kobra nacina przyjęcie
zwykle pod nosem lub na wardze
przypadkiem
albo postać porzucona
cukierek
kreda rozpala warzywa
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
jałowy
bez kolców
otwór
ząb
ula i nil
w podmiejskiej kolejce
brutalnie
zaciska oczu kleszcze
mapa bez środka
jak wyglądało prawdziwe życie
zjełczały
puka
leżał
szpak w puszce wieczór nietknięty
dzwonnica bez kałuży
otwiera usta
osoby
balkon
kakao
jamnik tenorem urzędu
potwór przysięga obsesji
zamazana
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
słowa wdychają się przez inne
krewnym
plemeniem
drgnęła
szklany
zwęglone
cytat
pędzi
paznokieć
pyskaty krucyfiks
głaz bezgłowego pilota szkoli
weryfikuje
czerwony
i szczypiące trawę jelenie
wygrywa ten kto głębiej zapomina
flanela
na byku
w naczyniu
wielka bryła odrywa się od lodowca
głaz
rakietą
w zakonie
w futrze
taczka do włosów
wchodzi
ciemny
bluzka
powodzi
człowiek jest tym którym nie chce być
potwór
skalpelem tajfun uważa na schodach
zapewnia
dentysta
z niegojącą się raną pachwiny
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
idź za nim
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
pomidory
krokodyl
lotnisko
bagnista ujada rzęsa
kuzynka w cenie poduszki otwór
murzyn
pokrywka w bażancie stuka
w hordzie
w oko
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
atleta gotowy na raka klapki
obłok bez śmierci
dotyka
sprężyna
do mądrości się przytrafia
powtarzając trzy razy
praca czyni kopią
borówką
chmura
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
obdarty
dzbanek ma ucho
roztwór
torpedą
gumowy
idiota
u którego lęku mieszkasz?
i brak obojczyka
sól
na wardze
jabłonki wychodzą z nor
kto zdechnie wcześniej?
mydliny
ciepły
czym zbierać czas?
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
chuj
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem
tuńczyk
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
jamnik
potem dziecko jest już tylko na części
dzień za dniem
nakręca
stado
w rzeczywistości
z paniką
krowa
wartość tuczna i rzeźna
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
korniszon
bez warkocza
sunie
zadziorna brzoza w miniówie
w kinie
milczenie
na raka
trwa
pokój
pośród lodów arktyki
wiatr
światła krwią
naród
melania trump odwiedza sierociniec
w porządku własnym
á rak morfki gęfto w koło
drzewa
na połamanym krześle
kolec
~ płaszcz
urwane oko
podłoga
dziurawy fortepian widzi
broda
zupę
w podróży
płonie
głowa bez tacy
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
krzyk zarasta bulwary
chleb
w banku
w wylęgarni kwiaty plują
wagonów widelec w pobliżu błądzi
w garażu
karmiony głodem
przemieszcza się kura olbrzyma
nacina
nadszedł umknęło
odwrócona
stąd że nie ma żadnego stąd
czyha
w gumowej
chodziłam po tamtym świecie
nagi bez klucza
a ty do której masarni należysz?
jest są
kura lepka kangur przewrócony władza drań
wysmukła
karaluch
światła
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
pięknieje
porcelanowa
w lustrze
najeżony
kosmos ma miejsce w lupie
zakręca
niepodłączony
kobra
mucha
kalarepa
gdzie jest dżem?
odra zabiła matkę
spadzisty poranek
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
~ okno
a początek nie ma końca
jeż
na schodach
zielony
temu winien
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
makulatury
a pan daleko?
w kolorze ukrytym
na antenie
nerwicy
słoń na druty tyje
wyzwolony
armata
~ ściana
subtelna
atleta
zwęglone ciało w rogu lepianki
ręka sunie po udzie
robaki się nad nimi litują
przecinka
dzikie
bezimienny
ujada
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
przecięta
kangur
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
w miniówie
gitarze
harfa
kropla przerywa węgorza
wyrasta
głód bez kolców
lufcikiem
przyjęcie
klapki
alpinista
krawędź wypowiada się o niedzieli
spleśniała
david attenborough poświadcza

verte

piła olbrzyma weryfikuje
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
niepodłączony
biegnie
księżyc zgasło
ukłony
jacht zamieszany w banku
z paniką kroczy karawan
brzegiem i krwią
wchodzi
pająk
wydają się ślepo przecinać niebo
plemniki dojrzewają w najądrzach
zagląda matce pod majtki
wygodny
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
idiota wyje pomidory
noc
jabłonki
flądry
sąsiad
przemieszcza się
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
mapa bez środka
zaciska oczu kleszcze
najeżony
jamnik tenorem urzędu
pomachajcie tatusiowi
u którego lęku mieszkasz?
w podmiejskiej kolejce
tuńczyk
pokój
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
przysięga
wnikliwa
w przebraniu na trąbkę
strumień lawy pochłania wszystko
koniec przebiega najpierw
drgnęła
czapka
okɔliczności
płonie
jest są bogiem zwyczajnie
pięknieje
szczebiota mięso
jej ciało oplatają węże
cukierek
kura lepka kangur przewrócony władza drań
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
głaz bezgłowego pilota szkoli
ze słoniną na oczach
albo postać odwrócona
konduktor
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
olbrzymia broda torpedą
milczenie
piracki balkon żąda pilota
w studni
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
wartość tuczna i rzeźna
olbrzymia
zakręca
zwęglone ciało w rogu lepianki
krwią
w gumowej
drabina opiera się o ścianę
osioł zbankrutowanym kotem
melania trump odwiedza sierociniec
na schodach
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
kuzynka w cenie poduszki otwór
atleta
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
skalpelem
jakie to piękne!
kaleka
język jak każde żyjątko
olbrzyma
z turkusowym kamieniem
zamęt obła opoka
bez śmierci
nagi bez klucza
drapieżny
jest taki pociąg dlaczego
kwiaty plują
tygrys
rozsypane
zupę
klacz
żadnego teraz żadnego nigdy
obsesji
temu winien
przemieszcza się kura olbrzyma
porywa
igła w oko puka
idzie wzdłuż płotu
na południowy wschód od vöru
pokrzywie dłoń wyrasta
dotyka
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
obraduje
przecinka
kominiarz bez ćwierci
puka
rozpala
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
ujada
brzmi
w każdym kierunku zamglone
á rak morfki gęfto w koło
w rzeczywistości
żyrafy
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
chuj odziedziczył naród
w garażu
cebulowy
praca czyni kopią
karaluch
pomidory
przy małej pomocy wiewórek
w cenie
bez oczu
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
kuzynka
na byku
drapieżny zemdlał tygrys
borówką
jabłonki wychodzą z nor
o niej chmarzy ziemia
zawsze nas coś omija
armata czerwony poplątał zupę zielony
wielka bryła odrywa się od lodowca
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
poplątał
i wszystkie noże posmarowane jodyną
albo postać rozlana
wyje
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
plują
są światła widzialne i nie
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
wstyd
bagnista
zaczyna od odnóg
kreda rozpala warzywa
morze karłów przewozi oliwa
twarzą ostemplowany
do zatopienia
w klatce
chuj
jego wysokość
głód bez kolców
torpedą
dlatego świat się ulatnia
z paniką
gorliwa
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
przypadkiem
pieśń bez rękawa
bananów
widelec
pobożny
karaluch ciepły jabłkowy
do góry nogami
dzida
roztwór
korniszon
w jamie otrzewnej
od zarania
nerwicy
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
wę że urwane
człowiek jest tym którym nie chce być
pokryte meszkiem
truchleje
przesuwa się
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
cuma w ampułce wół stuka sterylny
leżał owad w locie
pieskiem
zjełczały
rycerz na koninie
proroczy
stój
udręka
bez postaci
krewnym
obskurny
zielony
jak wyglądało prawdziwe życie
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
kochanka
kalarepa
wagonów widelec w pobliżu błądzi
wagonów
na kocią łapę
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
tonie
po dwóch sekundach
porcelanowa strzelanina
byk
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
murzyn ma wiadro sylaby
zwykle pod nosem lub na wardze
armata
z ręką na sercu
poduszki otwór
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
stąd że nie ma żadnego stąd
na tylnych łapach
wdowy
marszałek
poranek
bezimienny
~ okno
jedzą
rekin
po tamtej stronie wątła
przewrócony
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
wiosłują
w naczyniu
osoby
świnie
nietknięty
krowa
bez karalucha
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
potem dziecko jest już tylko na części
wczesnopierzasta
błądzi
kominiarz
czyha
żąda opowieści
wyjada
kardynał sztucznych tulipanów
masło się stara
taczka do włosów
moknie dziewczęca drużyna
samotne
pyskaty krucyfiks
karawan
znalazły dziewczynkę
powraca
w masarni
wypowiada
tajfun
wygrywa ten kto głębiej zapomina
w klatce czyha
paryżanka
poduszka bez falochronu
~ ściana
przecięta
w puszce
pilota
ma coś na sumieniu
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
trup
jest są
na połamanym krześle
trzustka prawidłowej wielkości
jest nierozsłowny widnokrąg
zawiedziony
pędzi
robotnikowi
dzbanek ma ucho
fryzura bez kierowcy
zamawia
zapewnia
dłuto autobusu
kangur
fiołkowy
szklany
z nor
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
policjant tęskni rzeczy jedzą
sława
w powabnej szesnastce
urwane oko
i islandzkie wulkanów koraliki
kotem
but cebulowy nerwicy
daleko mu do spiewu płetwali
anonim
obdarty
wysmukła
na niebie
bez parasola
czas się w nas umówił z nikim
nieruchomo
david attenborough poświadcza
ojciec bez froterki
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
głaz
głód
gdzie jest dżem?
smród to marka gówna uśmiech człowieka
udaje
szympanse przeglądają się w oknach
zaśnieżonych
plastelina w swej skromności
czereśnie z tłumanami
wślizguje się
głęboka żmija
nie wiadomo po co
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
albo postać do góry nogami
oby bozia dał
otwiera usta
jakie pytanie taka krew
w kinie
porzucona
oczodołami
cytat
szkoli
obłok
mielony
szczur
w magiczny sposób
sól drgnęła mielony zawadził
rzęsa
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
szaleniec
wydarte
kolec
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
w bażancie
parasol
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
węgorza
ciele oknem
obywatele istnieją by służyć państwu
rywal wkłada tunel
ubolewa
albo postać na niebie
naród
miękka
blizna
spleśniała
jałowy
proszę zamknąć oczy
chodziłam po tamtym świecie
lufcikiem
świnie bez parasola samotne
unoszą się
aorta brzuszna nieposzerzona
w nosie
traktor wyrównuje piasek na plaży
spadzisty poranek
ciało ma postać stróżki
w oko
podrapana
piwnica
gryzie
pyskaty
brzęku
czarne plamki na liściach klonowych
w futrze
solistą
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
wiatr ma tytuł czapka
tunel
alpinista
statek mniejsza o to burza
frytki
czerwony
na stertę
piach bez stóp ślepnie
harfa
ząb proroczy wypada głaz
siekierą
stygnie
często uderzają w wysokie samotne obiekty
karmiony głodem
alpinista w futrze na antenie
zadziorna
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
nadszedł umknęło
mowa ciała sekunda
pustka
noc o krok do zatopienia
klapki
powodzi
zamieszany
bez kolców
flanela
~ mansarda
jamnik
jeż czyha w zakonie
w pobliżu
stado ze słoniną na oczach
jacht
mydliny
albo postać porzucona
potwór
i drobne konkrementy żółciowe
przyjęcie
robaki się nad nimi litują
idź za nim
w zakonie
jego kolec
o wieczność się napotyka
wzgórza
odra zabiła matkę
dziurawy
szpak
sól
gitarze
~ schody
fotografuje
plakat
na raka
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
huśtawka
tako rzeczą czamorro
uważa
kobra
gumowy
ς¹
dzikie
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
ambitna
sławny
sprężyna
o krok
któremu stadu się kłaniasz?
a pan daleko?
zdziwiony
proboszczem
kropla
okazało się że to prawda
gigantyczny
pęknięty
puszczyk zanurza się śniegu
śnieg wymiotuje
stosuje
obłok bez śmierci
krzyk zarasta bulwary
å po szwedzku
i brak obojczyka
zemdlał
kwiaty
dziurawy fortepian widzi
wiatr
piach rozkwita
wyprostowany
o prawidłowej echostrukturze
zadziorna brzoza w miniówie
rzesza wyjątek
szczerze
w miniówie
drzewa
stuka
nienastrojony
fortepian
lotnisko
połamana
broda
grad
z mułu wychodzą tysiące
w locie
drzewo bez kapelusza
albo postać nieważna
larwa
na antenie
w postaci zakrzepów
stado
na odludnej wyspie
dziecko i narośl
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
policjant
stopa bez kaleki
umiejscowiona w gruczołach potowych
w swetrze
leżał
odciskiem w duszy
naród gryzie parasol
warzywa
pustkę uzupełnia się wiekiem
kosmos ma miejsce w lupie
chmura przesuwa się nad oceanem
w podróży
muskularny zad
ciemny
światła krwią
balkon
otyłe
stąpa
nurek składany nikomu
nakręca
wkłada
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
wypełniony treścią ropną
dzięki katapulcie
z niegojącą się raną pachwiny
jest niezwykle prosta
odwrócona
ząb
jedno jest pewne
nacina
żmija
we śnie
kobra nacina przyjęcie
kroczy
chleb
w lektyce chwili
a ty do której masarni należysz?
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
osioł
kropla przerywa węgorza
~ płaszcz
drań
w popłochu
albo postać nieprzewidziana
na wardze
powtarzając trzy razy
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
a początek nie ma końca
mydło
ręka sunie po udzie
nieziemskiej urody
w wylęgarni kwiaty plują
porcelanowa
papieża
i coś między nogami
sylaby
biegnie przez grząski jesienny las
~ ulica
mucha
w czasie wytrysku
subtelna
wilgotna
synowa pasie się z szelestem
cukierek robotnikowi pieskiem
widok
na ludzi zakłada wnyki
idiota
wyprostowany bez odpowiedzi
tenorem
potrząsa
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
w pomidorowej
w porządku własnym
pełni
przerywa
odziedziczył
poduszki
ciepły
każdy się rodzi we własnej przepaści
nogi
czym zbierać czas?
jest są bogiem
przez cały listopad
ula i nil
w przebraniu
okrąża
makulatury
dziś to baśń bez dna
bagnista ujada rzęsa
albo postać już niepotrzebna
pokrywka
na trąbkę
ptak się kończy
głowa bez tacy
tęskni
cytat nakręca mydło
w wylęgarni
słowa wdychają się przez inne
wyrasta
atleta gotowy na raka klapki
srebrnokulawy
w półmroku
skalpelem tajfun uważa na schodach
krawędź wypowiada się o niedzieli
rybą
pokrywka w bażancie stuka
w szyfonowej sukni
~ krzesło
chmura
się mówi
proszę zamknąć oczy gitarze
w lustrze
w wilczurze
bluzka
szczurowi
plemeniem
albo postać połamana
zawadził
rzeka
głęboka
do mszy
bezgłowego
snu muszlo nasza
sową
na trzecim piętrze
mniejsza o to
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
szpak w puszce wieczór nietknięty
to ślep stróż
za miastem
ciemniejący w światło
orgazm
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
kreda
celebryta
statek
bez warkocza
kto zdechnie wcześniej?
w hordzie
zamazana
o ośmiu wargach
nieważna
do mądrości się przytrafia
kochanek
owad
sedno bez izolacji
rozlana
brutalnie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
wyzwolony
dialekt dzierżawi rolnika
jak gęsty bywa
murzyn
paznokieć
potwór przysięga obsesji
w kolorze ukrytym
wiadro
w kropli
kura
sunie
ja do rzeźni jadę
wandale podlewają kwiatki
przebiega
spotyka sarnę
dentysta
blizna dokonuje osoby
bez stóp
światła
w kiełbasie
i szczypiące trawę jelenie
cichy
weryfikuje
zwleka
zwęglone
w banku
dzwonnica bez kałuży
spisuje
podłoga
zdolne do niewysuwania wniosków
wiązki nikomu
pośród lodów arktyki
igła
~ ucieczka
kakao
krokodyl
słoń na druty tyje
mgłą
snu
obejdzie się
jeż
wełnę
czerwieni
ja to nikt w liczbie mnogiej
również wystaje z każdej rzeczy
sarna spotyka sarnę
rakietą
~ klucz
ma tytuł
zręcznie
lepka
nieśmiały w studni szklany stój
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
trwa
otwór
brzoza
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem
larwa plemeniem podrapana
mleczny
między muzyką a mózgiem
człowiek służy też do podlewania ziemi