szaleniec krwisty

szaleniec
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
ubolewa
w wilczurze
rekin
albo postać nieważna
55 milionów lat świetlnych od nas błądzi rakietą kominiarz
ręka sunie po udzie
odra zabiła matkę
w kropli
potem dziecko jest już tylko na części
urągająca logiki intryga
odciskiem w duszy
udaje
przez cały listopad
ojciec bez froterki
jakie pytanie taka krew
w trakcie podnoszenia głosu przez chińskie prowincje
przebiega
człowiek nie do oderwania od smyczy
w cenie
wyprostowany bez odpowiedzi
parasol
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
porcje rozychylają się porcjom
fryzura bez kierowcy
grad
kosmos ma miejsce w lupie
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
o prawidłowej echostrukturze
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
niewymyty przez wieki
przysięga
bez parasola
konduktor
gdzie popadnie
wysmukła
drzewo
szczur
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
jaśnieje
na antenie
z nor
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
nacina
wartość tuczna i rzeźna
żona zdradza swoją rolę
w postaci krzywej
oraz żydowscy grabarze
tenorem
piła olbrzyma weryfikuje
wyrasta
a początek nie ma końca
alpinista w futrze na antenie
musisz to zobaczyć
innego ratunku nie ma
drogą polna
czyha
ze stali niepojętej
dla żartu
kangur
głęboka
wiosłują
twarzą ostemplowany
w wylęgarni
i co dalej?
jedno jest pewne
w jamie otrzewnej
lufcikiem
rozsypane
brzmi
dziś to baśń bez dna
krokodyl
ja to nikt w liczbie mnogiej
szympanse przeglądają się w oknach
ciało ma postać stróżki
źle wbite
kominiarz bez ćwierci
powraca
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
od zarania
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
rybą
harfa
larwa plemeniem podrapana
proroczy
w kolejce do ścięcia
torpedą
pokrzywie dłoń wyrasta
twarzą przez nos zakłada maskę
kobieta leży na plecach luźno opuszczając nogi
jeż
skalpelem
drzewo jaśnieje ojciec łka błękitny mocz
w klatce
zaciska oczu kleszcze
księżyc zgasło
wyzwolony
karaluch ciepły jabłkowy
w wylęgarni kwiaty plują
jest są bogiem zwyczajnie
w swetrze
nie wiadomo po co
wiadro
lotnisko
przewrócony
w obcisłej spódnicy
po dwóch sekundach
następne jest portofino?
armata
nie do oderwania od pustki
drapieżny
w trakcie przybijania brzegów do wspomnień
mapa bez środka
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
najeżony
między muzyką a mózgiem
to przyjemne
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
chropowaty snu naszyjnik
siekierą
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
rakietą
kakao
daleko mu do spiewu płetwali
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
na tym polega wolność
oczodołami
zręcznie
kominiarz
w szyfonowej sukni
to najlepsza ochrona przed zarazą
w drodze do po nic
melania trump odwiedza sierociniec
425 mln lat temu
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem
wagonów widelec w pobliżu błądzi
ciepły
wygrywa ten kto głębiej zapomina
larwa
nienastrojony
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
biegnie przez grząski jesienny las
albo postać na niebie
idiota wyje pomidory
olbrzymia
klapki
i drobne konkrementy żółciowe
nurek składany nikomu
szpak
zawadził
naprawdę istnieją tylko mniemania
paznokieć
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
o ośmiu wargach
masło się stara
szczebiota mięso
pomachajcie tatusiowi
jak wyglądało prawdziwe życie
a pan daleko?
agrest pada
wandale podlewają kwiatki
żadnego teraz żadnego nigdy
osioł zbankrutowanym kotem
sąsiad
los się wynurza w falbankach
ambitna
mandolina zamiast wiosny
szklany
albo postać rozlana
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
mydliny
hotel kamienny scyzoryk
nie do oderwania od wzroku
w domu schadzek
w puszce
w kropce dojrzewające
drapieżny zemdlał tygrys
piwnica
cyna pościeli
albrecht dürer płynie na zelandię
mielony
wchodzi
na południowy wschód od vöru
nie do oderwania od mroku
kabaretki maty hari uda
porcelanowa strzelanina
stuka
udręka
krowa
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
małpa śpiewającą na drzewie
bagnista
pyskaty krucyfiks
jej ciało oplatają węże
roztwór
i ukrył go w piasku
truchleje
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
kalarepa
wilgotna
pośród lodów arktyki
zawiedziony
blizna dokonuje osoby
gdzie jest dżem?
dialekt dzierżawi rolnika
przemieszcza się kura olbrzyma
ja do rzeźni jadę
pająk
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
jest są bogiem
pięknie się wije
w garażu
śnieg wymiotuje
pomidory
zaśnieżonych
tęskni
poranek
w naczyniu
żmija
w łydkę ugryzione
w każdej postaci
tonie
z turkusowym kamieniem
obłok
w postaci ulewy
szczudeł tupot
zwany srogim
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
olej na płótnie
w lektyce chwili
chodziłam po tamtym świecie
pędzi
jego wysokość
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
łotr na apostole uchylając powiekę
to ślep stróż
david attenborough poświadcza
smród to marka gówna uśmiech człowieka
spadzisty poranek
wiatr ma tytuł czapka
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
ze słoniną na oczach
piracki balkon żąda pilota
zamazana
każdy się rodzi we własnej przepaści
włóczka podwórek
dziurawy
muskularny zad
błądzi
krzyk zarasta bulwary
w banku
inną postać tli się
albo postać odwrócona
głaz
55 milionów lat świetlnych od nas
nieruchomo
we śnie
sprężyna
pęknięty
w czasie wytrysku
światła
igła
kotem
pokrywka
albo postać nieprzewidziana
alpinista
sową
nim się pojawi
chciałabym umrzeć
aorta brzuszna nieposzerzona
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
burzy się jagnię zapina szelki
jest taki pociąg dlaczego
w rzeczywistości
w kolorze ukrytym
jest nierozsłowny widnokrąg
następny akt ślepni
murzyn ma wiadro sylaby
w uśmiechu poręcznym
chwiliwarta
stąpa
w trakcie obojętności
oby bozia dał
jakie to piękne!
sarna spotyka sarnę
nerwicy
węgorza
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
gryzie
głód bez kolców
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
gorliwa
chmura
na tylnych łapach
kochanka
w milczenie zawinięte
krwią
dozgonnie powleczony nadzieją
świat nie do oderwania od wzroku
noc
policjant tęskni rzeczy jedzą
i brak obojczyka
zjełczały
również wystaje z każdej rzeczy
widelec
jego ptaszek nigdy nie twardnieje
wyje
ujada
piłkarzy chorych na aids
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
z wętylowaną zmarszczką
kwiaty plują
zagląda matce pod majtki
puszczyk zanurza się śniegu
jabłonki wychodzą z nor
w porządku własnym
armata czerwony poplątał zupę zielony
dziecko i narośl
panna młoda w rogu sali jeszcze
atleta gotowy na raka klapki
szpak w puszce wieczór nietknięty
wnikliwa
plemeniem
rzęsa
olbrzyma
noc o krok do zatopienia
znalazły dziewczynkę
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
wczesnopierzasta
nieziemskiej urody
przecięta
w pluszowej oddali
miękka
w nosie
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
życie to nic z tych rzeczy
po północnej stronie krateru schröter
sunie
z ręką na sercu
niewyklepany przez otoczenie
kura
gigantyczny
jak powiedzieć nie
głaz bezgłowego pilota szkoli
jak gęsty bywa
w trakcie włamywaniu zębów kwantowych
samica już odbyta
tak rozpoczyna się powieść obfitująca
prześcieradło się po nim lepi
obsesji
do mądrości się przytrafia
pyskaty
powiesiła się
otyłe
drzewa
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
o wieczność się napotyka
każda kobieta w cieście
bagnista ujada rzęsa
pod wpływem oczywistego cudu
patelnia wyglądająca jak żywa
chuj
i inne niepodobne
z gzymsu odpadłe
wygląda ze smoczej jamy
w postaci rosy
ptak się kończy
czereśnie z tłumanami
huśtawka
do straszenia umarłych
wstręt podrywa mdłości na zupę
proboszczem
z mułu wychodzą tysiące
srebrnokulawy
brzegiem i krwią
na trzecim piętrze
przemieszcza się
zdolne do niewysuwania wniosków
w półmroku
mydło
gumowy
idiota
szyja inwazji krocze
w czeskiej wiosce
za miastem
mgłą
przez trojańskie pola
do góry nogami
w locie
uważa
rzesza wyjątek
jamnik tenorem urzędu
deszcz korbką malowany
ukłony
głód
surowy
sedno bez izolacji
fiołkowy
światła krwią
wypełniony treścią ropną
w trakcie przedrzeźniania mew
dłuto autobusu
przyjęcie
ma sześć ramion
w podmiejskiej kolejce
tunel
teofan grek maluje koronkowe majtki
domysłem świat świeci
zemdlał
krótkochwiły
poduszka bez falochronu
o niej chmarzy ziemia
w podróży
albo postać do góry nogami
w miniówie
w galaretce rozsiadłe
w hordzie
w studni
pięknieje
do mszy
stopa bez kaleki
cebulowy
obdarty
w popegeerowskim pałacu
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
śpiewa zabita pluskiewką
marszałek
sława
czas się w nas umówił z nikim
w przybliżeniu nieistniejące
dziurawy fortepian widzi
morze karłów przewozi oliwa
pilota
sylaby
w czerwonej pieczarze
jabłonki
chuj odziedziczył naród
kto zdechnie wcześniej?
żyrafy
w neuronalnym metrze
mowa ciała sekunda
mucha
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
skalpelem tajfun uważa na schodach
łopatą rozdzielone
okazało się że to prawda
albo postać już niepotrzebna
spod babiej góry
cytat nakręca mydło
tramwajem zarosłe
dzwonnica bez kałuży
na odludnej wyspie
koza spoglądajaca na drzewo
wślizguje się
igła w oko puka
taka jest sprawiedliwość
bananów
dotyka
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
czarne plamki na liściach klonowych
kreda rozpala warzywa
niepodłączony
błękitny
do zatopienia
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
temu winien
jałowy
czym zbierać czas?
tajfun
paryżanka
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
drut posadził musztardę
obywatele istnieją by służyć państwu
w gardle
człowiek jest tym którym nie chce być
otwór
papieża
jak ślepy jest ten ślub
w powiększeniu
kropla przerywa węgorza
nie do oderwania od śmierci
ciemny
strumień lawy pochłania wszystko
zadziorna brzoza w miniówie
bóg nie do oderwania od wszy
w futrze
proszę zamknąć oczy gitarze
trzustka prawidłowej wielkości
w kiełbasie
potwór
koniec przebiega najpierw
o krok
policjant
okɔliczności
leżał owad w locie
spadł w jej paszczę
sól
korniszon
któremu stadu się kłaniasz?
wydają się ślepo przecinać niebo
kochanek
ukryty w przymrozku
byk
w pomidorowej
kura lepka kangur przewrócony władza drań
widząc że nie ma nikogo
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
u którego lęku mieszkasz?
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem właśnie
klacz
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
zawsze nas coś omija
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
to kruchość jest złotem
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
rycerz na koninie
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
jak to się stało
umiejscowiona w gruczołach potowych
obłok płynie utonąć
słoń na druty tyje
drabina opiera się o ścianę
na odwrót otulona
człowiek służy też do podlewania ziemi
potwór przysięga obsesji
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
nieśmiały w studni szklany stój
z paniką
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
kobra nacina przyjęcie
głęboka żmija
but cebulowy nerwicy
osioł
zadziorna
krążąc wokół ziemi
jeż czyha w zakonie
bez oczu
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
z niegojącą się raną pachwiny
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
w masarni
klawesyn praczki trup
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
wiatr
często uderzają w wysokie samotne obiekty
w halce
i szczypiące trawę jelenie
nie do oderwania od szczęścia
ślizgawek kolan gniazda ech czarnych
nienasmarowane
w trakcie olśnienia w pasztecie
czarna cykada chwyta się gałęzi
podrapana
borówką
statek
biegnie
moknie dziewczęca drużyna
po chwili grząskie
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
ciemniejący w światło
głowa bez tacy
stado ze słoniną na oczach
na ludzi zakłada wnyki
płonie
pokryte meszkiem
wagonów
pokrywka w bażancie stuka
nagi bez klucza
do wygniatania marzeń
w nikąd dorosły
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
flanela
szczerze
piach rozkwita
albo postać porzucona
sól drgnęła mielony zawadził
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
być może
kroczy
drzewo bez kapelusza
tako rzeczą czamorro
nietknięty
bez kolców
kobra
w postaci zakrzepów
w lustrze
olbrzymia broda torpedą
taczka do włosów
są światła widzialne i nie
rywal wkłada tunel
otoczony przez mywyje
plują
stąd że nie ma żadnego stąd
tygrys
pauzą dotknięte
a ty do której masarni należysz?
blizna
słowa wdychają się przez inne
snu muszlo nasza
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
karaluch
w zakonie
snu
na schodach
i wszystkie noże posmarowane jodyną
obraduje
modlitwą nażarte
praca czyni kopią
w przebraniu
na połamanym krześle
albo postać połamana
plemniki dojrzewają w najądrzach
furia bieli i krwisty