burzy się jagnię zapina szelki
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
jeż czyha w zakonie
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
grad
powraca na ojczyzny łono
niechcąco powabne
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
pyskaty krucyfiks
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
dzwonnica bez kałuży
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
nic się nie dzieje w lanckoronie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
konduktor
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
samica pomidorowej
gęsta
płonie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
albo postać odwrócona
krawiec w postaci ulewy
kakao
mielony
fryzura bez kierowcy
tramwajem zarosłe
żeglarze prasują morza
ukryty w przymrozku
drzewo bez kapelusza
ponad dowodami mieszka
prawda jest tak szybka że
czas spierdala przez odludzie w tłumie
jakie to piękne!
człowiek nie do oderwania od smyczy
narew zgubiła ogon
jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
w przebłysku samotności
w klatce
innego ratunku nie ma
wandale podlewają kwiatki
ze wschodu nadciąga trzech mężczyzn w kominiarkach
w nadzieję rozsypane
bóg nie do oderwania od wszy
rozbryzgując kałuże
ja do rzeźni jadę
srebrnokulawy
snu muszlo nasza
jabłonki wychodzą z nor
twarzą ostemplowany
proboszczem
idiota wyje pomidory
w nikąd dorosły
wilgotna
ręka sunie po udzie
chichoczą konwalie
nurek składany nikomu
chuj odziedziczył naród
tako rzeczą czamorro
siekierą
czyha
w przybliżeniu nieistniejące
deszcz korbką malowany
rekin lat temu
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
w niemowlę zapatrzona
kobra nacina przyjęcie
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
zręcznie tonie
o ośmiu wargach
cudownie wąski
albo postać do góry nogami
jakie pytanie taka krew
pokrzywie dłoń wyrasta
na skale posadzona
biegnie
śnieg wymiotuje
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
ςɔ
piegiem pochwalony
albo postać już niepotrzebna

każda rzecz jest żadna
albo postać porzucona
bez końca panna włosie
rycerz na koninie
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
za pomocą gdyby
po 17 latach życia pod ziemią
w kolorze ukrytym
piach rozkwita
o niej chmarzy ziemia
fiołkowy
i inne niepodobne
wielkości za późno
igła w oko puka
przegryziony
oczodołami
w porządku własnym
łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
cyrklem zainfekowana
jedno jest pewne
pełznie
but cebulowy nerwicy
david attenborough poświadcza
w słodycz upadła
wielkości niezapisanej myśli
5 piąstek raju
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
dlatego że nie ma żadnego dlatego
szklany
drapieżny zemdlał tygrys
w obcisłej spódnicy
słowa wdychają się przez inne
proszę zamknąć oczy gitarze
w postaci rosy
pozłacane świnie
na połamanym krześle
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
śniegiem przybita
stąd że nie ma żadnego stąd
kwiaty plują
wiatr wspina się na lipę
głaz bezgłowego pilota szkoli
olbrzyma
motyl w postaci cielska
włóczka podwórek
albo postać podarta
dźwig do suszenia sutann
ukłony
wagonów widelec w pobliżu błądzi
płatki bez odpowiedzi
chodziłam po tamtym świecie
albo postać nieważna
szczudeł tupot
w bezzwiewnych intencjach
gigantyczny
przemieszcza się kura olbrzyma
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
modlitwą nażarte
cieniów poutrącanych – 4
szpak w puszce wieczór nietknięty
karaluch ciepły jabłkowy
wiosłują
początek świata jest wszędzie
piła olbrzyma weryfikuje
w trakcie nienastępowania
niepodłączony
leżał owad w locie
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
w miniówie
jest taki pociąg dlaczego
albrecht dürer płynie na zelandię
otruta
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
torpedą
prześcieradło się po nim lepi
istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
kropla przerywa węgorza
piorun bez spojrzenia
w drohobyczu
mruga pogrzebacz
a pan daleko?
i bez kropki
w drodze do po nic
z ręką na sercu
klacz
nasz adres:
w studni
w futrze
w części wetknięta
huśtawka
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
w krzywdzie zbyt kusej
data złomowania nie znana
sową
w locie
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
albo postać rozlana
dialekt dzierżawi rolnika
najeżony
księżyc zgasło
krzyk zarasta bulwary
albo postać na niebie
sprężyna
karaluch
albo postać nieprzewidziana
mgłą
w żegiestowie leje
dążąc do doskonałości
ciemniejący w światło
jabłonki
kropla od mroku
irlich bron. z córką i boną żona dr. w-wa
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
w milczenie zawinięte
obdarty
bagnista ujada rzęsa
zamazana
jamnik tenorem urzędu
dziurawy fortepian widzi
żyrafy
popękane ważki
jakoś idzie dorsz w torbie
rzęsa
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
w trakcie przedrzeźniania mew