porcelanowa trwoga
rycerz na koninie
najeżony
wilgotna
burzy się jagnię zapina szelki
samica pomidorowej
piach rozkwita
a pan daleko?
żyrafy
w przybliżeniu nieistniejące
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
po 17 latach życia pod ziemią
piegiem pochwalony
ciemniejący w światło
piła olbrzyma weryfikuje
albrecht dürer płynie na zelandię

5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
wandale podlewają kwiatki
twarzą ostemplowany
irlich bron. z córką i boną żona dr. w-wa
na połamanym krześle
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
każda rzecz jest żadna
szczudeł tupot
nurek składany nikomu
w nikąd dorosły
albo postać do góry nogami
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
człowiek nie do oderwania od smyczy
w części wetknięta
w studni
huśtawka
klacz
albo postać rozlana
torpedą
samiec karuzeli
grad
głaz bezgłowego pilota szkoli
jabłonki
proszę zamknąć oczy gitarze
czas spierdala przez odludzie w tłumie
w trakcie przedrzeźniania mew
srebrnokulawy
jedno jest pewne
w klatce
ukłony
łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
data złomowania nie znana
w kolorze ukrytym
obdarty
księżyc zgasło
kwiaty plują
dialekt dzierżawi rolnika
piorun bez spojrzenia
cyrklem zainfekowana
bagnista ujada rzęsa
i inne niepodobne
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
słowa wdychają się przez inne
krzyk zarasta bulwary
wylękniona radość
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
deszcz korbką malowany
cieniów poutrącanych – 4
pełznie
david attenborough poświadcza
biegnie
albo postać na niebie
w milczenie zawinięte
albo postać odwrócona
z ręką na sercu
istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
albo postać już niepotrzebna
szpak w puszce wieczór nietknięty
w krzywdzie zbyt kusej
śniegiem przybita
jest taki pociąg dlaczego
tako rzeczą czamorro
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
albo postać nieprzewidziana
snu muszlo nasza
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
początek świata jest wszędzie
albo postać porzucona
chuj odziedziczył naród
sową
sprężyna
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
na skale posadzona
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
jakie to piękne!
motyl w postaci cielska
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
kakao
o niej chmarzy ziemia
bez końca panna włosie
karaluch ciepły jabłkowy
albo postać nieważna
szorstki
jeż czyha w zakonie
rzęsa
mruga pogrzebacz
w futrze
przegryziony
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
stąd że nie ma żadnego stąd
wielkości za późno
idź za nim
mielony
w niemowlę zapatrzona
i bez kropki
but cebulowy nerwicy
w porządku własnym
szklany
przemieszcza się kura olbrzyma
bóg nie do oderwania od wszy
otruta
kobra nacina przyjęcie
w postaci rosy
o ośmiu wargach
proboszczem
igła w oko puka
jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
pyskaty krucyfiks
cudownie wąski
ςɔ
płatki bez odpowiedzi
ukryty w przymrozku
jakie pytanie taka krew
ociężałe maliny
konduktor
oczodołami
olbrzyma
prześcieradło się po nim lepi
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
nasz adres:
w locie
dziurawy fortepian widzi
za pomocą gdyby
jakoś idzie dorsz w torbie
fryzura bez kierowcy
rekin lat temu
kropla od mroku
w przebłysku samotności
niepodłączony
twarzowa rozpacz
siekierą
kropla przerywa węgorza
dążąc do doskonałości
albo postać podarta
chodziłam po tamtym świecie
niechcąco powabne
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
gigantyczny
płonie
pozłacane świnie
wiatr wspina się na lipę
fiołkowy
tramwajem zarosłe
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
ja do rzeźni jadę
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
czyha
jabłonki wychodzą z nor
pokrzywie dłoń wyrasta
śliwką
idiota wyje pomidory
zręcznie tonie
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
drapieżny zemdlał tygrys
leżał owad w locie
gęsta
chichoczą konwalie
5 piąstek raju
żeglarze prasują morza
zamazana
dlatego że nie ma żadnego dlatego
popękane ważki
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w miniówie
krawiec w postaci ulewy
ręka sunie po udzie
wiosłują
ze wschodu nadciąga trzech mężczyzn w kominiarkach
modlitwą nażarte
karaluch
dzwonnica bez kałuży
w nadzieję rozsypane
w bezzwiewnych intencjach
mgłą
dźwig do suszenia sutann
w trakcie nienastępowania
wielkości niezapisanej myśli
w obcisłej spódnicy
włóczka podwórek
w słodycz upadła
jamnik tenorem urzędu
powraca na ojczyzny łono
drzewo bez kapelusza
śnieg wymiotuje
rozbryzgując kałuże
w drodze do po nic
audrey hepburn siedzi przy pustym stole