albo postać do góry nogami

pyskaty krucyfiks
żyrafy
dźwig do suszenia sutann
fiołkowy
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
dążąc do doskonałości
w nikąd dorosły
w kolorze ukrytym
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
ręka sunie po udzie
deszcz korbką malowany
sową
na połamanym krześle
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
piach rozkwita
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
irlich bron. z córką i boną żona dr. w-wa
drzewo bez kapelusza
dziurawy fortepian widzi
w milczenie zawinięte
konduktor
proboszczem
z ręką na sercu
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
istnienie jest słowem
twarzą ostemplowany
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
śniegiem przybita
w studni
kobra nacina przyjęcie
wandale podlewają kwiatki
kropla od mroku
o niej chmarzy ziemia
piorun bez spojrzenia
jedno jest pewne
gęsta
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
kosmos ma miejsce w lupie
piegiem pochwalony
szczudeł tupot
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
zręcznie tonie
albo postać nieprzewidziana
niechcąco powabne
niepodłączony
kakao
w futrze
w porządku własnym
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
i inne niepodobne
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
śliwką
wylękniona radość
rozbryzgując kałuże
powraca na ojczyzny łono
modlitwą nażarte
ukryty w przymrozku
ociężałe maliny
wiatr wspina się na lipę
czyha
wilgotna
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
szorstki
mielony
na skale posadzona
w locie
bagnista ujada rzęsa
torpedą
data złomowania nie znana
włóczka podwórek
szklany
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
david attenborough poświadcza
nurek składany nikomu
cieniów poutrącanych – 4
głębokości około 2 metrów
siekierą
zamazana
w krzywdzie zbyt kusej
biegnie
karaluch ciepły jabłkowy
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
ja do rzeźni jadę
leżał owad w locie
fryzura bez kierowcy
w postaci rosy
cyrklem zainfekowana
sprężyna
przegryziony
słowa wdychają się przez inne
w nadzieję rozsypane
płatki bez odpowiedzi
kropla przerywa węgorza
w trakcie nienastępowania
popękane ważki
dlatego że nie ma żadnego dlatego
w trakcie przedrzeźniania mew
albo postać na niebie
bóg nie do oderwania od wszy
istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
drapieżny zemdlał tygrys
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w niemowlę zapatrzona
szpak w puszce wieczór nietknięty
samiec karuzeli
ze wschodu nadciąga trzech mężczyzn w kominiarkach
rekin lat temu
jeż czyha w zakonie
w miniówie
dłuto autobusu flanela
jabłonki wychodzą z nor
w przebłysku samotności
ciemniejący w światło
w części wetknięta
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
dialekt dzierżawi rolnika
snu muszlo nasza
żeglarze prasują morza
jest taki pociąg dlaczego
mruga pogrzebacz
krzyk zarasta bulwary
albrecht dürer płynie na zelandię
cudownie wąski
klacz
pełznie
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
albo postać odwrócona
prześcieradło się po nim lepi
jakoś idzie dorsz w torbie
albo postać już niepotrzebna
mgłą
dzwonnica bez kałuży
człowiek służy też do podlewania ziemi
nasz adres:
porcelanowa trwoga
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
przemieszcza się kura olbrzyma
jamnik tenorem urzędu
jakie to piękne!
łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
wielkości za późno
albo postać podarta
samica pomidorowej
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
huśtawka
księżyc zgasło
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
długości około 15 metrów
głaz bezgłowego pilota szkoli
ςɔ
jakie pytanie taka krew
czas spierdala przez odludzie w tłumie
płonie
pokryte meszkiem bękarta
stąd że nie ma żadnego stąd
5 piąstek raju
motyl w postaci cielska
w klatce
o ośmiu wargach
bez końca panna włosie
chuj odziedziczył naród
kwiaty plują
chodziłam po tamtym świecie
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
w bezzwiewnych intencjach
wielkości niezapisanej myśli
albo postać rozlana
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
krawiec w postaci ulewy
i bez kropki
oczodołami
najeżony
człowiek nie do oderwania od smyczy
piła olbrzyma weryfikuje
karaluch
twarzowa rozpacz
wiosłują
chichoczą konwalie
idiota wyje pomidory
a pan daleko?
albo postać porzucona
rycerz na koninie
w drodze do po nic
w obcisłej spódnicy
jabłonki
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
burzy się jagnię zapina szelki
rzęsa
gigantyczny
w przybliżeniu nieistniejące
idź za nim
srebrnokulawy
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
obdarty
tramwajem zarosłe
pozłacane świnie
but cebulowy nerwicy
po 17 latach życia pod ziemią
albo postać nieważna
olbrzyma
początek świata jest wszędzie
każda rzecz jest żadna
w słodycz upadła
za pomocą gdyby
pokrzywie dłoń wyrasta
igła w oko puka
ukłony
otruta
grad
tako rzeczą czamorro
proszę zamknąć oczy gitarze
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
śnieg wymiotuje