słowa wdychają się przez inne
idiota wyje pomidory
zręcznie tonie
klacz
leżał owad w locie
motyl w postaci cielska
w kolorze ukrytym
z ręką na sercu
czas spierdala przez odludzie w tłumie
cudownie wąski
deszcz korbką malowany
proszę zamknąć oczy gitarze
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
biegnie
dlatego że nie ma żadnego dlatego
kobra nacina przyjęcie
bagnista ujada rzęsa
chichoczą konwalie
otruta
kakao
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
but cebulowy nerwicy
za pomocą gdyby
ciemniejący w światło
krzyk zarasta bulwary
rycerz na koninie
sprężyna
samiec karuzeli
jedno jest pewne
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
chuj odziedziczył naród
głaz bezgłowego pilota szkoli
jakie pytanie taka krew
rzęsa
ja do rzeźni jadę
w postaci rosy
jeż czyha w zakonie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
a pan daleko?
w locie
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
piła olbrzyma weryfikuje
siekierą
jabłonki wychodzą z nor
grad
ręka sunie po udzie
stąd że nie ma żadnego stąd
dążąc do doskonałości
albo postać na niebie
dialekt dzierżawi rolnika
w słodycz upadła
pełznie

w nikąd dorosły
śniegiem przybita
obdarty
jakie to piękne!
drzewo bez kapelusza
na skale posadzona
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
chodziłam po tamtym świecie
szczudeł tupot
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
data złomowania nie znana
jakoś idzie dorsz w torbie
w krzywdzie zbyt kusej
włóczka podwórek
piach rozkwita
modlitwą nażarte
czyha
albrecht dürer płynie na zelandię
ukryty w przymrozku
kropla przerywa węgorza
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
człowiek służy też do podlewania ziemi
cyrklem zainfekowana
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
twarzowa rozpacz
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
żeglarze prasują morza
głębokości około 2 metrów
ociężałe maliny
jest taki pociąg dlaczego
każda rzecz jest żadna
proboszczem
konduktor
w części wetknięta
gigantyczny
gęsta
prześcieradło się po nim lepi
sową
irlich bron. z córką i boną żona dr. w-wa
pokryte meszkiem bękarta
5 piąstek raju
pokrzywie dłoń wyrasta
albo postać rozlana
bez końca panna włosie
jamnik tenorem urzędu
i bez kropki
wielkości niezapisanej myśli
w porządku własnym
przemieszcza się kura olbrzyma
w obcisłej spódnicy
jabłonki
i inne niepodobne
w miniówie
kropla od mroku
dźwig do suszenia sutann
istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
dłuto autobusu flanela
ukłony
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
dziurawy fortepian widzi
przegryziony
księżyc zgasło
w przybliżeniu nieistniejące
niechcąco powabne
torpedą
dzwonnica bez kałuży
wiosłują
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
karaluch ciepły jabłkowy
twarzą ostemplowany
krawiec w postaci ulewy
rozbryzgując kałuże
w trakcie nienastępowania
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
szpak w puszce wieczór nietknięty
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
tako rzeczą czamorro
w milczenie zawinięte
idź za nim
wandale podlewają kwiatki
popękane ważki
powraca na ojczyzny łono
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
igła w oko puka
w bezzwiewnych intencjach
albo postać podarta
kwiaty plują
albo postać już niepotrzebna
ςɔ
o niej chmarzy ziemia
mgłą
płonie
początek świata jest wszędzie
rekin lat temu
niepodłączony
kosmos ma miejsce w lupie
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
fiołkowy
wilgotna
śnieg wymiotuje
snu muszlo nasza
albo postać nieważna
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
istnienie jest słowem
mruga pogrzebacz
długości około 15 metrów
piegiem pochwalony
wielkości za późno
w niemowlę zapatrzona
nurek składany nikomu
srebrnokulawy
w przebłysku samotności
drapieżny zemdlał tygrys
tramwajem zarosłe
karaluch
szorstki
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
o ośmiu wargach
w studni
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
szklany
w drodze do po nic
człowiek nie do oderwania od smyczy
najeżony
albo postać nieprzewidziana
oczodołami
olbrzyma
wiatr wspina się na lipę
na połamanym krześle
fryzura bez kierowcy
samica pomidorowej
mielony
nasz adres:
albo postać do góry nogami
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
albo postać porzucona
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
płatki bez odpowiedzi
pozłacane świnie
wylękniona radość
w klatce
bóg nie do oderwania od wszy
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
david attenborough poświadcza
w futrze
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
zamazana
cieniów poutrącanych – 4
w nadzieję rozsypane
łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
albo postać odwrócona
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
żyrafy
huśtawka
w trakcie przedrzeźniania mew
porcelanowa trwoga
burzy się jagnię zapina szelki