w wilczurze tygrys

w wilczurze
pośród lodów arktyki
również wystaje z każdej rzeczy
przez trojańskie pola
wiosłują
kominiarz
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
w wylęgarni
jest nierozsłowny widnokrąg
po północnej stronie krateru schröter
o ośmiu wargach
brzmi
krowa
podrapana
z gzymsu odpadłe
głowa bez tacy
sól drgnęła mielony zawadził
morze karłów przewozi oliwa
zawsze nas coś omija
w milczenie zawinięte
dziś to baśń bez dna
przysięga
pomidory
daleko mu do spiewu płetwali
ciemniejący w światło
pauzą dotknięte
policjant
murzyn ma wiadro sylaby
na połamanym krześle
z ręką na sercu
szczur
zamazana
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
i pękają wszechściany
marszałek
siekierą
fiołkowy
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
jabłonki
kobieta leży na plecach luźno opuszczając nogi
w trakcie przedrzeźniania mew
nieruchomo
zdolne do niewysuwania wniosków
która jajowodem zmierza
otoczony przez mywyje
nietknięty
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
i drobne konkrementy żółciowe
ukryty w przymrozku
torpedą
lotnisko
drabina opiera się o ścianę
zaśnieżonych
przebiega
dziurawy
i wszystkie noże posmarowane jodyną
na antenie
flanela
larwa
kochanka
albo postać odwrócona
ślizgawek kolan gniazda ech czarnych
w trakcie podnoszenia głosu przez chińskie prowincje
stado ze słoniną na oczach
pokrywka w bażancie stuka
są światła widzialne i nie
za miastem
i ukrył go w piasku
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
alpinista
następne jest portofino?
statek
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
odciskiem w duszy
papieża
każdy się rodzi we własnej przepaści
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
obraduje
drzewo
porcelanowa strzelanina
na schodach
jak ślepy jest ten ślub
idiota
jabłonki wychodzą z nor
szpak w puszce wieczór nietknięty
w banku
paryżanka
drapieżny
poduszka bez falochronu
pomachajcie tatusiowi
żadnego teraz żadnego nigdy
plemeniem
w lustrze
zaciska oczu kleszcze
parasol
jego ptaszek nigdy nie twardnieje
alpinista w futrze na antenie
stopa bez kaleki
urągająca logiki intryga
między muzyką a mózgiem
nie do oderwania od pustki
i brak obojczyka
łotr na apostole uchylając powiekę
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
udaje
obłok
kobra nacina przyjęcie
w podróży
leżał owad w locie
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
zawadził
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
na ludzi zakłada wnyki
bananów
wiatr
oczodołami
w przebraniu
w kropce dojrzewające
pięknieje
rywal wkłada tunel
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
dziurawy fortepian widzi
włóczka podwórek
wślizguje się
ojciec bez froterki
panna młoda w rogu sali jeszcze
z niegojącą się raną pachwiny
armata
puszczyk zanurza się śniegu
głód
a początek nie ma końca
plemniki dojrzewają w najądrzach
do góry nogami
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
noc
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
armata czerwony poplątał zupę zielony
kwiaty plują
sprężyna
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
koniec przebiega najpierw
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
55 milionów lat świetlnych od nas błądzi rakietą kominiarz
olbrzyma
otyłe
gdzie popadnie
snu muszlo nasza
larwa plemeniem podrapana
igła
jest są bogiem
taka jest sprawiedliwość
modlitwą nażarte
dialekt dzierżawi rolnika
w trakcie włamywaniu zębów kwantowych
ciemny
praca czyni kopią
uważa
kochanek
pokrzywie dłoń wyrasta
nieziemskiej urody
kroczy
proszę zamknąć oczy gitarze
nim się pojawi
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
i inne niepodobne
węgorza
w popegeerowskim pałacu
klapki
czym zbierać czas?
to kruchość jest złotem
o krok
w czeskiej wiosce
obsesji
w powiększeniu
sylaby
spod babiej góry
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
wydają się ślepo przecinać niebo
na trzecim piętrze
smród to marka gówna uśmiech człowieka
łopatą rozdzielone
w czerwonej pieczarze
sunie
policjant tęskni rzeczy jedzą
stąd że nie ma żadnego stąd
chciałabym umrzeć
wczesnopierzasta
nie do oderwania od mroku
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
obywatele istnieją by służyć państwu
to ślep stróż
w uśmiechu poręcznym
w masarni
na odwrót otulona
to najlepsza ochrona przed zarazą
sarna spotyka sarnę
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
oby bozia dał
kropla przerywa węgorza
karaluch
mapa bez środka
głaz bezgłowego pilota szkoli
chropowaty snu naszyjnik
krzyk zarasta bulwary
truchleje
tajfun
na odludnej wyspie
w kiełbasie
stuka
sową
spadł w jej paszczę
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
paznokieć
światła krwią
wygląda ze smoczej jamy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
do straszenia umarłych
rycerz na koninie
w podmiejskiej kolejce
dla żartu
ciało ma postać stróżki
cytat nakręca mydło
w miniówie
do mądrości się przytrafia
przecięta
skalpelem tajfun uważa na schodach
sól
prześcieradło się po nim lepi
wchodzi
gigantyczny
proboszczem
w trakcie obojętności
w każdej postaci
w postaci krzywej
powiesiła się
przemieszcza się kura olbrzyma
na południowy wschód od vöru
z mułu wychodzą tysiące
szyja inwazji krocze
w cenie
dzwonnica bez kałuży
ja to nikt w liczbie mnogiej
rybą
w szyfonowej sukni
w drodze do po nic
wysmukła
drzewo bez kapelusza
jeż
albo postać nieprzewidziana
wyrasta
słoń na druty tyje
mielony
sedno bez izolacji
agrest pada
w swetrze
jeż czyha w zakonie
temu winien
na tym polega wolność
od zarania
świat nie do oderwania od wzroku
światła
miękka
chuj odziedziczył naród
przez cały listopad
w kolejce do ścięcia
twarzą ostemplowany
wstręt podrywa mdłości na zupę
z nor
w jamie otrzewnej
w postaci zakrzepów
w futrze
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
wartość tuczna i rzeźna
każda kobieta w cieście
innego ratunku nie ma
zagląda matce pod majtki
chuj
muskularny zad
wyje
425 mln lat temu
sława
znalazły dziewczynkę
zjełczały
brzegiem i krwią
mandolina zamiast wiosny
biegnie
pyskaty krucyfiks
o wieczność się napotyka
do mszy
jak gęsty bywa
dozgonnie powleczony nadzieją
bagnista ujada rzęsa
hotel kamienny scyzoryk
drut posadził musztardę
niewyklepany przez otoczenie
kakao
drzewo jaśnieje ojciec łka błękitny mocz
rekin
stąpa
w postaci ulewy
człowiek nie do oderwania od smyczy
któremu stadu się kłaniasz?
człowiek służy też do podlewania ziemi
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
wygrywa ten kto głębiej zapomina
przepaść w walizce o bardzo chudych nogach zatrzaśnięta
gumowy
potwór przysięga obsesji
ze stali niepojętej
pęknięty
albrecht dürer płynie na zelandię
szczebiota mięso
chodziłam po tamtym świecie
wiadro
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
jak to się stało
ze słoniną na oczach
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
patelnia wyglądająca jak żywa
blizna dokonuje osoby
nienastrojony
klacz
w postaci rosy
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
pokryte meszkiem
wyprostowany bez odpowiedzi
u którego lęku mieszkasz?
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
słowa wdychają się przez inne
nieśmiały w studni szklany stój
i szczypiące trawę jelenie
krótkochwiły
chwiliwarta
pająk
okazało się że to prawda
okɔliczności
krokodyl
płonie
rzesza wyjątek
ciepły
z paniką
tonie
obłok płynie utonąć
w studni
mucha
w przybliżeniu nieistniejące
bagnista
albo postać porzucona
idiota wyje pomidory
dziecko i narośl
kreda rozpala warzywa
przemieszcza się
do wygniatania marzeń
albo postać do góry nogami
odra zabiła matkę
szaleniec
wagonów widelec w pobliżu błądzi
w pogniecione prostują się wę że
czarna cykada chwyta się gałęzi
co to jest jak
dotyka
bez oczu
piwnica
atleta gotowy na raka klapki
wypełniony treścią ropną
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
nurek składany nikomu
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
pokrywka
bóg nie do oderwania od wszy
pies ją dopadł
jej ciało oplatają węże
w galaretce rozsiadłe
teofan grek maluje koronkowe majtki
wiatr ma tytuł czapka
często uderzają w wysokie samotne obiekty
albo postać na niebie
noc o krok do zatopienia
harfa
w porządku własnym
sąsiad
w halce
koza spoglądajaca na drzewo
surowy
z wętylowaną zmarszczką
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem właśnie
jego wysokość
zawiedziony
czas się w nas umówił z nikim
fryzura bez kierowcy
biegnie przez grząski jesienny las
kalarepa
jałowy
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
samica już odbyta
żmija
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
a pan daleko?
po chwili grząskie
albo postać już niepotrzebna
we śnie
nie do oderwania od śmierci
w hordzie
jak wyglądało prawdziwe życie
but cebulowy nerwicy
w klatce
żyrafy
wilgotna
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
twarzą przez nos zakłada maskę
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem
z turkusowym kamieniem
melania trump odwiedza sierociniec
w półmroku
pędzi
wnikliwa
aorta brzuszna nieposzerzona
olbrzymia
piach rozkwita
umiejscowiona w gruczołach potowych
borówką
albo postać nieważna
mowa ciała sekunda
a ty do której masarni należysz?
jamnik tenorem urzędu
jak powiedzieć nie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
piracki balkon żąda pilota
drapieżny zemdlał tygrys
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
bez parasola
kobra
jest są bogiem zwyczajnie
błądzi
burzy się jagnię zapina szelki
moknie dziewczęca drużyna
potem dziecko jest już tylko na części
w domu schadzek
albo postać rozlana
naprawdę istnieją tylko mniemania
na tylnych łapach
igła w oko puka
tęskni
cebulowy
w trakcie oswajania się z terminem kwoka z okrutną litanią
dłuto autobusu
nie wiadomo po co
w garażu
w neuronalnym metrze
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
powraca
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
otwór
tenorem
pyskaty
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
konduktor
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
kto zdechnie wcześniej?
o niej chmarzy ziemia
plują
kominiarz bez ćwierci
krwią
zręcznie
55 milionów lat świetlnych od nas
w łydkę ugryzione
w trakcie przybijania brzegów do wspomnień
masło się stara
najeżony
źle wbite
spadzisty poranek
w trakcie spryskiwania ran poplamioną metaforą
obdarty
lufcikiem
karaluch ciepły jabłkowy
w lektyce chwili
cyna pościeli
szczerze
albo postać połamana
niewymyty przez wieki
piła olbrzyma weryfikuje
huśtawka
ukłony
czarne plamki na liściach klonowych
nerwicy
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
drzewa
david attenborough poświadcza
w gardle
deszcz korbką malowany
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
w locie
trzustka prawidłowej wielkości
gorliwa
kura
i co dalej?
widelec
w nikąd dorosły
inną postać tli się
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
rzęsa
następny akt ślepni
kura lepka kangur przewrócony władza drań
srebrnokulawy
niepodłączony
o prawidłowej echostrukturze
wagonów
piłkarzy chorych na aids
pięknie się wije
zadziorna brzoza w miniówie
w naczyniu
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
wandale podlewają kwiatki
grad
jakie to piękne!
być może
bez kolców
mgłą
w czasie wytrysku
po dwóch sekundach
kosmos ma miejsce w lupie
mydliny
w trakcie olśnienia w pasztecie
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w pluszowej oddali
snu
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
kotem
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
jedno jest pewne
korniszon
szczudeł tupot
taczka do włosów
głęboka
tako rzeczą czamorro
głód bez kolców
jakie pytanie taka krew
rozsypane
ambitna
widząc że nie ma nikogo
w wylęgarni kwiaty plują
tak rozpoczyna się powieść obfitująca
ptak się kończy
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
los się wynurza w falbankach
ubolewa
blizna
czereśnie z tłumanami
ma sześć ramion
głęboka żmija
tramwajem zarosłe
oraz żydowscy grabarze
śnieg wymiotuje
z człowieka wyczyszczony
gorącą pierś sudanu i inne apary
gryzie
udręka
pod wpływem oczywistego cudu
nie do oderwania od szczęścia
skalpelem
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
rakietą
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
strumień lawy pochłania wszystko
nagi bez klucza
w puszce
mydło
nienasmarowane
szpak
małpa śpiewającą na drzewie
krążąc wokół ziemi
księżyc zgasło
zadziorna
w rzeczywistości
czyha
w trakcie dochodzenia do blasku
zwany srogim
musisz to zobaczyć
w obcisłej spódnicy
wtędy wplątane
szympanse przeglądają się w oknach
w kropli
ręka sunie po udzie
osioł zbankrutowanym kotem
byk
śpiewa zabita pluskiewką
poranek
w kolorze ukrytym
do zatopienia
głaz
człowiek jest tym którym nie chce być
olej na płótnie
zemdlał
błękitny
w nosie
pilota
wyzwolony
jaśnieje
szklany
w zakonie
ja do rzeźni jadę
nie do oderwania od wzroku
życie to nic z tych rzeczy
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
kangur
jest taki pociąg dlaczego
olbrzymia broda torpedą
ujada
gdzie jest dżem?
drogą polna
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
osioł
chmura
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
domysłem świat świeci
w pomidorowej
przewrócony
tygrys