żadnego na schodach

żadnego teraz żadnego nigdy
wygrywa ten kto głębiej zapomina
brzmi
ptak się kończy
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
brzoza
wnikliwa
i brak obojczyka
rybą
o krok
roztwór
na niebie
zadziorna
milczenie
na kolanach
na odludnej wyspie
szympanse przeglądają się w oknach
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
wandale podlewają kwiatki
jest są bogiem
warzywa
armata czerwony poplątał zupę zielony
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
odciskiem w duszy
marszałek
pięknieje
z ręką na sercu
szkoli
świnie bez parasola samotne
kangur
wyjada
szczebiota mięso
odziedziczył
david attenborough poświadcza
wkłada
bez śmierci
ciele oknem
umiejscowiona w gruczołach potowych
kto zdechnie wcześniej?
chleb
tajfun
przesuwa się
w oko
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
otwiera usta
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
osoby
przecięta
mapa bez środka
proszę zamknąć oczy
sarna spotyka sarnę
czarne plamki na liściach klonowych
gitarze
puka
do mszy
w podróży
okazało się że to prawda
bananów
dziecko i narośl
głaz
pyskaty
jałowy
wydają się ślepo przecinać niebo
parasol
w magiczny sposób
daleko mu do spiewu płetwali
zawsze nas coś omija
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
sława
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
grad
zemdlał
alpinista
solistą
podłoga
pęknięty
o niej chmarzy ziemia
obskurny
rzeka
w przebraniu na trąbkę
potwór
brzęku
wchodzi
zakręca
przysięga
wilgotna
ambitna
fortepian
ząb proroczy wypada głaz
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
cebulowy
rozpala
szaleniec
jabłonki
na byku
sedno bez izolacji
słowa wdychają się przez inne
romek polański patrzy
jamnik
pokryte meszkiem
na wardze
wślizguje się
wdowy
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
kalarepa
proroczy
z mułu wychodzą tysiące
fiołkowy
klapki
ubolewa
w klatce
zwęglone ciało w rogu lepianki
samotne
nienastrojony
wyprostowany bez odpowiedzi
węgorza
naród gryzie parasol
pobożny
na stertę
albo postać na niebie
albo postać porzucona
olbrzymia
lotnisko
wczesnopierzasta
policjant
osioł
głaz bezgłowego pilota szkoli
zamazana
cukierek robotnikowi pieskiem
weryfikuje
stój
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
olbrzymia broda torpedą
albo postać nieważna
porywa
krzyk zarasta bulwary
cytat
żyrafy
ręka sunie po udzie
drabina opiera się o ścianę
albo postać połamana
nieważna
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
rakietą
pędzi
zawiedziony
kardynał sztucznych tulipanów
pokrzywie dłoń wyrasta
ukłony
jedzą
kuzynka w cenie poduszki otwór
od zarania
czym zbierać czas?
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
wartość tuczna i rzeźna
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
kreda rozpala warzywa
stopa bez kaleki
kuzynka
w cenie
kochanek
gryzie
w pomidorowej
zaciska oczu kleszcze
drapieżny
plemeniem
skalpelem tajfun uważa na schodach
mielony
na trąbkę
na połamanym krześle
sól
nurek składany nikomu
wiatr
kroczy
głód
błądzi
otwór
murzyn ma wiadro sylaby
borówką
karaluch ciepły jabłkowy
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
atleta
ujada
mowa ciała sekunda
zapewnia
porcelanowa
pokrywka
do zatopienia
głęboka żmija
wyprostowany
ja to nikt w liczbie mnogiej
śnieg wymiotuje
pokój
plują
powtarzając trzy razy
kura
celebryta
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
któremu stadu się kłaniasz?
słoń na druty tyje
są światła widzialne i nie
w kropli
potrząsa
praca czyni kopią
obraduje
mgłą
jest taki pociąg dlaczego
jacht
chmura przesuwa się nad oceanem
w rzeczywistości
i drobne konkrementy żółciowe
w czasie wytrysku
bez karalucha
mucha
czereśnie z tłumanami
jedno jest pewne
pustka
proszę zamknąć oczy gitarze
kwiaty plują
zręcznie
i wszystkie noże posmarowane jodyną
dłuto autobusu
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
otyłe
w przebraniu
makulatury
kotem
brutalnie
pustkę uzupełnia się wiekiem
czerwieni
konduktor
zupę
wstyd
w kinie
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
skalpelem
wiosłują
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
drapieżny zemdlał tygrys
o ośmiu wargach
fotografuje
krwią
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
melania trump odwiedza sierociniec
szpak w puszce wieczór nietknięty
w lustrze
flądry
snu
muskularny zad
rzesza wyjątek
w zakonie
zielony
pomachajcie tatusiowi
biegnie
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
zamawia
szczerze
brzegiem i krwią
poranek
wypowiada
w pobliżu
ciało ma postać stróżki
zaśnieżonych
gigantyczny
drzewa
na schodach
jeż czyha w zakonie
odra zabiła matkę
nacina
taczka do włosów
paryżanka
paznokieć
tuńczyk
nakręca
w bażancie
orgazm
igła
odwrócona
na trzecim piętrze
z niepowtarzalnym
krewnym
jeż
dotyka
w każdym kierunku zamglone
broda
piracki balkon żąda pilota
traktor wyrównuje piasek na plaży
płonie
anonim
idiota
człowiek jest tym którym nie chce być
atleta gotowy na raka klapki
karawan
bez parasola
również wystaje z każdej rzeczy
ula i nil
rekin
człowiek służy też do podlewania ziemi
nieśmiały w studni szklany stój
zwykle pod nosem lub na wardze
idź za nim
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
pokrywka w bażancie stuka
tako rzeczą czamorro
dziurawy
å po szwedzku
a pan daleko?
porzucona
albo postać rozlana
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
wzgórza
wiatr ma tytuł czapka
w jamie otrzewnej
albo postać już niepotrzebna
kaleka
wielka bryła odrywa się od lodowca
w podmiejskiej kolejce
mleczny
blizna
w wilczurze
lufcikiem
piła olbrzyma weryfikuje
bez warkocza
w kolorze ukrytym
w puszce
kochanka
czyha
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
czerwony
jedwab
moknie dziewczęca drużyna
drań
w kiełbasie
dialekt dzierżawi rolnika
zdziwiony
noc
dzwonnica bez kałuży
nagi bez klucza
jak gęsty bywa
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
piwnica
krokodyl
cukierek
poduszka bez falochronu
harfa
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
gorliwa
mydło
gumowy
jest są bogiem zwyczajnie
chuj odziedziczył naród
obsesji
ząb
poduszki
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
pieskiem
jego wysokość
rozlana
często uderzają w wysokie samotne obiekty
udręka
w futrze
nerwicy
piach rozkwita
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
miękka
cichy
robaki się nad nimi litują
stado ze słoniną na oczach
głowa bez tacy
nietknięty
tygrys
dzida
chmura
pomidory
w masarni
fryzura bez kierowcy
nieziemskiej urody
aorta brzuszna nieposzerzona
udaje
w postaci zakrzepów
przecinka
z paniką
jakie to piękne!
się mówi
wełnę
gdzie jest dżem?
głód bez kolców
kwiaty
zdolne do niewysuwania wniosków
potwór przysięga obsesji
oby bozia dał
kobra nacina przyjęcie
obdarty
w nosie
stado
jakie pytanie taka krew
frytki
bez kolców
snu muszlo nasza
policjant tęskni rzeczy jedzą
kominiarz bez ćwierci
znalazły dziewczynkę
temu winien
w wylęgarni kwiaty plują
w naczyniu
jego kolec
w klatce czyha
z niegojącą się raną pachwiny
oczodołami
rozsypane
głęboka
jest nierozsłowny widnokrąg
do zasłaniania ust korytarzem
naród
kominiarz
kropla
wygodny
ciepły
z nor
obłok bez śmierci
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
w studni
poplątał
dlatego świat się ulatnia
stosuje
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
idzie wzdłuż płotu
przemieszcza się
uważa
szpak
smród to marka gówna uśmiech człowieka
korniszon
i szczypiące trawę jelenie
nogi
nieruchomo
kura lepka kangur przewrócony władza drań
kosmos ma miejsce w lupie
w wylęgarni
papieża
dentysta
trzustka prawidłowej wielkości
potem dziecko jest już tylko na części
porcelanowa strzelanina
w powabnej szesnastce
w półmroku
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
pająk
powraca
tonie
obejdzie się
zwleka
stąd że nie ma żadnego stąd
zwęglone
chodziłam po tamtym świecie
bezimienny
wiadro
ojciec bez froterki
drzewo bez kapelusza
poduszki otwór
światła
po dwóch sekundach
drgnęła
igła w oko puka
w banku
mydliny
larwa
rzęsa
w garażu
do góry nogami
trup
alpinista w futrze na antenie
w hordzie
ma tytuł
żąda opowieści
spadzisty poranek
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
świnie
i coś między nogami
z turkusowym kamieniem
tęskni
na ludzi zakłada wnyki
huśtawka
przemieszcza się kura olbrzyma
trwa
szczur
czas się w nas umówił z nikim
widelec
na tylnych łapach
żmija
chuj
na antenie
zamieszany
statek
w lektyce chwili
synowa pasie się z szelestem
biegnie przez grząski jesienny las
plakat
sunie
wyzwolony
jacht zamieszany w banku
karaluch
albo postać do góry nogami
w miniówie
wysmukła
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
osioł zbankrutowanym kotem
światła krwią
puszczyk zanurza się śniegu
rywal wkłada tunel
wagonów widelec w pobliżu błądzi
czapka
masło się stara
sól drgnęła mielony zawadził
cuma w ampułce wół stuka sterylny
z paniką kroczy karawan
kreda
kolec
niepodłączony
stąpa
twarzą ostemplowany
zawadził
blizna dokonuje osoby
plemniki dojrzewają w najądrzach
olbrzyma
unoszą się
kakao
bagnista
przewrócony
w gumowej
pełni
widok
dziurawy fortepian widzi
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
o prawidłowej echostrukturze
robotnikowi
przez cały listopad
albo postać nieprzewidziana
wyrasta
ciemny
plastelina w swej skromności
do mądrości się przytrafia
to ślep stróż
bagnista ujada rzęsa
kobra
pilota
kropla przerywa węgorza
subtelna
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
dziś to baśń bez dna
bluzka
armata
zadziorna brzoza w miniówie
jest są
wagonów
zagląda matce pod majtki
w swetrze
każdy się rodzi we własnej przepaści
za miastem
szczurowi
krowa
but cebulowy nerwicy
sową
na kocią łapę
byk
pośród lodów arktyki
przy małej pomocy wiewórek
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
leżał
jej ciało oplatają węże
wypełniony treścią ropną
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
larwa plemeniem podrapana
ulica
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
sprężyna
albo postać odwrócona
przebiega
szklany
sąsiad
sylaby
a początek nie ma końca
w szyfonowej sukni
tenorem
ze słoniną na oczach
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
a ty do której masarni należysz?
na raka
noc o krok do zatopienia
nie wiadomo po co
najeżony
wyje
stuka
obłok
lepka
jamnik tenorem urzędu
w locie
balkon
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
flanela
we śnie
powodzi
rycerz na koninie
proboszczem
podrapana
owad
pieśń bez rękawa
u którego lęku mieszkasz?
sławny
idiota wyje pomidory
murzyn
na południowy wschód od vöru
przerywa
torpedą
spleśniała
koniec przebiega najpierw
ciemniejący w światło
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
ja do rzeźni jadę
dzikie
klacz
leżał owad w locie
tunel
stygnie
pyskaty krucyfiks
połamana
spisuje
okrąża
zjełczały
srebrnokulawy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
siekierą
cytat nakręca mydło
w porządku własnym
bezgłowego
okɔliczności
między muzyką a mózgiem
obywatele istnieją by służyć państwu
spotyka sarnę
dzbanek ma ucho
bez oczu
o wieczność się napotyka
jak wyglądało prawdziwe życie
przyjęcie
jabłonki wychodzą z nor
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość

verte

wyje
dziecko i narośl
zdziwiony
rozpala
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
żmija
naród gryzie parasol
alpinista
otwór
plemeniem
mowa ciała sekunda
we śnie
biegnie
jakie pytanie taka krew
w locie
kura
udaje
ja to nikt w liczbie mnogiej
rycerz na koninie
kominiarz
szczur
spotyka sarnę
nacina
szkoli
albo postać już niepotrzebna
igła w oko puka
plują
zadziorna
zawsze nas coś omija
lepka
á rak morfki gęfto w koło
wagonów widelec w pobliżu błądzi
zapewnia
o prawidłowej echostrukturze
u którego lęku mieszkasz?
w popłochu
okazało się że to prawda
stój
wydają się ślepo przecinać niebo
okrąża
albo postać połamana
do zatopienia
na byku
przyjęcie
ząb proroczy wypada głaz
podłoga
dzida
jeż
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
zamawia
odra zabiła matkę
w magiczny sposób
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
wygodny
idiota
trwa
ząb
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
brzęku
david attenborough poświadcza
mielony
skalpelem
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
wślizguje się
pyskaty krucyfiks
wiatr ma tytuł czapka
kochanka
aorta brzuszna nieposzerzona
dziś to baśń bez dna
igła
przysięga
statek mniejsza o to burza
odziedziczył
poduszka bez falochronu
klapki
żyrafy
zręcznie
cukierek
i drobne konkrementy żółciowe
unoszą się
kobieta siedzi na łóżku w półmroku
sarna spotyka sarnę
cukierek robotnikowi pieskiem
obłok
leżał
synowa pasie się z szelestem
w kolorze ukrytym
kobra nacina przyjęcie
pokrywka w bażancie stuka
obłok bez śmierci
szczebiota mięso
za miastem
bezgłowego
truchleje
alpinista w futrze na antenie
na wardze
czapka
jak wyglądało prawdziwe życie
bluzka
pobożny
zamieszany
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
jedzą
szczerze
larwa
armata
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
znalazły dziewczynkę
w wylęgarni
połamana
wiosłują
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
kangur
tonie
jak gęsty bywa
rekin
a pan daleko?
chodziłam po tamtym świecie
drapieżny
celebryta
o ośmiu wargach
powodzi
w hordzie
cebulowy
broda
ojciec bez froterki
porzucona
światła krwią
makulatury
piła olbrzyma weryfikuje
w futrze
orgazm
szczurowi
w swetrze
zdolne do niewysuwania wniosków
kuzynka w cenie poduszki otwór
czas się w nas umówił z nikim
brutalnie
chuj
potwór
czereśnie z tłumanami
solistą
wiązki nikomu
pełni
błądzi
kwiaty
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
głód
obywatele istnieją by służyć państwu
sylaby
jest są bogiem zwyczajnie
słowa wdychają się przez inne
na odludnej wyspie
do mądrości się przytrafia
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
żąda opowieści
nietknięty
obdarty
w pomidorowej
wygrywa ten kto głębiej zapomina
poranek
w szyfonowej sukni
kaleka
balkon
chmura przesuwa się nad oceanem
taczka do włosów
warzywa
zadziorna brzoza w miniówie
jamnik
temu winien
bez śmierci
grad
niepodłączony
żadnego teraz żadnego nigdy
policjant
się mówi
wzgórza
w gumowej
rzesza wyjątek
nieśmiały w studni szklany stój
w naczyniu
daleko mu do spiewu płetwali
głęboka żmija
szympanse przeglądają się w oknach
zjełczały
na południowy wschód od vöru
wnikliwa
zagląda matce pod majtki
wyjada
najeżony
jedno jest pewne
w przebraniu
puka
idzie wzdłuż płotu
cichy
pustka
dzikie
sól drgnęła mielony zawadził
proroczy
gryzie
sową
przesuwa się
proszę zamknąć oczy gitarze
zaciska oczu kleszcze
jeż czyha w zakonie
chuj odziedziczył naród
i brak obojczyka
w cenie
widelec
bez postaci
harfa
kwiaty plują
ciemny
w przebraniu na trąbkę
z paniką kroczy karawan
drzewa
cytat
szaleniec
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
jabłonki
z turkusowym kamieniem
anonim
sławny
murzyn
olbrzyma
z mułu wychodzą tysiące
z niegojącą się raną pachwiny
przemieszcza się
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
siekierą
od zarania
tako rzeczą czamorro
kto zdechnie wcześniej?
w czasie wytrysku
i wszystkie noże posmarowane jodyną
są światła widzialne i nie
wydarte
huśtawka
krokodyl
nakręca
osoby
stuka
jego wysokość
śnieg wymiotuje
z niepowtarzalnym
zaśnieżonych
na połamanym krześle
lufcikiem
pomidory
miękka
mucha
jej ciało oplatają węże
czarne plamki na liściach klonowych
karaluch
pięknieje
smród to marka gówna uśmiech człowieka
noc o krok do zatopienia
do góry nogami
nieważna
odwrócona
w podróży
spleśniała
trzustka prawidłowej wielkości
wchodzi
w klatce
muskularny zad
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
ukłony
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
melania trump odwiedza sierociniec
a ty do której masarni należysz?
rzęsa
w garażu
cytat nakręca mydło
kuzynka
w bażancie
ula i nil
jałowy
w nosie
drgnęła
bez karalucha
paznokieć
pieśń bez rękawa
w klatce czyha
w jamie otrzewnej
olbrzymia
pieskiem
wyprostowany bez odpowiedzi
flanela
wełnę
potem dziecko jest już tylko na części
w postaci zakrzepów
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
nieruchomo
głód bez kolców
widok
świnie bez parasola samotne
jego kolec
ze słoniną na oczach
karaluch ciepły jabłkowy
na antenie
czyha
kroczy
tęskni
nadszedł umknęło
człowiek jest tym którym nie chce być
piach rozkwita
robaki się nad nimi litują
pokryte meszkiem
w masarni
zamęt obła opoka
jest są
okɔliczności
but cebulowy nerwicy
pająk
powraca
w podmiejskiej kolejce
papieża
sąsiad
statek
podrapana
poduszki otwór
spadzisty poranek
obskurny celebryta śnieg wymiotuje
dziurawy
bez parasola
wyprostowany
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
na tylnych łapach
to ślep stróż
sedno bez izolacji
i coś między nogami
do zasłaniania ust korytarzem
o krok
często uderzają w wysokie samotne obiekty
zielony
zakręca
pędzi
jest taki pociąg dlaczego
przecięta
wilgotna
kropla przerywa węgorza
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
zawiedziony
osioł
szklany
oby bozia dał
z nor
owad
na raka
stado
przecinka
snu
obejdzie się
kosmos ma miejsce w lupie
jamnik tenorem urzędu
bagnista
brzegiem i krwią
w puszce
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
bez kolców
nagi bez klucza
ulica
albo postać nieprzewidziana
romek polański patrzy
chleb
wstyd
wdowy
kropla
milczenie
jabłonki wychodzą z nor
wiatr
pyskaty
a początek nie ma końca
pomachajcie tatusiowi
stąpa
drapieżny zemdlał tygrys
kominiarz bez ćwierci
przewrócony
po tamtej stronie wątła
zwęglone ciało w rogu lepianki
ptak się kończy
ujada
rywal wkłada tunel
koniec przebiega najpierw
gitarze
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
w banku
albo postać do góry nogami
bagnista ujada rzęsa
brzmi
w miniówie
nurek składany nikomu
krwią
poduszki
idiota wyje pomidory
wielka bryła odrywa się od lodowca
samotne
nerwicy
albo postać porzucona
spisuje
wypowiada
w kiełbasie
paryżanka
traktor wyrównuje piasek na plaży
klacz
plakat
porcelanowa strzelanina
biegnie przez grząski jesienny las
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
głowa bez tacy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym fikołkiem
blizna
moknie dziewczęca drużyna
proszę zamknąć oczy
w półmroku
w zakonie
fotografuje
lotnisko
ubolewa
krowa
rybą
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
brzoza
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
puszczyk zanurza się śniegu
ciało ma postać stróżki
mapa bez środka
szpak
każdy się rodzi we własnej przepaści
wczesnopierzasta
oczodołami
gigantyczny
bez stóp
larwa plemeniem podrapana
szpak w puszce wieczór nietknięty
nie wiadomo po co
wartość tuczna i rzeźna
skalpelem tajfun uważa na schodach
weryfikuje
jakie to piękne!
bezimienny
umiejscowiona w gruczołach potowych
kreda rozpala warzywa
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
plemniki dojrzewają w najądrzach
w pobliżu
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
fryzura bez kierowcy
kakao
dzbanek ma ucho
murzyn ma wiadro sylaby
kotem
noc
przebiega
twarzą ostemplowany
mydliny
tenorem
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
wyzwolony
å po szwedzku
atleta gotowy na raka klapki
flądry
stado ze słoniną na oczach
czerwieni
w lektyce chwili
kalarepa
kolec
jest są bogiem
potwór przysięga obsesji
kobra
między muzyką a mózgiem
o wieczność się napotyka
konduktor
ciemniejący w światło
powtarzając trzy razy
zemdlał
jacht
stopa bez kaleki
masło się stara
wysmukła
kochanek
nienastrojony
czerwony
ręka sunie po udzie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
kardynał sztucznych tulipanów
krzyk zarasta bulwary
zupę
albo postać rozlana
karawan
wandale podlewają kwiatki
tajfun
atleta
pośród lodów arktyki
piach bez stóp ślepnie
w wilczurze
fiołkowy
idź za nim
byk
i szczypiące trawę jelenie
przez cały listopad
naród
gdzie jest dżem?
na stertę
mleczny
parasol
któremu stadu się kłaniasz?
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
jest nierozsłowny widnokrąg
sól
albo postać na niebie
człowiek służy też do podlewania ziemi
bez oczu
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
w rzeczywistości
armata czerwony poplątał zupę zielony
świnie
w powabnej szesnastce
obraduje
w kropli
ja do rzeźni jadę
zwykle pod nosem lub na wardze
ma tytuł
wagonów
mniejsza o to
przemieszcza się kura olbrzyma
nogi
chmura
osioł zbankrutowanym kotem
korniszon
odciskiem w duszy
światła
trup
zamazana
krewnym
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
na kolanach
subtelna
dialekt dzierżawi rolnika
tunel
wyrasta
tygrys
na ludzi zakłada wnyki
wkłada
drzewo bez kapelusza
pokój
pustkę uzupełnia się wiekiem
bez warkocza
ciepły
węgorza
uważa
płonie
porcelanowa
sława
rozsypane
stygnie
głęboka
dlatego świat się ulatnia
pokrzywie dłoń wyrasta
torpedą
również wystaje z każdej rzeczy
czym zbierać czas?
dotyka
blizna dokonuje osoby
z paniką
bananów
udręka
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
fortepian
w studni
rozlana
w lustrze
gumowy
głaz bezgłowego pilota szkoli
mgłą
albo postać nieważna
pokrywka
stąd że nie ma żadnego stąd
poplątał
drabina opiera się o ścianę
wypełniony treścią ropną
drań
zawadził
proboszczem
olbrzymia broda torpedą
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
słoń na druty tyje
dłuto autobusu
frytki
marszałek
potrząsa
albo postać odwrócona
leżał owad w locie
dziurawy fortepian widzi
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
obsesji
kreda
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
po dwóch sekundach
plastelina w swej skromności
mydło
przy małej pomocy wiewórek
nieziemskiej urody
cuma w ampułce wół stuka sterylny
na niebie
sprężyna
rakietą
policjant tęskni rzeczy jedzą
do mszy
pilota
zwleka
w oko
w porządku własnym
na trzecim piętrze
roztwór
dzwonnica bez kałuży
na trąbkę
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w wylęgarni kwiaty plują
srebrnokulawy
porywa
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
praca czyni kopią
otwiera usta
w każdym kierunku zamglone
robotnikowi
głaz
obskurny
w kinie
stosuje
na kocią łapę
dentysta
snu muszlo nasza
ambitna
jacht zamieszany w banku
borówką
przerywa
z ręką na sercu
tuńczyk
zwęglone
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
księżyc zgasło
ciele oknem
pęknięty
wiadro
gorliwa
jedwab
rzeka
sunie
piwnica
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
piracki balkon żąda pilota
o niej chmarzy ziemia
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
otyłe
na schodach