kakao w prążki

kakao
łzą
olbrzymia

w niemowlę
blizna
zainfekowana

konduktor
biegnie
poćwiartowana
pędzi

tenorem
cebulowy
czynsz
bestii

tłuszcz
w mrzawce
udaje

gumowy
drapieżny
przez wieki

potwór
gałęzi

w współczesność
tramwajem
niewymyty

ludzie się mnożą

się rozlewa

rozlane potęguje

nic do jednego

wzgórze przedarte maliną

papier scierny i wierna

bez końca panna włosie

sierota kupuje klamkę

przymierza wspomnienia

gdzieś nas przepycha, wymija

rozpycha

upycha w neuronalnym metrze

obłok płynie utonąć się skrada

sen jest w życiu najważniejszy

luzem szklarz poskładany

cyna pościeli

plama

od czasu do czasu los nas znosi

deszcz korbką malowany

człowiek czymś różni się od cukru pudru

tak się uważa i trwają badania

mające na celu ustalenie czym

głaz bezgłowego pilota szkoli

w wilczurze

wnikliwa

płonie

sprężyna

o niej chmarzy ziemia

larwa

stuka

pobożny

igła

podnosi głowę

węgorza

obdarty

z paniką

grad

zdechnie w prążki