w drodze do po nic
obok bez ciebie
dlatego że nie ma żadnego dlatego
pośród lodów arktyki
rzęsa
mniejsza o to
obdarty
rekin lat temu
ja do rzeźni jadę
huśtawka
ukryty w przymrozku
albo postać rozlana
chuj odziedziczył naród
szklany
pod łóżkiem
niepodłączony
dialekt dzierżawi rolnika
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
kardynał sztucznych tulipanów
w każdej postaci
parasol
albo postać porzucona
łotr na apostole uchylając powiekę
igła w oko puka
jest taki pociąg dlaczego
albo postać do góry nogami
jabłonki wychodzą z nor
w locie
ukłony
w klatce
oczodołami
brzegiem i krwią
samica pomidorowej
węgorza
mucha
w współczesność zdziczałe
tako rzeczą czamorro
drapieżny
i inne niepodobne
srebrnokulawy
mowa ciała sekunda
kropla od mroku
w nikąd dorosły
jakie pytanie taka krew
albo postać już niepotrzebna
z paniką
albo postać nieprzewidziana
człowiek nie do oderwania od smyczy
nietknięty
czyha
krzyk zarasta bulwary
na połamanym krześle
deszcz korbką malowany
torpedą
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
kulig prowadzi łodygę
sową
ręka sunie po udzie
larwa
w obcisłej spódnicy
proszę zamknąć oczy gitarze
bagnista ujada rzęsa
jakoś idzie dorsz w torbie
biegnie
słoń na druty tyje
klacz
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
włóczka podwórek
dziurawy fortepian widzi
płonie
jedno jest pewne
motyl w postaci cielska
moczary
zamazana
blizna dokonuje osoby
koniec przebiega najpierw
szpak w puszce wieczór nietknięty
dzwonnica bez kałuży
alpinista
bóg nie do oderwania od wszy
snu muszlo nasza
gęsta
ςɔ
pokrzywie dłoń wyrasta
każda rzecz jest żadna
źle wbite
w miniówie
dążąc do doskonałości
mielony
olej na płótnie
z ręką na sercu
mięso
kobra nacina przyjęcie
pyskaty krucyfiks
szczudeł tupot

wielkości niezapisanej myśli
but cebulowy nerwicy
larwa plemeniem podrapana
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
w futrze
mgłą
ciemniejący w światło
modlitwą nażarte
zawsze nas coś omija
chwiliwarta
w zwolnionym tempie
drapieżny zemdlał tygrys
albo postać nieważna
prześcieradło się po nim lepi
w porządku własnym
o niej chmarzy ziemia
gdy żmija płonie
jeż czyha w zakonie
śnieg wymiotuje
w studni
wilgotna
w podskokach
david attenborough poświadcza
pięknie się wije
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
o ośmiu wargach
i kluski
albo postać na niebie
pyskaty
siekierą
idiota wyje pomidory
nurek składany nikomu
w przybliżeniu nieistniejące
igła
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
twarzą ostemplowany
+ ¿
wdowy
głaz bezgłowego pilota szkoli
śpiewa zabita pluskiewką
na sankach
piach
chodziłam po tamtym świecie
stąd że nie ma żadnego stąd
jabłonki
krawiec w postaci ulewy
płatki bez odpowiedzi
gigantyczny
również wystaje z każdej rzeczy
jeż
w kolorze ukrytym
karaluch ciepły jabłkowy
albo postać odwrócona
za pomocą gdyby
grząskie
w przebłysku samotności
sprężyna
proboszczem
w uśmiechu poręcznym
rycerz na koninie
wiosłują
leżał owad w locie
bez stóp
żyrafy
piach rozkwita
dźwig do suszenia sutann
tygrys
kakao
synowa pasie się z szelestem
wielkości za późno
w postaci rosy
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
piorun bez spojrzenia
a pan daleko?
w lustrze
rekin
pęknięty
kropla przerywa węgorza
konduktor
burzy się jagnię zapina szelki
bezciągła
grad
jakie to piękne!
mruga pogrzebacz
tramwajem zarosłe
w kiełbasie
innego ratunku nie ma
piła olbrzyma weryfikuje
księżyc zgasło
przemieszcza się kura olbrzyma
olbrzyma
w milczenie zawinięte
wandale podlewają kwiatki
jamnik tenorem urzędu
wagonów widelec w pobliżu błądzi
pełznie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
fiołkowy
karaluch
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
albo postać podarta
drzewo bez kapelusza
kwiaty plują
najeżony