karaluch ciepły jabłkowy
larwa
w porządku własnym
włóczka podwórek
szczudeł tupot
pęknięty
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
karaluch
wandale podlewają kwiatki
bez stóp
sprężyna
fiołkowy
pełznie
konduktor
david attenborough poświadcza
ręka sunie po udzie
a pan daleko?
za pomocą gdyby
pyskaty
mucha
jeż czyha w zakonie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
motyl w postaci cielska
gigantyczny
kropla od mroku
albo postać do góry nogami
w kiełbasie
samica pomidorowej
w postaci rosy
grząskie
węgorza
huśtawka
rekin lat temu
mielony
gęsta
idiota wyje pomidory
leżał owad w locie
czyha
piach rozkwita
krawiec w postaci ulewy
żyrafy
bagnista ujada rzęsa
dialekt dzierżawi rolnika
proszę zamknąć oczy gitarze
stąd że nie ma żadnego stąd
jest taki pociąg dlaczego
w każdej postaci
oczodołami
w studni
kobra nacina przyjęcie
siekierą
proboszczem
obok bez ciebie
ja do rzeźni jadę
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
chwiliwarta
w nikąd dorosły
albo postać porzucona
drapieżny
kulig prowadzi łodygę
kwiaty plują
wielkości za późno
dzwonnica bez kałuży
księżyc zgasło
o ośmiu wargach
w drodze do po nic
brzegiem i krwią
mgłą
albo postać na niebie
ciemniejący w światło
pięknie się wije
nietknięty
albo postać nieprzewidziana
torpedą
albo postać już niepotrzebna
wiosłują
śnieg wymiotuje
mowa ciała sekunda
w podskokach
innego ratunku nie ma
jeż
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
ςɔ
but cebulowy nerwicy
w milczenie zawinięte
prześcieradło się po nim lepi
szklany
+ ¿
sową
jedno jest pewne
pokrzywie dłoń wyrasta
w futrze
mruga pogrzebacz
rzęsa
na sankach
jakie to piękne!
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
olbrzyma
szpak w puszce wieczór nietknięty
snu muszlo nasza
grad
biegnie
burzy się jagnię zapina szelki
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
kakao
chodziłam po tamtym świecie
albo postać rozlana
drapieżny zemdlał tygrys
dlatego że nie ma żadnego dlatego
śpiewa zabita pluskiewką
najeżony
drzewo bez kapelusza
z paniką
jabłonki
larwa plemeniem podrapana
deszcz korbką malowany
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
jakoś idzie dorsz w torbie
krzyk zarasta bulwary
w przebłysku samotności
igła w oko puka
rycerz na koninie
wagonów widelec w pobliżu błądzi
jabłonki wychodzą z nor
w lustrze
twarzą ostemplowany
dziurawy fortepian widzi
kardynał sztucznych tulipanów
klacz
ukłony
w obcisłej spódnicy
albo postać podarta
dążąc do doskonałości
srebrnokulawy
pyskaty krucyfiks
płonie
jakie pytanie taka krew
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
piorun bez spojrzenia
nurek składany nikomu
wilgotna
w przybliżeniu nieistniejące
głaz bezgłowego pilota szkoli
piła olbrzyma weryfikuje
kropla przerywa węgorza
w klatce
i kluski
z ręką na sercu
wdowy
alpinista
w kolorze ukrytym
i inne niepodobne
igła
o niej chmarzy ziemia
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
mięso
dźwig do suszenia sutann
niepodłączony
słoń na druty tyje
jamnik tenorem urzędu
człowiek nie do oderwania od smyczy
zamazana
w locie
wielkości niezapisanej myśli
mniejsza o to
każda rzecz jest żadna

przemieszcza się kura olbrzyma
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
płatki bez odpowiedzi
tramwajem zarosłe
tako rzeczą czamorro
chuj odziedziczył naród
rekin
albo postać odwrócona
bóg nie do oderwania od wszy
tygrys
obdarty
na połamanym krześle
w miniówie
piach
albo postać nieważna
ukryty w przymrozku
źle wbite