księżyc zgasło
wandale podlewają kwiatki
albo postać porzucona
piorun bez spojrzenia
jakie to piękne!
larwa plemeniem podrapana
wielkości za późno
jabłonki wychodzą z nor
pięknie się wije
grząskie
tramwajem zarosłe
potwór gałęzi
przemieszcza się kura olbrzyma
dialekt dzierżawi rolnika
w klatce
kardynał sztucznych tulipanów
burzy się jagnię zapina szelki
jabłonki
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
bez końca panna włosie
albo postać podarta
w postaci rosy
tygrys
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
rzęsa
gęsta
drapieżny
karaluch
motyl w postaci cielska
ręka sunie po udzie
najeżony
kropla przerywa węgorza
albo postać do góry nogami
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
wilgotna
sprężyna
jedno jest pewne
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
albo postać rozlana
w drodze do po nic
wielkości niezapisanej myśli
jeż czyha w zakonie
w kiełbasie
proszę zamknąć oczy gitarze
bez stóp
głaz bezgłowego pilota szkoli
siekierą
chuj odziedziczył naród
tako rzeczą czamorro
idiota wyje pomidory
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
stąd że nie ma żadnego stąd
proboszczem
but cebulowy nerwicy
albo postać odwrócona
mielony
chodziłam po tamtym świecie

rekin lat temu
ςɔ
twarzą ostemplowany
torpedą
o niej chmarzy ziemia
albo postać na niebie
płatki bez odpowiedzi
obłok płynie utonąć się skrada
w obcisłej spódnicy
węgorza
szpak w puszce wieczór nietknięty
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w locie
ja do rzeźni jadę
wagonów widelec w pobliżu błądzi
snu muszlo nasza
mucha
w futrze
jakoś idzie dorsz w torbie
drapieżny zemdlał tygrys
leżał owad w locie
czyha
mgłą
z paniką
krawiec w postaci ulewy
oczodołami
chwiliwarta
pyskaty krucyfiks
w lustrze
huśtawka
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
deszcz korbką malowany
człowiek nie do oderwania od smyczy
wiosłują
a pan daleko?
kwiaty plują
na sankach
samica pomidorowej
na połamanym krześle
jeż
fiołkowy
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
nietknięty
obok bez ciebie
włóczka podwórek
kropla od mroku
larwa
źle wbite
srebrnokulawy
bóg nie do oderwania od wszy
śpiewa zabita pluskiewką
pełznie
śnieg wymiotuje
albo postać nieprzewidziana
rycerz na koninie
w nikąd dorosły
w przebłysku samotności
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w każdej postaci
ukłony
mniejsza o to
zamazana
karaluch ciepły jabłkowy
i inne niepodobne
wdowy
dzwonnica bez kałuży
za pomocą gdyby
sową
szklany
igła w oko puka
o ośmiu wargach
w porządku własnym
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
kulig prowadzi łodygę
olbrzyma
alpinista
w podskokach
innego ratunku nie ma
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
jamnik tenorem urzędu
konduktor
albo postać już niepotrzebna
rekin
piach
albo postać nieważna
prześcieradło się po nim lepi
nurek składany nikomu
kto jest ojcem dżdżu?
dziurawy fortepian widzi
krzyk zarasta bulwary
w studni
poćwiartowana pędzi
kobra nacina przyjęcie
mowa ciała sekunda
klacz
david attenborough poświadcza
się skrada
płonie
dążąc do doskonałości
pokrzywie dłoń wyrasta
w miniówie
ukryty w przymrozku
w przybliżeniu nieistniejące
w milczenie zawinięte
piach rozkwita
brzegiem i krwią
w kolorze ukrytym
drzewo bez kapelusza
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
+ ¿
żyrafy
gigantyczny
obdarty
szczudeł tupot
z ręką na sercu
słoń na druty tyje
jest taki pociąg dlaczego
ciemniejący w światło
grad
bagnista ujada rzęsa
dźwig do suszenia sutann
pęknięty
kakao
każda rzecz jest żadna
jakie pytanie taka krew
mięso
igła
pyskaty
biegnie
mruga pogrzebacz
niepodłączony
piła olbrzyma weryfikuje
i kluski
dlatego że nie ma żadnego dlatego