alpinista
siekierą
larwa plemeniem podrapana
gęsta
jakoś idzie dorsz w torbie
śnieg wymiotuje
wdowy
innego ratunku nie ma
dialekt dzierżawi rolnika
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
krawiec w postaci ulewy
jedno jest pewne
na skale posadzona
albo postać nieważna
wielkości za późno
brzegiem i krwią
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
nietknięty
z ręką na sercu
w słodycz upadła
albo postać porzucona
motyl w postaci cielska
klacz
niepodłączony
cudownie wąski
w postaci rosy
mowa ciała sekunda
szpak w puszce wieczór nietknięty
ukryty w przymrozku
albo postać już niepotrzebna
albo postać rozlana
bez końca panna włosie
za pomocą gdyby
zręcznie tonie
piła olbrzyma weryfikuje
kakao
albo postać odwrócona
– 1 myśl z tyłu głowy
stąd że nie ma żadnego stąd
tygrys
idiota wyje pomidory
wielkości niezapisanej myśli
ukłony
rycerz na koninie
albo postać podarta
obłok płynie utonąć się skrada
w współczesność wdziczałe
w niemowlę zapatrzona
jeż
najeżony
o niej chmarzy ziemia
modlitwą nażarte
wiosłują
piach
przemieszcza się kura olbrzyma
jakie pytanie taka krew
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
głaz bezgłowego pilota szkoli
ciemniejący w światło
piegiem pochwalony
leżał owad w locie
nurek składany nikomu
w studni
torpedą
albo postać nieprzewidziana
deszcz korbką malowany
samica pomidorowej
dziurawy fortepian widzi
płonie
kropla od mroku
bóg nie do oderwania od wszy
≈ 2 wstążki
odkryta
w klatce
kwiaty plują
każda rzecz jest żadna
tako rzeczą czamorro
sową
w milczenie zawinięte
pyskaty krucyfiks
snu muszlo nasza
w drodze do po nic
jeż czyha w zakonie
wilgotna
w przebłysku samotności
kulig prowadzi łodygę
mięso
poćwiartowana pędzi
martwicy przeznaczona
przegryziony
chuj odziedziczył naród
żyrafy
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
w locie
w porządku własnym
+ ¿
konduktor
dążąc do doskonałości
jamnik tenorem urzędu
ręka sunie po udzie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
wandale podlewają kwiatki
drzewo bez kapelusza
z paniką
drapieżny zemdlał tygrys
dlatego że nie ma żadnego dlatego
szklany
wagonów widelec w pobliżu błądzi
w futrze
gigantyczny
piach rozkwita
albo postać na niebie
pyskaty
niewyklepany przez otoczenie
rechotem przejęte
jest taki pociąg dlaczego
i inne niepodobne
drapieżny
grad
jabłonki
twarzą ostemplowany
na sankach
but cebulowy nerwicy
larwa
mruga pogrzebacz
jabłonki wychodzą z nor
mielony
włóczka podwórek
księżyc zgasło
w nikąd dorosły
obdarty
proszę zamknąć oczy gitarze
rzęsa
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
śpiewa zabita pluskiewką
tramwajem zarosłe
piorun bez spojrzenia
mniejsza o to
fiołkowy
prześcieradło się po nim lepi

pełznie
czyha
igła w oko puka
i kluski
mgłą
cyrklem zainfekowana
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
w lustrze
olbrzyma
dzwonnica bez kałuży
w kolorze ukrytym
jakie to piękne!
bagnista ujada rzęsa
karaluch ciepły jabłkowy
a pan daleko?
oczodołami
krzyk zarasta bulwary
opowieść to najbardziej trujący konserwant
węgorza
popękane ważki
w części wetknięta
w obcisłej spódnicy
ja do rzeźni jadę
5 piąstek raju
niechcąco powabne
srebrnokulawy
biegnie
kobra nacina przyjęcie
w miniówie
burzy się jagnię zapina szelki
płatki bez odpowiedzi
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
w krzywdzie zbyt kusej
sprężyna
david attenborough poświadcza
na połamanym krześle
karaluch
śniegiem przybita
losem pomazany
w przybliżeniu nieistniejące
proboszczem
pokrzywie dłoń wyrasta
dźwig do suszenia sutann
kropla przerywa węgorza
chodziłam po tamtym świecie
ςɔ
zamazana
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
w nadzieję rozsypane
w ciąży surowy
chwiliwarta
albo postać do góry nogami
człowiek nie do oderwania od smyczy
pęknięty
otruta
gorliwa paznokieć
słoń na druty tyje
z ulicy przywleczone
mucha
rekin lat temu
szczudeł tupot
huśtawka
o ośmiu wargach