karaluch ciepły jabłkowy
rekin lat temu
ukryty w przymrozku
w obcisłej spódnicy
jakie pytanie taka krew
kakao
przemieszcza się kura olbrzyma
kobra nacina przyjęcie
szpak w puszce wieczór nietknięty
i inne niepodobne
powraca na ojczyzny łono
o ośmiu wargach
otruta
biegnie
drzewo bez kapelusza
w trakcie nienastępowania
niechcąco powabne
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
wagonów widelec w pobliżu błądzi
olbrzyma
prześcieradło się po nim lepi
w milczenie zawinięte
dzwonnica bez kałuży
jedno jest pewne
w kolorze ukrytym
leżał owad w locie
w krzywdzie zbyt kusej
chuj odziedziczył naród
w przybliżeniu nieistniejące
jest taki pociąg dlaczego
nasz adres:
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
ponad dowodami mieszka
w drohobyczu
mgłą
w postaci rosy
motyl w postaci cielska
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
dźwig do suszenia sutann
5 piąstek raju
deszcz korbką malowany
piegiem pochwalony
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
albo postać rozlana
albo postać odwrócona
mielony
konduktor
w klatce
cieniów poutrącanych – 4
albo postać porzucona
czyha
wiatr wspina się na lipę
bóg nie do oderwania od wszy
najeżony
samica pomidorowej
nurek składany nikomu
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
w porządku własnym
na skale posadzona
szklany
za pomocą gdyby
kwiaty plują
albo postać na niebie
w niemowlę zapatrzona
dążąc do doskonałości
sprężyna
jabłonki
krawiec w postaci ulewy
mruga pogrzebacz
kropla od mroku
jabłonki wychodzą z nor
nic się nie dzieje w lanckoronie
w nikąd dorosły
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
wielkości niezapisanej myśli
ukłony
jeż czyha w zakonie
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
cudownie wąski
srebrnokulawy
czas spierdala przez odludzie w tłumie
w części wetknięta
o niej chmarzy ziemia
snu muszlo nasza
w przebłysku samotności
igła w oko puka
przegryziony
oczodołami
a pan daleko?
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
człowiek nie do oderwania od smyczy
karaluch
początek świata jest wszędzie
innego ratunku nie ma
cyrklem zainfekowana
i bez kropki
w studni
siekierą
śniegiem przybita
piach
ciemniejący w światło
dziurawy fortepian widzi
grad
na połamanym krześle
mniemają
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
w drodze do po nic

słowa wdychają się przez inne
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
w trakcie przedrzeźniania mew
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
rycerz na koninie
z ręką na sercu
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
jakie to piękne!
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
ςɔ
piorun bez spojrzenia
gigantyczny
głaz bezgłowego pilota szkoli
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
klacz
dlatego że nie ma żadnego dlatego
jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
kropla przerywa węgorza
krzyk zarasta bulwary
fiołkowy
twarzą ostemplowany
płonie
rzęsa
albo postać nieważna
pokrzywie dłoń wyrasta
księżyc zgasło
po 17 latach życia pod ziemią
albo postać podarta
jamnik tenorem urzędu
żeglarze prasują morza
włóczka podwórek
stąd że nie ma żadnego stąd
popękane ważki
burzy się jagnię zapina szelki
albo postać już niepotrzebna
but cebulowy nerwicy
rozbryzgując kałuże
david attenborough poświadcza
data złomowania nie znana
pełznie
wielkości za późno
ze wschodu nadciąga trzech mężczyzn w kominiarkach
irlich bron. z córką i boną żona dr. w-wa
bagnista ujada rzęsa
fryzura bez kierowcy
tramwajem zarosłe
w żegiestowie leje
w locie
w futrze
albo postać do góry nogami
idiota wyje pomidory
płatki bez odpowiedzi
szczudeł tupot
w nadzieję rozsypane
albo postać nieprzewidziana
prawda jest tak szybka że
ja do rzeźni jadę
śnieg wymiotuje
piach rozkwita
narew zgubiła ogon
zręcznie tonie
ręka sunie po udzie
w słodycz upadła
istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
każda rzecz jest żadna
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
wiosłują
obdarty
modlitwą nażarte
tako rzeczą czamorro
zamazana
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
torpedą
żyrafy
drapieżny zemdlał tygrys
pyskaty krucyfiks
huśtawka
chodziłam po tamtym świecie
dialekt dzierżawi rolnika
wandale podlewają kwiatki
proszę zamknąć oczy gitarze
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
gęsta
łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
mięso
jakoś idzie dorsz w torbie
pozłacane świnie
niepodłączony
w miniówie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
bez końca panna włosie
sową
proboszczem
wilgotna
piła olbrzyma weryfikuje
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły