istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
jamnik tenorem urzędu
albo postać już niepotrzebna
modlitwą nażarte
pozłacane świnie
bóg nie do oderwania od wszy
idiota wyje pomidory
dążąc do doskonałości
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
david attenborough poświadcza
karaluch ciepły jabłkowy
wandale podlewają kwiatki
prześcieradło się po nim lepi
prawda jest tak szybka że
łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
w przybliżeniu nieistniejące
grad
piach
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
chuj odziedziczył naród
albo postać podarta
deszcz korbką malowany
zręcznie tonie
albo postać porzucona
albo postać nieprzewidziana
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
chodziłam po tamtym świecie
albo postać odwrócona
w przebłysku samotności
albo postać nieważna
pełznie
początek świata jest wszędzie
żeglarze prasują morza
tako rzeczą czamorro
albo postać do góry nogami
w futrze
a pan daleko?
olbrzyma
cyrklem zainfekowana
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
nietknięty

jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
śniegiem przybita
najeżony
huśtawka
snu muszlo nasza
fryzura bez kierowcy
burzy się jagnię zapina szelki
karaluch
zamazana
motyl w postaci cielska
w trakcie przedrzeźniania mew
po 17 latach życia pod ziemią
samica pomidorowej
wielkości za późno
w trakcie nienastępowania
dialekt dzierżawi rolnika
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
narew zgubiła ogon
jakie to piękne!
płonie
irlich bron. z córką i boną żona dr. w-wa
leżał owad w locie
i bez kropki
ja do rzeźni jadę
jabłonki
niepodłączony
na połamanym krześle
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
proszę zamknąć oczy gitarze
i inne niepodobne
kropla przerywa węgorza
w nikąd dorosły
ręka sunie po udzie
cieniów poutrącanych – 4
głaz bezgłowego pilota szkoli
nasz adres:
krzyk zarasta bulwary
na skale posadzona
5 piąstek raju
w kolorze ukrytym
w klatce
mięso
innego ratunku nie ma
proboszczem
kwiaty plują
o ośmiu wargach
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
but cebulowy nerwicy
cudownie wąski
w obcisłej spódnicy
kakao
albo postać rozlana
klacz
w krzywdzie zbyt kusej
oczodołami
szklany
tygrys
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
wielkości niezapisanej myśli
sprężyna
tramwajem zarosłe
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
w nadzieję rozsypane
w porządku własnym
w milczenie zawinięte
krawiec w postaci ulewy
jest taki pociąg dlaczego
niechcąco powabne
wagonów widelec w pobliżu błądzi
popękane ważki
obdarty
nic się nie dzieje w lanckoronie
mruga pogrzebacz
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
biegnie
dziurawy fortepian widzi
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
człowiek nie do oderwania od smyczy
rzęsa
pyskaty krucyfiks
albo postać na niebie
w studni
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
kobra nacina przyjęcie
płatki bez odpowiedzi
w locie
mniemają
jeż czyha w zakonie
żyrafy
srebrnokulawy
ukryty w przymrozku
w niemowlę zapatrzona
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
o niej chmarzy ziemia
szczudeł tupot
wiosłują
rekin lat temu
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
w żegiestowie leje
dzwonnica bez kałuży
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
fiołkowy
drzewo bez kapelusza
ciemniejący w światło
otruta
dźwig do suszenia sutann
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
w postaci rosy
gęsta
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
siekierą
pokrzywie dłoń wyrasta
rozbryzgując kałuże
igła w oko puka
jedno jest pewne
piła olbrzyma weryfikuje
przegryziony
w miniówie
sową
gigantyczny
torpedą
stąd że nie ma żadnego stąd
ςɔ
kropla od mroku
księżyc zgasło
w słodycz upadła
mgłą
ze wschodu nadciąga trzech mężczyzn w kominiarkach
jakie pytanie taka krew
ukłony
mielony
szpak w puszce wieczór nietknięty
nurek składany nikomu
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
piegiem pochwalony
włóczka podwórek
jabłonki wychodzą z nor
czyha
w drodze do po nic
za pomocą gdyby
rycerz na koninie
dlatego że nie ma żadnego dlatego
każda rzecz jest żadna
z ręką na sercu
konduktor
piorun bez spojrzenia
śnieg wymiotuje
przemieszcza się kura olbrzyma
bez końca panna włosie
bagnista ujada rzęsa
wilgotna
w części wetknięta
jakoś idzie dorsz w torbie
twarzą ostemplowany
drapieżny zemdlał tygrys
piach rozkwita
że robimy kupę jest ważniejsze niż to że rodzimy dzieci