za pomocą gdyby
drapieżny zemdlał tygrys
w studni
blizna dokonuje osoby
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w futrze
renttowa leonora żona inżyniera z drohobycza
siekierą
w lustrze
w każdej postaci
grad
tramwajem zarosłe
krawiec w postaci ulewy
puryfikaterzów – 30
krzyk zarasta bulwary
jeż
księżyc zgasło
niepodłączony
modlitwą nażarte
źle wbite
z ręką na sercu
piła olbrzyma weryfikuje
szpak w puszce wieczór nietknięty
z czyjego żywota wyszedł lód
larwa
olej na płótnie
but cebulowy nerwicy
chodziłam po tamtym świecie
zapolski mieczysław z żoną urz. stryj
obcęgów – 2
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
człowiek nie do oderwania od smyczy
niewidzialne łączy świat na części
w przybliżeniu nieistniejące
pełznie
wandale podlewają kwiatki
bagnista ujada rzęsa
statek
olbrzyma
jest taki pociąg dlaczego
oczodołami
ukłony
albo postać już niepotrzebna
drzewo bez kapelusza
w kolorze ukrytym
mucha
w postaci rosy
szczudeł tupot
dążąc do doskonałości
larwa plemeniem podrapana
błędowska marja przy rodzinie z zagajewic
rycerz na koninie
grząskie
w zwolnionym tempie
biretów – 3
proboszczem
jagnię
łotr na apostole uchylając powiekę
parasol
dlatego że nie ma żadnego dlatego
tako rzeczą czamorro
powiązany z nic
obdarty
gigantyczny
bóg nie do oderwania od wszy
chuj odziedziczył naród
szymczyk michalina wł. willi w-wa
nietknięty
piorun
każdy się rodzi we własnej przepaści
kardynał
w drodze do po nic
twarzą ostemplowany
wilgotna
dźwig do suszenia sutann
ręka sunie po udzie
w miniówie
i kluski
mniejsza o to
motyl w postaci cielska
wiosłują
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
jeż czyha w zakonie
dialekt dzierżawi rolnika
brzegiem i krwią
bez parasola
słoń na druty tyje
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
żyrafy
i inne niepodobne
na sankach
nie do oderwania od mroku
w milczenie zawinięte
do zatopienia
alpinista w futrze na antenie
a mrokiem jakby pieluchami owinął
piach
niewyklepany przez otoczenie
igła
albo postać nieważna
karaluch ciepły jabłkowy
ςɔ
innego ratunku nie ma
przemieszcza się kura olbrzyma
moździerz zepsuty do tłuczenia kadzidła – 1
pokrzywie dłoń wyrasta
gęsta
w klatce
sprężyna
srebrnokulawy
wdowy
mruga pogrzebacz
mgłą
markiewiczowa em. przy mężu
żadnego teraz żadnego nigdy
krzyżyków z pasyjkami – 10
ciemniejący w światło
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
węgorza
kanonów bez szkła – 11
a pan daleko?
jabłonki wychodzą z nor
jamnik tenorem urzędu
w przebłysku samotności
kropla przerywa węgorza
pyskaty krucyfiks
łopatą rozdzielone
mowa ciała sekunda
płonie
szklany
deszcz korbką malowany
w nikąd dorosły
nie odpowiada na żadne pytanie
włóczka podwórek
karśnicka jadwiga ziemianka z wojkowa
snu muszlo nasza
burzy się jagnię zapina szelki
mięso
albo postać do góry nogami
wagonów widelec w pobliżu błądzi
głaz bezgłowego pilota szkoli
jedno jest pewne
to ślep stróż
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
zawsze nas coś omija
dzwonnica bez kałuży
w locie
jest dotyk przez teraz i dotyk przez nigdy
pięknie się wije
kobra nacina przyjęcie
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
rzęsa
jakie to piękne!
albo postać nieprzewidziana
z paniką
huśtawka
+ ¿
straus karol kamerd. nieświesko
kura lepka kangur przewrócony władza drań
pęknięty
albo postać porzucona
w kiełbasie
o ośmiu wargach
igła w oko puka
albo postać rozlana
piach rozkwita
torpedą
najeżony
na połamanym krześle
rekin
albo postać na niebie
karaluch
również wystaje z każdej rzeczy
fiołkowy
o niej chmarzy ziemia
pośród lodów arktyki
albo postać podarta
chwiliwarta
w podskokach
idiota wyje pomidory
śpiewa zabita pluskiewką
nurek składany nikomu
prześcieradło się po nim lepi
cieniów poutrącanych – 4
goldschlag ludwik przem. lwów
dziurawy fortepian widzi
irlich bron. z córką i boną żona dr. w-wa
patykiem wzruszone
albo postać odwrócona
stąd że nie ma żadnego stąd
ukryty w przymrozku
w współczesność zdziczałe
klacz
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
bez stóp
flanela
alpinista
czyha
łatanych i podartych – 5
proszę zamknąć oczy gitarze
sową
światła krwią
w obcisłej spódnicy
koniec przebiega najpierw
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
tygrys
jabłonki
leżał owad w locie
kwiaty plują
kakao
dzwonków ołtarzowych – 6
konduktor
drgawki
biegnie
śnieg wymiotuje
świnie samotne bez parasola
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
w uśmiechu poręcznym
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
drapieżny
wypełniony treścią ropną
ja do rzeźni jadę
zemdlał
mielony
wielkości za późno
pyskaty
głód bez kolców
ostatnia stroma królewna
postacie oddechu zbyt pewne ptaki