w przebłysku samotności
w miniówie
jeż czyha w zakonie
oczodołami
albo postać odwrócona
deszcz korbką malowany
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
ja do rzeźni jadę
chuj odziedziczył naród
w kolorze ukrytym
na skale posadzona
5 piąstek raju
w nikąd dorosły
narew zgubiła ogon
płatki bez odpowiedzi
dźwig do suszenia sutann
śliwką
pyskaty krucyfiks
jest taki pociąg dlaczego
porcelanowa trwoga
łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
fryzura bez kierowcy
w niemowlę zapatrzona
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
włóczka podwórek
samiec karuzeli
w klatce
w drohobyczu
pokrzywie dłoń wyrasta
snu muszlo nasza
idiota wyje pomidory
dlatego że nie ma żadnego dlatego
w studni
ukryty w przymrozku
za pomocą gdyby
wiatr wspina się na lipę
wielkości za późno
wandale podlewają kwiatki
motyl w postaci cielska
but cebulowy nerwicy
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
w trakcie nienastępowania
i inne niepodobne
dzwonnica bez kałuży
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
po 17 latach życia pod ziemią
piegiem pochwalony
drapieżny zemdlał tygrys
albo postać podarta

prześcieradło się po nim lepi
przemieszcza się kura olbrzyma
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
słowa wdychają się przez inne
w locie
albo postać nieważna
bóg nie do oderwania od wszy
proszę zamknąć oczy gitarze
konduktor
szklany
piach rozkwita
w nadzieję rozsypane
albo postać porzucona
grad
a pan daleko?
data złomowania nie znana
prawda jest tak szybka że
chodziłam po tamtym świecie
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
krzyk zarasta bulwary
huśtawka
najeżony
irlich bron. z córką i boną żona dr. w-wa
pełznie
w porządku własnym
twarzowa rozpacz
kobra nacina przyjęcie
księżyc zgasło
żeglarze prasują morza
jakoś idzie dorsz w torbie
chichoczą konwalie
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
w słodycz upadła
istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
żyrafy
albo postać już niepotrzebna
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
piła olbrzyma weryfikuje
wilgotna
klacz
ukłony
każda rzecz jest żadna
o ośmiu wargach
kakao
drzewo bez kapelusza
zamazana
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
śnieg wymiotuje
człowiek nie do oderwania od smyczy
szczudeł tupot
kropla od mroku
na połamanym krześle
o niej chmarzy ziemia
głaz bezgłowego pilota szkoli
kwiaty plują
pozłacane świnie
karaluch ciepły jabłkowy
cudownie wąski
mruga pogrzebacz
w futrze
szpak w puszce wieczór nietknięty
nurek składany nikomu
jabłonki
tramwajem zarosłe
w krzywdzie zbyt kusej
ponad dowodami mieszka
gęsta
krawiec w postaci ulewy
sową
rozbryzgując kałuże
jabłonki wychodzą z nor
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
stąd że nie ma żadnego stąd
mgłą
w milczenie zawinięte
dziurawy fortepian widzi
dialekt dzierżawi rolnika
obdarty
modlitwą nażarte
ręka sunie po udzie
płonie
niepodłączony
w obcisłej spódnicy
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
twarzą ostemplowany
mielony
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
albo postać na niebie
albo postać rozlana
jakie pytanie taka krew
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
w przybliżeniu nieistniejące
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
i bez kropki
szorstki
w trakcie przedrzeźniania mew
powraca na ojczyzny łono
w bezzwiewnych intencjach
biegnie
zręcznie tonie
śniegiem przybita
nasz adres:
ze wschodu nadciąga trzech mężczyzn w kominiarkach
proboszczem
rzęsa
cieniów poutrącanych – 4
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
leżał owad w locie
igła w oko puka
piorun bez spojrzenia
jamnik tenorem urzędu
nic się nie dzieje w lanckoronie
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
sprężyna
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
torpedą
jakie to piękne!
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
w postaci rosy
ciemniejący w światło
tako rzeczą czamorro
albo postać nieprzewidziana
rycerz na koninie
rekin lat temu
albrecht dürer płynie na zelandię
burzy się jagnię zapina szelki
czyha
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
otruta
ociężałe maliny
przegryziony
samica pomidorowej
czas spierdala przez odludzie w tłumie
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
bagnista ujada rzęsa
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
popękane ważki
w drodze do po nic
początek świata jest wszędzie
jedno jest pewne
bez końca panna włosie
srebrnokulawy
ςɔ
wielkości niezapisanej myśli
kropla przerywa węgorza
david attenborough poświadcza
niechcąco powabne
w części wetknięta
olbrzyma
z ręką na sercu
karaluch
dążąc do doskonałości
wylękniona radość
albo postać do góry nogami
cyrklem zainfekowana
wiosłują
fiołkowy
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
siekierą
gigantyczny