łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
w drohobyczu
nasz adres:
niechcąco powabne
wiosłują
ukłony
pyskaty krucyfiks
w obcisłej spódnicy
w trakcie przedrzeźniania mew
ja do rzeźni jadę
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
księżyc zgasło
kakao
i bez kropki
w drodze do po nic
chichoczą konwalie
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
płatki bez odpowiedzi
david attenborough poświadcza
powraca na ojczyzny łono
piła olbrzyma weryfikuje
w nikąd dorosły
snu muszlo nasza
albo postać już niepotrzebna
czyha
wilgotna
otruta
torpedą
bóg nie do oderwania od wszy
nic się nie dzieje w lanckoronie
deszcz korbką malowany
przegryziony
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
olbrzyma
ponad dowodami mieszka
ςɔ
chodziłam po tamtym świecie
oczodołami
but cebulowy nerwicy
każda rzecz jest żadna
w klatce
i inne niepodobne
w niemowlę zapatrzona
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
cieniów poutrącanych – 4

albo postać nieważna
klacz
w studni
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
pozłacane świnie
gigantyczny
karaluch
ciemniejący w światło
człowiek nie do oderwania od smyczy
drzewo bez kapelusza
srebrnokulawy
ręka sunie po udzie
na skale posadzona
szczudeł tupot
burzy się jagnię zapina szelki
bagnista ujada rzęsa
piegiem pochwalony
albo postać rozlana
ukryty w przymrozku
w części wetknięta
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
piach rozkwita
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
motyl w postaci cielska
siekierą
karaluch ciepły jabłkowy
jakoś idzie dorsz w torbie
w trakcie nienastępowania
cudownie wąski
jabłonki wychodzą z nor
prawda jest tak szybka że
grad
szpak w puszce wieczór nietknięty
w porządku własnym
prześcieradło się po nim lepi
fiołkowy
jeż czyha w zakonie
krzyk zarasta bulwary
w krzywdzie zbyt kusej
zręcznie tonie
tako rzeczą czamorro
czas spierdala przez odludzie w tłumie
w bezzwiewnych intencjach
chuj odziedziczył naród
po 17 latach życia pod ziemią
nurek składany nikomu
kropla od mroku
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
biegnie
z ręką na sercu
tramwajem zarosłe
niepodłączony
dziurawy fortepian widzi
twarzą ostemplowany
albo postać do góry nogami
irlich bron. z córką i boną żona dr. w-wa
a pan daleko?
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
piorun bez spojrzenia
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
mgłą
sprężyna
zamazana
sową
żeglarze prasują morza
proszę zamknąć oczy gitarze
pokrzywie dłoń wyrasta
bez końca panna włosie
jedno jest pewne
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
dzwonnica bez kałuży
za pomocą gdyby
5 piąstek raju
samica pomidorowej
kobra nacina przyjęcie
innego ratunku nie ma
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
rekin lat temu
śniegiem przybita
wagonów widelec w pobliżu błądzi
leżał owad w locie
cyrklem zainfekowana
śnieg wymiotuje
czynić
wandale podlewają kwiatki
albo postać nieprzewidziana
dźwig do suszenia sutann
fryzura bez kierowcy
modlitwą nażarte
albo postać podarta
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
wielkości niezapisanej myśli
w futrze
w kolorze ukrytym
mielony
albo postać odwrócona
dlatego że nie ma żadnego dlatego
kwiaty plują
jakie to piękne!
o niej chmarzy ziemia
albo postać porzucona
żyrafy
igła w oko puka
hałas
narew zgubiła ogon
konduktor
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
w przebłysku samotności
słowa wdychają się przez inne
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
włóczka podwórek
wiatr wspina się na lipę
w przybliżeniu nieistniejące
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w żegiestowie leje
rzęsa
w nadzieję rozsypane
w miniówie
stąd że nie ma żadnego stąd
idiota wyje pomidory
najeżony
obdarty
mruga pogrzebacz
w postaci rosy
istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
w słodycz upadła
jabłonki
dialekt dzierżawi rolnika
piach
o ośmiu wargach
szklany
krawiec w postaci ulewy
jamnik tenorem urzędu
data złomowania nie znana
drapieżny zemdlał tygrys
gęsta
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
albo postać na niebie
jest taki pociąg dlaczego
w milczenie zawinięte
na połamanym krześle
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
jakie pytanie taka krew
rycerz na koninie
mięso
wielkości za późno
początek świata jest wszędzie
popękane ważki
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
przemieszcza się kura olbrzyma
płonie
ze wschodu nadciąga trzech mężczyzn w kominiarkach
dążąc do doskonałości
głaz bezgłowego pilota szkoli
w locie
huśtawka
pełznie
proboszczem
rozbryzgując kałuże
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
kropla przerywa węgorza